czwartek, 5 października 2017

"O kotach" Charles Bukowski - nie-recenzja

Kot to piękny czort



Ach, to uczucie kiedy wydawnictwo, które uwielbiasz wydaje książkę autora, za którym szalejesz o zwierzętach, które kochasz. Tak, moi Drodzy, to Charles Bukowski O kotach – książka, na którą czekałam już od miesięcy. Czy było warto?




Bukowski nie potrafił rysować kotów – wychodziły mu psy. Potrafił jednak o nich pisać, oddając to, co kochał w tych zwierzętach najbardziej: siłę i piękno. Ale przede wszystkim fakt, że kot jest wyłącznie SOBĄ. Człowiek, który w życiu nikogo nie udawał, nie próbował czarować ani swoich wrogów, ani przyjaciół, nie powiewał jak chorągiewka na wietrze. Czy można się dziwić, że dzielił swój dom i życie z kotami, tymi pięknymi indywidualistami?



W tym zbiorze nie Bukowski jest najważniejszy. Nie uświadczycie tu historii o szukaniu panienek, dupczeniu i chlaniu. Nie będzie także wyścigów konnych, co dla wielu może być zdziwieniem. Jednak w O kotach jest tyle samo Bukowskiego w Bukowskim, co zwykle – 100%. Choć jest to zbiór lżejszy, przyjemniejszy i bardziej zjadliwy, zwłaszcza dla tych, którzy w Starym Świntuchu się nie zaczytują, bo trochę boją się do niego podejść. Tym razem można się zbliżyć, a i nawet pogłaskać się da. Autor ani nie podrapie, ani nie pogryzie. Nie znaczy to jednak, że spiłowano mu pazurki, a zęby wypadły ze starości. Ten doświadczony przez życie kocur nadal wie, co do czego służy.



Przeszedłem podjazdem w stronę domu. Koty leżały wyciągnięte, a inne srały. W przyszłym życiu chcę być kotem. Sypiać 20 godzin na dobę i czekać, aż mnie nakarmią. Siedzieć, liżąc sobie tyłek. Ludzie są zanadto żałośni, wściekli i monotematyczni.



Kot to siła, bezwzględność, walka, choć nigdy nie wiąże się to z perfidią, przypisywaną tylko człowiekowi. Kot nie musi pastwić się nad swoją ofiarą – nie popisuje się swoją mocą swoich łap i szczęk, lecz używa ich, by zjeść, by przeżyć. Bukowski przygarniał dachowce, znajdy poszukujące jedzenia i dachu nad głową. Daleko było mu do kupowania sobie zwierząt, rasowych pupilów. Wolał, by przyjaciele sami znajdowali drzwi do jego domu. Nie przeganiał ich, bo przecież w niczym nie szkodzili. Nie wypijali jego piwa. Darli tapicerki, to prawda, ale tylko wtedy, gdy Bukowski nie otwierał im drzwi, by mogli spokojnie wyjść na dwór. Za to pomagali mu, gdy było bardzo źle. (…) wystarczy spojrzeć na kota (…). A jeden z nich, Manx, wspierał go podczas wywiadów, grzecznie pozując do zdjęć. Kto nie chciałby takich przyjaciół?



chciałem nazwać nasze koty

Ezra, Céline, Turgieniew,

Ernie, Fiodor i

Gertrude,

ale

jestem grzeczny,

więc pozwoliłem żonie

je ponazywać

i wyszło tak:

Ting, Ding, Beeker,

Bhau, Pióras i

Piękniś.



ani Tołstoja

w całej cholernej

zgrai.



Moja kotka nie przepada za ludźmi. Lubi tylko mnie i M. Jestem ciekawa czy polubiłaby Bukowskiego.


Moja ocena: 7/10
Zamiast zdjęcia książki macie kilka zdjęć... mojej kotki :)

Za książkę o kocich przygodach w domu Starego Świntucha, dziękuję
Autor: Charles Bukowski
Tytuł: O kotach
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Data wydania: 22.09.2017
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 132