piątek, 24 listopada 2017

O! A co to? czyli TAG książkowy




Rzadko bawię się w prywatę na blogu, a ostatni TAG pojawił się tu chyba z rok temu. Ale z wielką przyjemnością przyjęłam zaproszenie od Kasi, która postanowiła zadać mi kilka pytań dotyczących moich książkowych preferencji, nawyków i złych wspomnień. Jesteście ciekawi odpowiedzi?

poniedziałek, 20 listopada 2017

"Śpiące królewny" Stephen i Owen King - recenzja


Once upon a dream

Śpiące królewny Stephena i Owena Kingów reklamowane są hasłem „One śpią, ale Wy nie zmrużycie oka”. Cóż, jeśli spodziewacie się horroru, który nie pozwoli Wam zasnąć, raczej czeka Was zawód. Całe szczęście duet wysmażył całkiem przyzwoitą powieść z elementami fantasy, skupiając się raczej na problemie społecznym, niż tworzeniu atmosfery grozy.

niedziela, 12 listopada 2017

Okiem na film "Mother!" (2017)





 Twórca, Natura i inne klisze


Na Mother! szłam pełna nadziei, spychając w tył głowy wszystkie doniesienia o gwizdach na festiwalu w Wenecji i niesamowicie skrajnych opiniach – od zachwytów po przyklejanie łatek najgorszego filmu wszech czasów. Z kina wyszłam rozgoryczona.


środa, 8 listopada 2017

"Ojciec. Opowiadania" (opracowanie zbiorowe) - recenzja


 

Ojciec: bóg, mit, człowiek

 

Motyw ojca – to brzmi jak temat na maturę ustną z języka polskiego. Przykłady możemy mnożyć w nieskończoność, choć w głowie pojawia się przede wszystkim ten najbardziej popularny. Czemu, myśląc o ojcu w literaturze, podświadomie zmierzamy do obrazu brodatego boga, karzącego swojego syna bądź zsyłającego ludziom mannę z nieba? By odpowiedzieć na to pytanie nie musimy odwoływać się do koncepcji Freuda. Wystarczy uzmysłowić sobie, że ojciec jest stworzycielem, ale potrafi także niszczyć, może być surowy i sprawiedliwy. A nam, dzieciom, przyjdzie zmierzyć się albo z wyznaniem miłości, albo symbolicznym zabójstwem.

sobota, 4 listopada 2017

"Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie" Joanna Kuciel-Frydryszak - recenzja




 Córka Czarownicy


Każdy z nas szuka w biografiach czegoś innego – niektórzy sensacji, inni informacji, jeszcze inni chcą po prostu przeczytać dobrą książkę, która przybliży im znaną postać. A jaka jest Iłła Joanny Kuciel-Frydryszak? 

piątek, 3 listopada 2017

Ogłoszenie wyników konkursu patronackiego!


Nadszedł czas, by wyłonić zwyciężczynię konkursu patronackiego, w którym mogliście wygrać W ciemność Anny Bolavej - powieść nietuzinkową, mroczną i niezwykle przygnębiającą. Zadanie nie było łatwe, jednak odpowiedzi przeszły moje oczekiwania. Wybór tej jednej osoby okazał się bardzo trudny.

W ciemność Anny Bolavej wędruje do Oli, która podzieliła się wspomnieniami na temat książki Kolumbowie. Rocznik 20.

Książka, która mnie przeszyła i zraniła? Do dziś takie zdarza mi się czytać, ale pierwszego spotkania się nie zapomina. Moje katharsis - to był Roman Bratny, "Kolumbowie. Rocznik 20". I niezapomniane lato, gdy nauczycielka na wakacje zadała nam tę lekturę. Jestem pokoleniem powojennym, moi dziadkowie jeszcze żywo ją mieli w pamięci i często wracali wspomnieniami. Moje pokolenie jest też wychowane na filmach wojennych. "Czterej pancerni" i "Stawka większa niż życie" - to pół biedy, bo przecież to nie były obrazy realistyczne, to był melanż propagandy i mitów. Najgorsze były opowieści dorosłych. Pamiętam, że w podstawówce na pogadankę przyszedł weteran wojenny, który był świadkiem pacyfikacji wsi. Opowiedział nam o tym z najdrobniejszymi szczegółami. Dwa tygodnie nie spałam. Potem wpadłam w jakąś paranoję, bo nie mogłam słuchać na temat wojny, nie mogłam o niej myśleć i nie mogłam o niczym innym myśleć. Żeby sobie z tematem poradzić - wyparłam go. A potem musiałam przeczytać "Kolumbów", więc musiałam nagle znowu zmierzyć się z tematem - przez skwarne, duszne i upiornie długie lato.
Gratuluję, Olu - czekam na maila od Ciebie - a wszystkim uczestniczkom bardzo dziękuję za wzięcie udziału w konkursie.  

