Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 sierpnia 2018

Miesiąc z literaturą japońską #3 - "Ballada o Narayamie. Opowieści niesamowite z prozy japońskiej




Fani grozy made in Japan doskonale wiedzą, że azjatyckie historie z dreszczykiem nie mają sobie równych. Człowiek przecież od zawsze bał się tego, czego nie rozumie, dlatego strachy z innego kręgu kulturowego siłą rzeczy działają na nas znacznie mocniej. Tak jest w przypadku kina (potwierdzą to zresztą wszelkie, zwykle nieudane, amerykańskie remakei). A jak sprawy mają się w kwestii literatury grozy?

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Okiem na film "Uciekaj!" ("Get out" 2017)




Rasizm w białych rękawiczkach



Współczesny horror jest, przede wszystkim dla fanów gatunku, ciągłym pasmem rozczarowań. Trudno znaleźć film, który nie tylko straszy, ale także skłania do zastanowienia nad tematami ważkimi, jak chociażby istota zła. Można by pomyśleć, że tu już nic nowego wymyślić się nie da. Wszystko już było – od egzorcyzmów, przez wampiry, kosmitów, zombie i duchy aż po psychopatycznych morderców. Ostatnim pozytywnym zaskoczeniem okazał się obraz Roberta Eggersa, The Witch. Jednak od 2015 nic nie przykuło mojej uwagi, ani nawet nie wywołało lekkiego dreszczyku. Aż do teraz…


czwartek, 20 kwietnia 2017

"Egzorcysta" William Peter Blatty - recenzja



 Klasyka grozy w najlepszym wykonaniu


Wydawnictwo Vesper rozpieszcza fanów grozy – najpierw cudowne zbiory opowiadań Lovecrafta, później Mnich i Frankenstein. Teraz przyszedł czas na powieść kultową (nie boję się użyć tego słowa), która z pewnością niejednego czytelnika przyprawiła o ciarki. Mowa o Egzorcyście, którego dzięki Vesperowi poznajemy w nowej, poszerzonej wersji.


Życie Chris MacNeil nie jest usłane różami, choć nie można powiedzieć, by na nie narzekała – jest rozpoznawalną gwiazdą filmową, ma cudowną córeczkę, a nieudane małżeństwo zostawiła już daleko za sobą. Właśnie uczestniczy w zdjęciach do nowego filmu, a niedługo najprawdopodobniej uda jej się wyreżyserować swoje pierwsze dzieło. Wszystko układa się po jej myśli. Prawie wszystko… coś w zachowaniu małej Regan każe Chris przypuszczać, że dziewczynka cierpi na problemy na tle nerwowym. Czy to wina rozwodu i braku kontaktu z ojcem? Czy Regan czuje się winna? Jej stan pogarsza się z każdym dniem, a choć lekarze wysuwają wiele hipotez, wszystkie badania wykazują, że dziecko jest zdrowe. Jednak Chris doskonale widzi, że jej córeczka nie jest sobą.

Początek Egzorcysty jest niepozorny, a nawet lekko nudnawy, jeśli wie się, że już niebawem czeka nas jazda bez trzymanki. Ot, codzienność matki i córki, drobne przyjemności, plany na przyszłość. Wszystko spokojne, słodkie, sielankowe, jak zdrobnienia imion, których używają bohaterowie. Autor jednak zadbał o to, by od czasu do czasu wpleść w fabułę coś, co nie pasuje do spokojnego świata Chris i Regan. To smutny, poważny kapłan, który zwraca uwagę aktorki, napomknienia dotyczące czarnych mszy i zbezczeszczenia figury matki boskiej, a wreszcie także przyjęcie u Chris, które kończy się bardzo niepokojącym zachowaniem jej córki. Od tamtej pory w napięciu czekamy na kolejne wydarzenia, na emocje, których możemy być pewni. Wtedy już wiemy, że wsiąknęliśmy na dobre.

