wtorek, 14 lutego 2017

"To, co utraciłyśmy w ogniu" Mariana Enriquez - recenzja




Niszcząca siła

Strach ma niejedno imię – czasem to chrobot, który nie daje nam w nocy spać, myśl siedząca gdzieś z tyłu głowy i czekająca na dogodny moment, niepokój, który zmienia się w panikę, bez, jak się wydaje, większego powodu. Strach to iskra, która – padając na odpowiedni grunt – potrafi wzniecić pożar pochłaniający wszystko, co napotka na swojej drodze.




Swoim zbiorem opowiadań Marianie Enriquez udaje się wzbudzić strach, udaje się rozniecić iskrę. Jednak teksty z Tego, co utraciłyśmy w ogniu nie mają nic wspólnego z tanimi zabiegami rodem z horrorów, wypadającymi z szafy potworami czy psychopatycznymi mordercami, uganiającymi się za bandą nastolatków z siekierą lub piłą mechaniczną. Jedyny psychopata okazuje się widmem, majakiem skłaniającym do wspominania jego mrocznej historii. A potwory? W tej prozie najstraszniejszymi potworami są ludzie.



To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Obyło się bez ochów i achów, bez zachwytów nad stylem, treścią czy nawet dialogami. Jednak kiedy zamknęłam tę niewielką książeczkę poczułam się dziwnie, jakby ktoś wyssał ze mnie to co ciepłe, pulsujące, żywe i zostawił pustą skorupę. Ten stan nie trwał zbyt długo, jednak wrażenie pozostało, tli się gdzieś głęboko pod skórką i być może kiedyś wydostanie się na światło dzienne. Na przykład podczas kolejnej lektury opowiadań Mariany Enriquez.



Każdego dnia myślę o Adeli. I jeśli wspomnienie o niej – o jej piegach, żółtych zębach, zbyt delikatnych jasnych włosach, kikucie ramienia, zamszowych botkach – nie pojawi się w dzień, powraca nocą, w snach. Każdy sen o Adeli jest inny, ale nigdy nie brakuje w nich deszczu ani mojego brata i mnie, stojących przed opuszczonym domem, w naszych żółtych nieprzemakalnych kurtkach, patrzących na policjantów w ogrodzie, którzy ściszonym głosem rozmawiają z naszymi rodzicami.



Opowiadania ze zbioru To, co utraciłyśmy w ogniu to znacznie więcej, niż groza. Zmasakrowane ciało chłopca, nastolatka wyrywająca sobie paznokcie podczas lekcji, dom zamieszkany przez przerażającą bytność, kobiety, które w ramach protestu dobrowolnie się podpalają. To wszystko jest tylko tłem – owszem, niepokojącym, zagadkowym i odpychającym – które ukazuje, że siła tych opowiadań nie tkwi w makabryczności wydarzeń, lecz w ludzkiej reakcji na nie. Strach, akceptacja, popadanie w paranoję, obojętność: to odpowiedzi na sytuacje kryzysowe, ale także na zwykłe życie, bo w świecie Enriquez morderstwa, brutalność czy podpalenia to smutna pieśń codzienności. Bohaterowie (w większości kobiety) muszą mierzyć się z rzeczywistością współczesnej Argentyny, pełną okrucieństwa i niesprawiedliwości, wszechobecnego brudu, narkotyków i złodziejstwa. Wiele z opowiadań Enriquez ukazuje pęknięcia w tym chaotycznym, nieprzyjaznym świecie. W tych tekstach mamy do czynienia z okultyzmem, nawiedzonymi domami czy demonami, choć tak naprawdę to ludzie okazują się w nich największym złem. Jednak i ten podział nie jest u argentyńskiej pisarki tak łatwy do zdefiniowania. Czy żona obojętna na tragiczny los męża, którym wewnątrz ducha pogardza za jego słabość i głupotę, jest osobą jednoznacznie złą? Trudno to ocenić, ale przecież to nie oceny spodziewa się od nas Enriquez. Ludzka psychika zajmuje ją dużo bardziej, niż strachy i zjawiska paranormalne, stąd też to ona staje się największym obiektem zainteresowania czytelnika, który, próbując zrozumieć bohaterki opowiadań, ich moralną niejednoznaczność, jeszcze mocniej wnikają w wykreowaną przez autorkę rzeczywistość.



W wielu z tych historii zauważyć można wręcz namacalną, fizyczną rozpacz, która trzyma w sidłach kobiety z opowiadań Enriquez. Są samotne, choć nierzadko pozostają w związku. Ich świat chwieje się w posadach. Pomimo że zdają sobie sprawę ze swojej stagnacji, uśpionego poczucia niebezpieczeństwa, depresji, czy paranoi, ciągle czekają. Na cud? Śmierć? Dalszy ciąg swojej smutnej historii? Autorka ich nie oszczędza. I trudno jest orzec czy lepszym było to, co miały, czy to, co je spotkało.



Moja ocena: 7,5/10

Za możliwość poznania prozy argentyńskiej autorki, dziękuję


Autorka: Mariana Enriquez
Tytuł: To, co utraciłyśmy w ogniu 
Tłumaczenie: Marta Jordan
Wydawnictwo: Czarna Owca 
Liczba stron: 232