czwartek, 26 października 2017

"Zulejka otwiera oczy" Guzel Jachina - recenzja



Oczy szeroko otwarte



Do debiutów podchodzi się ostrożnie. Bo to dopiero literackie wprawki, próba zrozumienia własnych umiejętności, które mogą być przecież nierówne, nieokiełznane. Szkoda byłoby zawierzyć autorowi – nieznanemu jeszcze nazwisku (tylko nazwisku) – którego utwór może okazać się smutną stratą czasu. Może być też objawieniem, choć tego przecież nikt o zdrowych zmysłach spodziewać się nie może. A jednak…


sobota, 21 października 2017

Umberto Eco, "Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa" - recenzja




 Pożegnanie

Dla wiernych czytelników Eco, Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa są czymś więcej, niż tylko zbiorem felietonów. Są ostatnim zbiorem felietonów, ostatnią książką przygotowaną przez uczonego. Pożegnaniem. Ale pożegnaniem wesołym, choć – jak można się było spodziewać – Eco porusza tematy wyciągnięte z naszej wcale nie tak wesołej codzienności.

poniedziałek, 16 października 2017

"Mężczyźni objaśniają mi świat" Rebecca Solnit - recenzja


To brzydkie słowo na 'f''


Przypomnijcie sobie, jak w szkole Wasze zdanie było mniej ważne od opinii chłopców z klasy. Przypomnijcie sobie, jak nazywano Was histeryczkami, zbyt rozemocjonowanymi, by mówić prawdę, by wypowiadać się merytorycznie. Przypomnijcie sobie, jak mówiono „to tylko dla facetów”. A teraz sięgnijcie głębiej – do tych wypartych momentów Waszego życia, o których wolicie zapomnieć, które wzbudzają gniew. Do chwil, gdy na ulicy mijają Was mężczyźni, którzy bez żądnego skrępowania mówią, gdzie i jak braliby Was w obroty. Gdy macają Was, niby przypadkiem, po tyłku czy piersiach. Gdy nazywają Was sukami, kiedy na to macanie nie pozwalacie. Rebecca Solnit mówi właśnie do Was, dla Was – byście wiedziały, że nie jesteście same. Że to nie w Was tkwi problem.

piątek, 13 października 2017

Konkurs! Wygraj "W ciemność" Anny Bolavej


Piątek trzynastego to idealny moment na to, by ogłosić konkurs. I to nie byle jaki, bo patronacki. Tak, Kochani, mam dla Was niesamowitą książkę W ciemność Anny Bolavej, która niedawno ukazała się nakładem Wydawnictwa Książkowe Klimaty. Co musicie zrobić, by ją zdobyć? Trochę się postarać ;).

niedziela, 8 października 2017

"To, co możliwe" Elizabeth Strout - recenzja

To, co nieuchwytne



W zeszłym roku Elizabeth Strout zachwyciła czytelników subtelną, choć niesamowicie sugestywną powieścią Mam na imię Lucy. Teraz powraca nie tylko do Lucy, ale i do miejsca, w którym się wychowała, do ludzi, o których rozmawiała z matką w szpitalnej sali. To, co możliwe rozwija historię Amgash i jego mieszkańców pokazując, że człowiek jest czymś więcej, niż tylko tłem w cudzej narracji.

czwartek, 5 października 2017

"O kotach" Charles Bukowski - nie-recenzja

Kot to piękny czort



Ach, to uczucie kiedy wydawnictwo, które uwielbiasz wydaje książkę autora, za którym szalejesz o zwierzętach, które kochasz. Tak, moi Drodzy, to Charles Bukowski O kotach – książka, na którą czekałam już od miesięcy. Czy było warto?