Egzorcysta to jedna z tych powieści grozy, które trzymają za gardło, choć czytelnik nie jest tego do końca świadom. Akcja nie pędzi przecież na łeb na szyję, a tytułowy egzorcysta ujawnia się dopiero pod koniec książki. O co więc chodzi? O odpowiednio dozowane napięcie, ale także brak tanich straszaków i niezachwianej pewności, że to co złe, musi wiązać się z mocami nadprzyrodzonymi. Przez większość czasu Chris próbuje racjonalizować sobie dziwne zachowania Regan i to właśnie jej próby pojęcia tego, co dzieje się z ciałem i umysłem jej córki, najsilniej działały na moją wyobraźnię. Stan dziewczynki pogarsza się każdego dnia, a lekarze, w których jej matka pokłada nadzieję, zawodzą po raz kolejny. Raz już przez ich błąd straciła dziecko. Teraz nie może na to pozwolić.

Nie mam jednak zamiaru rozwodzić się nad tym, co w Egzorcyście jest straszne. O tym możecie przeczytać na innych blogach czy na Lubimy Czytać. Dla mnie powieść Blatty’ego to przede wszystkim konflikt ateizmu i wiary, zwątpienia i pewności. Chris jest ateistką nie bez przyczyny. Jej brak wiary kontrastuje z religijną ciekawością jej asystentki, która co chwila wypróbowuje nowe medaliony, a także w głos intonuje mantry. Ich zachowanie ma wpływ także na małą Regan, która nie do końca rozumie ideę boga, choć mocno trapią ją problemy związane z życiem i śmiercią. Matka jednak nie wie, jak wytłumaczyć małej, czemu bóg pozwala ludziom umierać. Do tych trzech kobiet dołącza najważniejsza w moim mniemaniu postać, ojciec Karras, który załamuje się po śmierci matki. Mężczyzna jest zagubiony, a jego wiara staje się coraz słabsza. Gdy dowiaduje się o chorobie Regan do głosu dochodzi jego racjonalna część. Wątek ojca Karrasa pokazuje, że Egzorcysta to nie tylko powieść o opętaniu, ale także o próbie wiary. Człowiek nie jest w stanie ślepo wierzyć w coś, czego nie rozumie. Jednak wiedza może okazać się dla niego nie do wytrzymania.

Chociaż Blatty opisał sytuację, w którą nie wierzę, nie przyjmuję za możliwą ani prawdopodobną, nie ukrywam, że udało mu się wzbudzić we mnie żywe emocje. To z pewnością jest lepszym świadectwem mojego zadowolenia z lektury, niż cała ta recenzja.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość poznania historii pewnego opętania, dziękuję

 Autor: William Peter Blatty
Tytuł: Egzorcysta
Data wydania: 11.04.2017 
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 356

niedziela, 11 września 2016

Lovecraft i kosmiczna groza




Każdy szanujący się fan literatury grozy zna jego nazwisko. Chociaż dopiero niedawno wyszedł z literackiego lamusa, od wielu, wielu lat postrzegano go jako jednego z klasyków, którego po prostu trzeba znać. Niestety nie szło za tym tłumaczenie jego twórczości, a przynajmniej tłumaczenie poprawne, które zachęcałoby czytelnika do sięgnięcia po kolejne, niesamowite wytwory wyobraźni Howarda Phillipsa Lovecrafta. I tu w sukurs zrozpaczonym miłośnikom gatunku przybywa wydawnictwo Vesper z tłumaczem Maciejem Płazą. Ten zgrany tandem pokazuje nie w jednym, ale dwóch zbiorach opowiadań, że Lovecraft był autorem, z którym należy się liczyć i o którym, pod żadnym pozorem, nie można zapomnieć.

Samotnik z Providence

Źródło
Czy aby zrozumieć twórczość Lovecrafta, trzeba poznać samego autora? Wychodzę z założenia, że nie – twórczość to jedno, życie to drugie i choć przenikają się wzajemnie, dzieła literackiego nie należy rozpatrywać przez pryzmat biografii. A jednak sama postać Samotnika z Providence, jak pięknie się o nim mówi, przyciąga niczym magnes. Był arystokratą, który jednak, na swoje nieszczęście, przez większą część życia nie miał grosza przy duszy. Po śmierci ojca mieszkał w rodzinnym domu z matką, dwiema ciotkami i dziadkiem, który zachęcał go do nauki i, co istotne, raczył młodego Howarda opowieściami grozy. Jednak ten stan rzeczy nie trwał długo – śmierć dziadka i złe zarządzanie jego spuścizną, doprowadziły rodzinę do bankructwa. Choć finansowa sytuacja Lovecrafta nie przedstawiała się zbyt ciekawie, do końca życia jego głównym źródłem utrzymania było poprawianie tekstów innych pisarzy. Moglibyśmy spodziewać się, że klasyk gatunku, którego znamy i cenimy, był choć odrobinę poważany za życia. Wychodzi jednak na to, że niezaprzeczalny literacki talent, inteligencja i samokrytycyzm nie są zbyt udaną mieszanką, jeśli dodać do niej straceńczą nonszalancję (jak określił to w posłowiu Maciej Płaza). Dlatego też Lovecraft wydawał opowiadania jedynie w szmatławych pisemkach (lub wcale), nie licząc chyba na nic poza uznaniem niewielu czytelników. Czy ktoś pamiętałby o tym dziwnym, aseksualnym mężczyźnie o skrajnie rasistowskich poglądach? Na szczęście, dzięki oddanym przyjaciołom Lovecrafta, którzy dbali o jego spuściznę, nie musimy się nad tym zastanawiać. Możemy cieszyć się rarytasami, które podano nam w pięknej, odświeżonej formie.

Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści

Źródło
Piętnaście utworów, znanych nam doskonale lub mniej, może tylko ze słyszenia, ale jednak. Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści to przysmak, po którego przeczytaniu trudno jest powstrzymać się od oblizywania palców. Dojrzała twórczość Lovecrafta (co istotne – ułożona w porządku chronologicznym) stanowi prawdziwe kompendium makabry i grozy, która straszy nawet dzisiaj. Owszem, autor wyjaśniał swoje opowiadania czytelnikom, nie wierząc w ich inteligencję, co pozbawia ich pewnej magii, odziera je z nimbu tajemnicy. Jednak po przeczytaniu takich perełek jak Szczury w murach czy Przypadek Charlesa Dextera Warda, po prostu nie sposób złościć się na autora, że odebrał nam przyjemność samodzielnej interpretacji historii.

Nie umarło, co wiecznie może trwać uśpione,
Z biegiem dziwnych eonów i śmierć może skona.

Mitologia Cthulhu na wskroś przenika ten tom opowiadań, ukazując prawdziwą grozę rodzącą się w kosmicznej otchłani. Obraz Wielkich Przedwiecznych, wyłaniający się z tekstów Lovecrafta, przeraża i zarazem fascynuje. Przeraża obcością i innością, ale przede wszystkim istnieniem niejako poza czasem. Bogowie byli i będą, pomimo śmierci i narodzin kolejnych pokoleń ludzi. Ich obecność w naszym świecie jest czymś, z czego większość nie zdaje sobie sprawy – tylko wrażliwi naznaczeni są snami pełnymi obrazów tajemniczego miasta R’lyeh. Wśród nas są również wyznawcy, gromadzący się i czekający na czas, w którym Wielcy Przedwieczni opanują Ziemię. W wizji Lovecrafta ci ludzie zdają się być bardziej przerażający od Cthulhu czy Dagona. Są namacalni, prawdziwi, a jednak ich wiedza i oczekiwania sięgają daleko poza to, co jesteśmy w stanie pojąć naszym ograniczonym umysłem. Są również morderczy, zawzięci i gotowi na każde poświęcenie w imię bogów, stanowiąc przy tym realne zagrożenie dla bohaterów opowiadań, nieświadomie wplątujących się w te kosmiczne spiski. Fanatyzm niejednokrotnie miesza się u Lovecrafta ze zdrowym rozsądkiem, który musi przegrać, ugiąć się i przyjąć do wiadomości istnienie czegoś niepojętego, lub pogodzić się z utratą zdrowia psychicznego.

Lovecraft był ateistą i tacy są też zwykle jego bohaterowie – mężczyźni oświeceni, naukowcy, którzy nie dają omamić się zabobonom. A jednak autor raz za razem podważa wszystko to, co znane było ówczesnej nauce (współczesnej także). Podwodne miasta, potwory z kosmosu, nekromancja. O takich bluźnierczych sprawach mówi się tylko szeptem, wiedzą o nich tylko wtajemniczeni, ludzie wielkiej wiary. Wiary w to, co nadprzyrodzone. Niedowiarkowie u Lovecrafta również zaczynają wierzyć, a to zdaje się hipnotyzować i przerażać czytelnika na równi z całą niesamowitością wykreowanego świata. Jeśli coś jest w stanie nagiąć, a nawet złamać niezachwianą wiarę w rozum, to co jeszcze może zrobić? Niewierzący, zdroworozsądkowi mężczyźni zmuszeni są do przewartościowania swojego życia, zrozumienia, że Zło nie jest zabobonem, lecz namacalną bytnością, silnie zakorzenioną w naszym świecie od zarania dziejów, której odzwierciedlenie widzimy w człowieku.

Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne

Lovecraftomaniacy, rozochoceni fantastyczną Zgrozą w Dunwich, z oczywistych powodów chcieli więcej -  więcej grozy, więcej niesamowitości. Po czterech latach otrzymali kolejny, odrobinę mniej obszerny zbiór opowiadań z wcześniejszego okresu twórczości Lovecrafta.

Wspaniałym miastem było Sarnath, cudem świata i dumą całej ludzkości.

Czy po przeczytaniu tego tomu czuję zawód? Chyba tak. Wyszło bowiem na to, że, jak na stereotypowego Polaka przystało, podobają mi się tylko te teksty, które już znam. Pod piramidami, Reanimator Herbert West, Zimno, Coś na progu – to najmocniejsze opowiadania w zbiorze, zwłaszcza ostatnie, które właściwie powinno zostać umieszczone w Zgrozie w Dunwich. Owszem, znalazły się tam także czarujące, symboliczne historie jak Wędrówka Iranona, czy Ku nieznanemu Kadath śniąca się wędrówka (w której jednak autorowi zdarzało się odrobinę przynudzać). Nie jest to jednak ten Lovecraft, którego czytałam z zapartym tchem. Być może potrzebuję Cthulhu i innych bogów w literaturze gatunku, by czuć ten dreszczyk kosmicznej grozy.

Daleka jednak jestem od krytykowania zbioru. Choć niektóre teksty wyraźnie męczyłam (pomimo iż były one znacznie krótsze niż opowiadania zamieszczone w pierwszym tomie), dla tych wymienionych powyżej warto zaopatrzyć się w egzemplarz Przyszła na Sarnath zagłada…. Wychodzi bowiem na to, że Lovecraft tworzył nie tylko mitologie, ale także wdzierał się do snów, by wyciągnąć z nich to, co najbardziej magiczne i najbardziej przerażające. Miasta i bogowie, za którymi człowiek tęskni, czując podświadomie ich obecność, z nadejściem poranka zastępowani są szarą rzeczywistością i brudnymi ulicami. Czy można dobrowolnie opuścić ten świat, by śnić wiecznie?
Chapeau bas

Choć ten tekst dotyczy Lovecrafta, gdyby nie Wydawnictwo Vesper i Maciej Płaza, nie mielibyśmy genialnie wydanych i genialnie przetłumaczonych opowiadań jednego z największych mistrzów grozy. Nie mogę więc nie powiedzieć kilku słów na temat pięknej szaty graficznej, solidnej budowy książki, która pozwoli fanom Lovecrafta cieszyć się swoimi nabytkami przez długi czas i, oczywiście, tłumaczenia. Czytając opowiadania w tłumaczeniu Macieja Płazy żałowałam, że nie znam ich w oryginale. Tak bardzo chciałam porównać polską i oryginalną wersję. Znam jednak poprzednie tłumaczenia i mogę z czystym sumieniem poprzeć słowa pana Płazy:

W zasadzie nieładnie jest kpić z dokonań poprzedników, ale dotychczasowych przekładów Lovecrafta nie mogę nie skomentować. Powiem więc krótko i po Lovecraftowsku: jest to bluźniercze plugastwo z najczarniejszej otchłani ignorancji i złego smaku; niechaj winni tej zbrodni skończą w szponach Wielkiego Cthulhu.

Całe szczęście czytelnicy nie muszą już sięgać po stare, toporne wydania Lovecrafta. Mają bowiem możliwość zapoznania się z prawdziwymi arcydziełami literatury grozy – w doskonałym tłumaczeniu i pięknej szacie graficznej. 

Moja ocena:
Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści - 8/10
Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne - 6,5/10

Oba zbiory zasłużyły sobie na certyfikat wystawiony przez samego Wielkiego Cthulhu
Źródło

Za kosmiczną grozę w cudownym wydaniu dziękuję
 
Autor: Howard Phillips Lovecraft
Tytuły: Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści; Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne
Wydawnictwo: Vesper
Tłumaczenie: Maciej Płaza