niedziela, 1 października 2017

"Ostatni autobus i inne opowiadania" Truman Capote - recenzja



Smaczny deser


Niedawno mieliśmy przyjemność poznać pisarskie wprawki Harper Lee – Idź, postaw wartownika wywołało niemałe zamieszanie w literackim światku. Teraz do rąk czytelników trafiają wczesne teksty kolejnego doskonałego pisarza, Trumana Capote’a. Jednak, podobnie jak w przypadku pierwszego utworu Lee, jest to lektura przeznaczona dla tych, którzy twórczość amerykańskiego autora znają (i uwielbiają). Tym niezaznajomionym dobrze radzę – Ostatnim autobusem się kończy, a nie zaczyna. 

wtorek, 26 września 2017

"Cięcie" Hibo Wardere - recenzja premierowa




Okaleczenie schowane pod spódnicą


FGM – trzy litery, które oznaczają piekło dla wielu kobiet i dziewczynek, nie tylko w Afryce, ale też w Europie czy Stanach. Female Genital Mutilation, znane także jako „obrzezanie” kobiet, to zabieg, któremu poddaje się setki tysięcy dziewcząt w coraz młodszym wieku. Aby wyplenić z nich pożądanie. Aby pozostały czyste dla swoich mężów. Aby były godne.

sobota, 23 września 2017

"W ciemność" Anna Bolavá - recenzja przedpremierowa i patronat Okiem Wielkiej Siostry




  Baśń o kobiecie zdezintegrowanej 



Człowiek potrafi znieść zaskakująco wiele, jeśli tylko wie, że poświęca się dla tego, co naprawdę kocha. Czasem takie zachowanie nazywamy heroizmem, czasem głupotą,  a nawet szaleństwem. To właśnie ci ostatni są, według oświeconego, normalnego ogółu społeczeństwa, najbardziej niebezpieczni. Przekraczają bowiem cienką granicę pomiędzy miłością a obsesją.

czwartek, 21 września 2017

"Yoro" Marina Perezagua - recenzja




Ta, która nosi w sobie śmierć


O bólu, samotności, stracie, inności, mówi się na tak wiele różnych sposobów – krzykiem, płaczem, śmiechem, rozedrganiem. Odróżnia je język opowiadającego i jego umiejętność do przekazania nam emocji lub tego, co kryje się na ich powierzchni. Przedstawia swoje wnętrze bądź zewnętrze, by lepiej uchwycić świat, w którym istnieje. Jak jedną z takich historii opowiedziała Marina Perezagua?

środa, 20 września 2017

"W ciemność" Anny Bolavej pod patronatem Okiem Wielkiej Siostry!


Kochani! Doskonale wiecie, jak wielkim zaufaniem darzę Wydawnictwo Książkowe Klimaty - ich książki prawie w ogóle mnie nie zawodzą, więc przyzwyczaiłam się do sięgania po nie w ciemno. Zatem zupełnie nie zdziwi Was fakt, że chcę swoimi skromnymi siła wspierać ukochane wydawnictwo. I oto efekt: mój pierwszy patronat!

Już niebawem będziecie mogli przeczytać moją recenzję W ciemność. Spodziewajcie się zachwytów! Książka ma swoją premierę już 30 września, jednak jeśli macie chęć, możecie kupić ją w przedsprzedaży tutaj

sobota, 16 września 2017

Okiem na film "Nastolatki" ("Pojkarna" 2015)




 Bez powrotu


Jeśli jesteś obojętny na odmienność, ta historia nie jest dla ciebie. Ale jeśli masz oczy szeroko otwarte, to patrz uważnie – te słowa stanowią motto filmu Alexandry-Therese Keining będąc jednocześnie przestrogą dla widzów o zamkniętym umyśle.

sobota, 9 września 2017

"Kiedy była porządną dziewczyną" Philip Roth - recenzja



Sama przeciw wszystkim




Niewielu jest autorów, którzy – tak jak Roth – są w stanie rozbudzić we mnie tak silne i skrajne emocje. Czytanie jego powieści jest emocjonalnym odpowiednikiem maratonu: męczy choć zostawia nas z poczuciem głębokiej satysfakcji. Kiedy była porządną dziewczyną to właśnie taki intelektualny bieg (może nawet z przeszkodami). Męczy, boli, zmusza do łez rozpaczy. Jednak gdy już jesteśmy na mecie wiemy, że było warto. Że taki wysiłek to rzadki przywilej.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Dzień Blogów - moi ulubieńcy


Dziś obchodzimy Dzień Blogów – tak, dobrze Wam się wydaje, kalendarz świąt nietypowych poszedł w ruch. Postanowiłam wykorzystać tę okazję, by opowiedzieć Wam trochę o blogach, które uwielbiam odwiedzać, o blogerach, których szanuję za warsztat, styl, inteligencję czy poczucie humoru. Choć odwiedzam naprawdę sporo blogów, ulubieńców mam niewielu. Trzymam się ich mocno i nie zamierzam puścić.

niedziela, 27 sierpnia 2017

"Przeszłość" Tessa Hadley - recenzja




Pustka za zamkniętymi drzwiami


Burzliwa przeszłość to niesamowicie wdzięczny temat dla autora. Można oprzeć na niej całą opowieść, wracać do niej w serii reminiscencji lub najzwyczajniej w świecie wspomnieć ją od czasu do czasu, by nadać historii kolorytu. Można też na siłę wcisnąć ją w powieść, tworząc przy tym otoczkę tajemniczości, która wypala się z sykiem w zderzeniu z przeciętnością fabuły. Domyślcie się, którą drogą poszła Tessa Hadley.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Okiem na film "Uciekaj!" ("Get out" 2017)




Rasizm w białych rękawiczkach



Współczesny horror jest, przede wszystkim dla fanów gatunku, ciągłym pasmem rozczarowań. Trudno znaleźć film, który nie tylko straszy, ale także skłania do zastanowienia nad tematami ważkimi, jak chociażby istota zła. Można by pomyśleć, że tu już nic nowego wymyślić się nie da. Wszystko już było – od egzorcyzmów, przez wampiry, kosmitów, zombie i duchy aż po psychopatycznych morderców. Ostatnim pozytywnym zaskoczeniem okazał się obraz Roberta Eggersa, The Witch. Jednak od 2015 nic nie przykuło mojej uwagi, ani nawet nie wywołało lekkiego dreszczyku. Aż do teraz…


piątek, 11 sierpnia 2017

"Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć" Tomasz Kowalski - recenzja

 

Jak ja nie cierpię lekkiej literatury!

Niedawno z większości blogów krzyczały nagłówki zachwalające lekkie, łatwe i przyjemne książki na wakacje. Wiadomo, nie ma sensu się przemęczać, kiedy za oknem 40℃ w cieniu, zwoje mózgowe się przegrzewają, a my jesteśmy w stanie myśleć tylko o kostkach lodu brzęczących w naszej szklaneczce z orzeźwiającym napojem. Ja wychodzę z założenia, że lato to idealna pora na literaturę wymagającą. Gwoli ścisłości – idealna jak każda inna. Pokusiło mnie jednak, by trochę się rozerwać. Oczywiście z miernym rezultatem. Bogowie słowa pisanego skarcili mnie za głupią chęć rozerwania się przy książce.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

"Popiół i czerwień" Pyun Hye-Young - recenzja


Król szczurów


Literatura azjatycka nadal jest dla mnie nieodkrytym lądem – znani i poważani autorzy, jak Mo Yan czy Haruki Murakami, to przecież nie wszystko. Dlatego gdy trafiła do mnie powieść południowokoreańskiej autorki Pyun Hye-Young, wydana przez Kwiaty Orientu, byłam zachwycona możliwością dopisania nowego kraju do mojej literackiej mapy świata.

środa, 2 sierpnia 2017

"Uzdrowiciel" Marek Vadas - recenzja




Wchodzi śmierć do baru...

Mówi się, że napisanie dobrego opowiadania jest dwa, trzy, dziesięć razy trudniejsze, niż stworzenie dobrej powieści. Tkwi w tym ziarnko prawdy. Jak wciągnąć czytelnika, wzbudzić jego uczucia, skłonić do przemyśleń przy jednoczesnym maksymalnym skondensowaniu treści? Udało się to Marianie Enriquez, która kilka miesięcy temu zachwyciła mnie zbiorem To, co utraciłyśmy w ogniu. Od tamtego czasu szukam kolejnego objawienia. Niestety Uzdrowiciel Vadasa się nim nie okazał.

sobota, 22 lipca 2017

7 Wspaniałych - bohaterowie LGBTQIA




Czasy, w których idealnym bohaterem powieści był heteroseksualny biały mężczyzna już dawno się skończyły. I całe szczęście! Ile można czytać o tej smutnej, szarej „normie”? Normalność przecież niejedno ma imię ;).

Dziś poznacie listę 7 wspaniałych postaci z literatury współczesnej, które przynależą do grupy LGBTQIA.

poniedziałek, 17 lipca 2017

"Po trochu" Weronika Gogola - recenzja




Dwunastogodzinne czuwanie


O śmierci nie mówi się wprost – przynajmniej nie w mieście, gdzie z łatwością znajdujemy epitety, by łagodnie opowiedzieć dziecku o przejściu „na drugą stronę”. Na wsi jest inaczej. Tam śmierć jest oswojona, trochę zwyczajna, bo przecież zawiadamiają o niej dzwony. Te same dzwony, które rozbrzmiewają na Anioł Pański i pół godziny przed mszą. Ale jest też smutna i trochę straszna, gdy się nad nią zastanowić.




Śmierć w pewnym sensie spaja opowieści z Po trochu Weroniki Gogoli, która snuje dla nas historię słodko-gorzką, pełną wspomnień z dzieciństwa spędzonego w Olszynach. Ci, którzy nigdy nie marzyli o czekoladzie z Jajka Niespodzianki, rozpływającej się powoli na języku, nie będą wiedzieć, o czym pisze Gogola. A pisze o magii lat 90., o dorastaniu na wsi wśród zwierząt, które albo uciekają, albo zostają zjedzone, o byciu dziewczynką, która robi to, co nie przystoi księżniczce. Bo w małej Weronice więcej jest z Pippi Långstrump, niż z małej, posłusznej księżniczki.



Po trochu to machina czasu. I chociaż nie każdy dorastał na wsi, nietrudno jest odnaleźć się wśród smaków i zapachów, o których pisze Gogola. Lody Panda, Jajka Niespodzianki, gorzka piwna pianka i cappuccino pite z asymetrycznych filiżanek. Autorka nie korzysta jednak z całego spektrum przedmiotów, które tak silnie kojarzą nam się z tym okresem. Korzysta z nich od czasu do czasu, odwołując się do pamięci czytelników, nieśmiertelnego „Bravo” czy piwa EB, nie zaśmiecając przy tym swojego świata, który nie składał się przecież tylko z popkulturowych tropów i wspominek dzielonych z całym pokoleniem. I chwała jej za to, bo dzięki temu Po trochu pozostaje opowieścią intymną.



Wspomnienia Gogoli – te dotyczące rodziny, szkoły czy beztroskich zabaw – przywoływane są przez autorkę w jej tylko znanej kolejności. Czai się w tym chaos, który może zdeprymować czytelnika, poszukującego w Po trochu ładu. Autorka rzuca tematami, rozpoczyna jeden, by przerwać go drugim i dopiero po jakimś czasie wrócić do pierwszego. Tkwi w tym pewien urok, poczucie ciągłego „dziania się”. Życie małej Weroniki dalekie jest bowiem od nudnej, wiejskiej egzystencji. Jest przecież szkoła, obijanie jabłek, by wyssać z nich lekko sfermentowany sok, są zwierzęta, którymi trzeba się opiekować. Są też pogrzeby (prawdziwe i zaaranżowane) oraz historie rodzinne, którym trzeba się przysłuchiwać. A to tylko odsetek wydarzeń, które zaprzątają głowę młodej Gogolówny. Chaos opowieści wskazuje na charakter narratorki – jej żywiołowość i zadziorność, oddaje pełnię życia osóbki tak dalekiej od dziewczęcego ideału. Ta mała zbójniczka, miotająca klątwami i niebojąca się użyć pięści, mogłaby stać się wzorem dla niejednej dziewczynki, która nie martwi się, że poplami spodnie błotem bądź krowim łajnem.



Gogola oddaje głos swojemu dawnemu „ja”, dlatego narracja jest chaotyczna, a język niesamowicie prosty. Choć tkwi w tym zamierzona bezpretensjonalność, nie mogę powiedzieć, by styl autorki był konceptem spójnym. Wiemy, że Weronika narratorka jest Weroniką autorką – mówi w czasie przeszłym i odwołuje się do rzeczy, których jako dziecko nie mogła znać (chociażby święty Jan Paweł II, który przecież w latach 90. świętym nie był). O dzieciństwie opowiada jednak jak dziecko, wspominając choroby o bardzo śmiesznych nazwach, bawiąc się w powtórzenia, jakby próbując zobrazować czytelnikowi małą dziewczynkę, zachłystującą się słowami podczas opowiadania mamie o swoim fascynującym dniu. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby od czasu do czasu do głosu nie dochodziła ta dorosła Weronika, z jej dużo bardziej stonowanym sposobem wypowiedzi – bez wypluwania potoku słów, bez mówienia na jednym oddechu. Czepiam się? Być może, jednak podczas lektury nie mogłam pozbyć się wrażenia, że Gogolę poniosło jej wewnętrzne dziecko, które czasem tylko próbowała hamować. Szkoda, bo gdyby autorka trzymała je na smyczy, panując nad każdym słowem, mogłabym mówić o spektakularnym debiucie. W tym przypadku nie mogę.



Nie zmienia to jednak faktu, że Gogola oczarowała mnie swoją wizją wiejskiego dzieciństwa wiedźmy/rozbójniczki, wyobrażającej sobie męża w delegacji, a później marzącej o chłopaku mieszkającym na Żoliborzu. Po trochu to debiut mocny, wyrazisty i z pewnością dający przedsmak następnych dokonań Gogoli. Będę czekać. 


Moja ocena: 6/10

Recenzje Po trochu przeczytacie także u:
Marty z Cuddle up with a good book
oraz na blogu Przy gorącej herbacie

Za podróż do dzieciństwa dziękuję


 Autorka: Weronika Gogola
Tytuł: Po trochu
Data wydania: 10.06.2017
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Liczba stron: 180

środa, 12 lipca 2017

Wiele wizji jednej prawdy. O "Polowaniu" Thomasa Vinterberga


Thomas Vinterberg, który wraz z von Trierem rozpoczął manifest Dogmy, wyraźnie dotrzymuje nie tyle ślubów czystości, co samego zamysłu reżyserów, by w filmie pokazać człowieka, nie zaś aktora odgrywającego jedynie swoją rolę. Polowanie jest nie tylko wyrazem dbałości o skrupulatne "rozłożenie na części" samego bohatera, który w obliczu tragicznych wydarzeń staje nagi przed widzem, ale także próbą dotarcia do genezy niewinnego kłamstwa, które wdziera się w umysł całej społeczności, wywołując niejako masową halucynację, zmieniając percepcję i ukazując pierwotne instynkty grupy. 


Polowanie na czarownice


Historia o kłamstwie i prawdzie, którą Vinterberg buduje wokół głośnego i bulwersującego tematu molestowania, jest istotnym głosem w spawie społecznego ostracyzmu, współczesną wizją polowania na czarownice w świecie, który uparcie pragnie dążyć do logicznego postrzegania rzeczywistości przy jednoczesnym hołdowaniu utartym schematom, prowadzącym do ograniczenia ludzkiego umysłu w realiach ciągłego rozwoju, choćby pozornego. Sielankowa atmosfera panująca w niewielkim miasteczku nie bez przyczyny przywodzi widzowi na myśl rajski ogród - ideał zagrożony grzechem. Tym grzechem okazuje się mężczyzna w średnim wieku, rozwodnik pracujący z dziećmi, dobry ojciec i przyjaciel, który wyróżnia się jednak na tle społeczności, dla której nadrzędną wartością jest rodzina. Gdy niewinne z pozoru kłamstwo zaczyna kiełkować na bardzo podatnym gruncie, idylliczne miasteczko decyduje się na pozbycie niechcianego elementu, nie pasującego do zgranej, idealnej wspólnoty.
Istotnym problemem okazuje się więc samo pojęcie rajskości, związane z brakiem grzechu, które w filmie utożsamiane jest z dzieckiem – symbolem kruchej niewinności, narażonej na czynniki zewnętrzne. Paranoidalna wręcz próba ocalenia dziewczynki przed światem dorosłych, jest chęcią utrzymania sztucznego ładu, wiecznej bezgrzesznej idylli. Reżyser bocznymi drzwiami wprowadza motyw dorastania, które staje się czynnikiem niszczącym w całej fabule. Jednak sam Vinterberg nie krytykuje dojrzewania, lecz odbieranie tego etapu przez mieszkańców, jako przejścia ze stanu czystości w stan dorosłości, który symbolizować może opuszczenie Raju i ciągłą próbę powrotu do niego. Pierwszym, delikatnym sygnałem dorastania jest zadurzenie się Klary w Lukasie, drugim, doprowadzającym do tragedii, są zasłyszane przez Klarę słowa swojego starszego brata. Niewinność w spotkaniu z dorosłością nadal pozostaje taka sama, nietknięta. Lecz tu wkrada się percepcja mieszkańców, która zrywa zasłony idylliczności i ukazuje lęk podszyty agresją.

 

Z odłamkiem w oku

 

Jagten porusza uniwersalną problematykę zła wkradającego się w rzeczywistość, zdawałoby się, zabezpieczoną przed nim z każdej możliwej strony. Jednak nie samo zło, a postrzeganie jego bytności w świecie oraz próba poznania jego genezy, zdaje się najbardziej interesować Vinterberga. 

Reżyser wyraźnie akcentuje różnice pomiędzy sposobem odbierania rzeczywistości przez głównego bohatera, mieszkańców miasta a także dzieci – zarówno przez Klarę jak i jej kolegów i koleżanki z przedszkola, które z łatwością ulegają kłamstwu dziewczynki. Lukas jest bohaterem nieomal biblijnym, z cierpliwością znoszącym kolejne próby, liczącym na szczęśliwe zakończenie. Jego niedowierzanie w ludzką nienawiść i bezsensowną przemoc, której staje się ofiarą, czyni z niego Hioba – mężczyznę na skraju wyczerpania, pomimo wszystko wierzącego w miłosierdzie i, przede wszystkim, logikę, która przemówi do reszty mieszkańców. Jego sprzeciw jest cichy, ledwie słyszalny, a narasta dopiero w scenie pasterki, jedyną chwilą krzyku skrzywdzonego człowieka. Przypominać może Selmę z musicalu von Triera, która naiwnie wierzy w dobro ludzkie i nie potrafi odeprzeć fałszywych zarzutów, do samego końca licząc na happy end i nie skarżąc się na bolesne doświadczenia. Jednak Selma żyje w świecie własnych fantazji, Lukas zaś twardo stąpa po ziemi, zdając sobie sprawę z konsekwencji tak poważnego zarzutu. Mimo iż rzeczywistość Selmy jest brudna i smutna, muzyka jest w stanie ją uratować od marazmu, przenieść do nieosiągalnego raju. Z kolei pozorna sielankowość miasteczka, w którym żyje Lukas, szybko przemienia się w zimną, nieprzyjazną przestrzeń, od której bohater nie jest w stanie uciec w nic poza ciszą.  

Kadr z filmu Kieł
Perspektywa Lukasa – a przy tym widza – jest głosem rozsądku w świecie absurdu, któremu poddaje się niewielka społeczność miasta. Jednak to sposób percypowania rzeczywistości przez mieszkańców staje się najistotniejszym elementem filmu. Całkowite zatracenie wiary w niewinność człowieka dorosłego, a przez to ślepe zaufanie dziecku, które jako istota nieskażona nie jest w stanie skłamać, przywodzi na myśl baśniową wizję Andersena, w której każdy człowiek posiada w oku odłamek lustra, zmieniający jego spojrzenie na świat. Vinterberg, na podobieństwo duńskiego pisarza, tworzy rzeczywistość skażoną mylną percepcją, skrzywdzoną przez odgórną siłę – w przypadku baśni Andersena jest to Królowa Śniegu, jednak w Polowaniu ową siłą staje się samo społeczeństwo wraz z jego niekorzystnymi zmianami. Ciągła eskalacja przemocy i epatowanie seksualnością silnie wpływają zarówno na jednostkę jak i grupy, które bezpowrotnie zatracają wiarę w istnienie dobroci i piękna. Vinterberg wychodzi od aktualnego i trudnego problemu, by zadać pytanie o granice nadopiekuńczości i sam stosunek do dziecka, które nadal pozostaje dla nas istotą niezrozumiałą. To, co duński reżyser ubrał w szaty konfliktu między jednostką i społeczeństwem, grecki twórca - Giorgos Lanthimos – w swojej metaforycznej opowieści o rodzinie doprowadza do wszelkich granic. Kieł stanowi bowiem pewnego rodzaju przekroczenie tego, co Vinterberg tylko lekko zaznacza w swoim dziele – świat kontrolowany szybko przemienia się w więzienie, zaś człowiek w nim staje się tylko podmiotem. Przesadny lęk przed rzeczywistością i próba zapanowania nad nią, w greckim filmie doprowadzają do retardacji dziecka, jego całkowitego zdegradowania w kategoriach społecznych, w Polowaniu zaś kończą się wyniszczeniem jednostki, doprowadzonej do skraju wytrzymałości. Zarówno obraz Lanthimosa jak i Vinterberga odrzuca możliwość zamknięcia dziecka przed światem zewnętrznym, który zawsze przeniknie do nawet najbardziej zamkniętej enklawy. Polowanie ukazuje to przez naturalny proces dojrzewania, który przeraża dorosłych, wprawia ich w zakłopotanie, gdyż wiąże się z myślą o seksualności dziecka. W Kle utopia zostaje zburzona przez przemoc, jednak nie tą bezimienną, skierowaną w stronę dzieci, lecz nazwaną, zabarwioną krwią i wysiłkiem z filmu Rocky. Choć filmy znacząco różnią się wydźwiękiem, tematyką i obrazowaniem, zarówno grecki jak i duński obraz przedstawia skrzywiony sposób postrzegania rzeczywistości w dzisiejszym świecie, brak wiary w człowieczeństwo i możliwość zachowania niewinności w dorosłym życiu. 

Perspektywa dziecka – co ważne – odczytywana przez dorosłego widza, ukazuje skomplikowany sposób percypowania codzienności, którą można zmieniać niczym plastelinę. Klara zdaje sobie sprawę ze swojego kłamstwa, jednak brnie w nie w celu skrzywdzenia Lukasa. Poczucie odrzucenia, nieopatrznie zlekceważone przez dorosłego człowieka, doprowadza dziecko do zachowania skrajnie egoistycznego, lecz także nie do końca przez nie zrozumiałego. Szybki i niespodziewany obrót spraw nie skłania go do wycofania się z kłamstwa nie tylko z lęku przed karą lecz także z niewiedzy – zarówno na temat rzekomych oskarżeń jak i samej prawdy, która okazała się niemożliwa do rozpoznania. Tyczy się to również innych dzieci z przedszkola, poddających się masowej histerii, zmieniających rzeczywistość na niekorzyść Lukasa. Oskarżony o molestowanie dziewczynki mężczyzna nagle okazuje się niebezpiecznym zboczeńcem przetrzymującym dzieci w piwnicy, której, notabene, nie posiada. Rzeczywistość zmienia się za pomocą słowa, a nieświadomi demiurgowie nie mogą zostać powstrzymani. Słowo dziecka – istoty nieznanej i traktowanej z nabożną czcią – przeciwstawione zostaje słowu dorosłego, człowieka przynależącego do znanego świata, zepsutego i pozbawionego boskiej iskry. Widz nie jest w stanie zrozumieć perspektywy dziecka, którą Vinterberg ukazuje, lecz nie tłumaczy. Mała Klara nierzadko wzbudza niepohamowaną złość, spowodowaną niemożnością pojęcia skomplikowanej percepcji dziecka. Reżyser wskazuje na problem komunikacji pomiędzy dwoma światami, które zawsze istnieć będą obok siebie bez możliwości pełnego zrozumienia.  

 

Ofiara spełniona

 

Rzeczywistość filmu Vinterberga jawi się nam w mrocznych barwach, choć sam reżyser igra z widzem, podsuwając mu pod nos łagodniejsze, łatwiejsze do przyjęcia zakończenie. Składa jednak w ofierze zarówno swojego bohatera, skromnego i cichego mężczyznę, jak i dziecko, które żyje w cieniu krzywdy własnej i cudzej. Lukas i Klara stoją na przegranej pozycji, ich wizja świata musi zmienić się na ich niekorzyść, dopasować się do tego, w co wierzy ogół - ciągle rozrastającą się brzydotę świata, który z dorosłego człowieka czyni oprawcę, z dziecka zaś wieczną ofiarę. 

--------

Kochani, ostatnio czasu brakuje mi na wszystko: czytanie i tym bardziej pisanie. Dlatego dziś "uraczyłam" Was starą analizą Polowania - mam nadzieję, że się Wam spodoba. Napiszcie czy chcielibyście od czasu do czasu czytać takie pogłębione analizy dzieł literackich i filmowych ;)

 

Mam nadzieję, że w tym tygodniu przeczytacie na blogu recenzję Po trochu Weroniki Gogoli.