poniedziałek, 16 października 2017

"Mężczyźni objaśniają mi świat" Rebecca Solnit - recenzja


To brzydkie słowo na 'f''


Przypomnijcie sobie, jak w szkole Wasze zdanie było mniej ważne od opinii chłopców z klasy. Przypomnijcie sobie, jak nazywano Was histeryczkami, zbyt rozemocjonowanymi, by mówić prawdę, by wypowiadać się merytorycznie. Przypomnijcie sobie, jak mówiono „to tylko dla facetów”. A teraz sięgnijcie głębiej – do tych wypartych momentów Waszego życia, o których wolicie zapomnieć, które wzbudzają gniew. Do chwil, gdy na ulicy mijają Was mężczyźni, którzy bez żądnego skrępowania mówią, gdzie i jak braliby Was w obroty. Gdy macają Was, niby przypadkiem, po tyłku czy piersiach. Gdy nazywają Was sukami, kiedy na to macanie nie pozwalacie. Rebecca Solnit mówi właśnie do Was, dla Was – byście wiedziały, że nie jesteście same. Że to nie w Was tkwi problem.

Zwracam się do kobiet, jednak ten zbiór esejów powinien znaleźć się nie tylko w ich domowych biblioteczkach. To lektura obowiązkowa dla każdego mężczyzny, który myśli, że kultura gwałtu to brednie. Któremu wydaje się, że w protekcjonalnym tonie nie ma nic złego, że to tylko próba wzięcia kobiety w swoje ciepłe, bezpieczne objęcia. Ale także dla każdego, kto nas wspiera i kto czuje, że stereotypy tłamszą obie płcie. Bo Solnit, pomimo że mówi wyraźnie o męskiej przemocy, daleka jest od autorytarnego tonu. Nie chce wytępić wszystkich facetów, nawet nie zachęca do kastracji – a przecież to zarzuca się wszystkim feministkom. O, przepraszam, feminazistkom.

(…) źródła przemocy tkwią w autorytaryzmie. Przemoc zaczyna się od przyjęcia założenia, które brzmi: mam prawo cię kontrolować.
To właśnie przemoc interesuje autorkę najbardziej – jej źródła, ale także różne odmiany, które w istocie łączą się w całościowy obraz próby zapanowania nad drugą osobą. W swoich wywodach Solnit wyraźnie podkreśla, że nieodłącznym partnerem przemocy jest poczucie władzy, przekonanie o prymarności potrzeb jednej strony. Widzimy to już w pierwszym tekście, trochę zabawnym, a trochę strasznym. Badaczka opowiada o spotkaniu z mężczyzną, który peroruje na temat istotnej książki o Eadweardzie Muybridge’u autorstwa… Solnit (o czym Pan Bardzo Ważny oczywiście nie wiedział i czego nie dał sobie powiedzieć). Co ma wspólnego głupie zachowanie jakiegoś bufona z kwestią przemocy? Bardzo wiele – autorka, przez wzgląd na swoją płeć, została bowiem postawiona w roli głupszej, a zatem gorszej od rozmówcy. Zadania zostały z góry przydzielone, a kobieta, która miała znacznie więcej do powiedzenia na przywołany temat, nie mogła nawet dojść do słowa. Wiedza to władza, a Solnit doskonale pokazuje, jak zepchnięcie kobiet do poziomu głupiutkich, emocjonalnie niestabilnych istotek odbiera im możliwość zabrania głosu w dyskusji.

Mężczyzna działa, kierując się przekonaniem, że nie masz prawa zabierać głosu i że nie zdołasz nazwać tego, co się dzieje. Może to się objawić tak, że po prostu przerwie ci i wejdzie ci w słowo przy obiedzie lub podczas konferencji. Może to jednak także oznaczać, że każde ci się zamknąć, że będzie ci groził, jeśli odważysz się otworzyć usta, pobije cię za próbę zabrania głosu albo zabije, żeby uciszyć cię na wieki.
Od braku głosu niedaleka droga przemocy, bo przecież dużo łatwiej krzywdzi się tych, którzy nie mogą krzyczeć. Podobieństwo do kolonializmu jest aż nazbyt widoczne. Zresztą Solnit w jednym z esejów przywołuje problem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i napaści seksualnej jego dyrektora – Dominique’a Strauss-Kahna – na pokojówkę hotelową (niestety tekst ten jest stanowczo zbyt krótki, a przez to dość uproszczony). Nietrudno zaatakować kogoś o niższym statusie materialnym, gorszej pozycji społecznej, kogoś niesamodzielnego. Kobiety cały czas pozostają w tych grupach, postrzegane jako cienie swoich mężów, męską własność, istoty zależne a zatem poddane.

Furia mężczyzn, których emocjonalne i seksualne potrzeby nie zostały zaspokojone, to zjawisko aż nazbyt powszechne, podobnie jak przeświadczenie, że mężczyzna może zgwałcić lub ukarać jedną kobietę za to, co zrobiły lub czego nie zrobiły inne.
Solnit nie zapomina także o warstwie językowej, która jest tak istotna w czasach dostępu do mediów i nieograniczonej możliwości wypowiadania się w Internecie. Pokazuje nam zarówno tę niszczącą, jak i tę budującą stronę słowa. Bo prawdą jest, że nie musimy już szukać eufemizmów na gwałt, przemoc, okaleczenia. Nie mówimy o „biciu żony”, ale o przemocy domowej, a wyrażenie to ma ogromną siłę rażenia. Jednak, choć Solnit mówi o wielkich dokonaniach feminizmu, daleka jest od optymistycznego tonu. To byłoby niemożliwe po przytoczeniu wszystkich miażdżących statystyk, po przeanalizowaniu tylu okrutnych spraw, w których to właśnie za pomocą słowa dyskredytowano ofiary gwałtów. „Sama tego chciała”, „wyglądała jak dziwka”, „mogła uciekać” – ile razy słyszeliśmy te tłumaczenia? Na naszym podwórku nie jest inaczej. Niech za przykład posłuży lekceważący, obrzydliwy język wypowiedzi pewnego „eksperta”, mówiącego o kobietach broniących swoich praw: Ładne laski idą na dyskotekę, a brzydkie, których nikt nie chce bzykać, to idą na demonstracje.

Mężczyźni objaśniają mi świat to zbiór, który czyta się za jednym zamachem, choć nie jest to zbyt zdrowe. Taka porcja emocji może wywołać łzy, niekontrolowaną wściekłość lub duszności. A to nie tylko dlatego, że Solnit trafia w czuły punkt naszego społeczeństwa, ale także przez to, że po tej lekturze nietrudno o gorzką diagnozę: te eseje będą aktualne jeszcze przez bardzo długi czas.

O książce pisze także Obsesyjna, a u Pożeracza znajdziecie garść cytatów, które z pewnością nastroją Was do lektury. Dodatkowo zachęcam Was do zajrzenia na stronę Oko na kulturę, gdzie znajdziecie świetny tekst o kampaniach społecznych walczących z kulturą gwałtu. Pamiętajcie - nie ma kobiet, nie ma gwałtu. 
Za zimny prysznic, dziękuję
Autorka: Rebecca Solnit
Tytuł: Mężczyźni objaśniają mi świat
Data wydania: 5.10.2017
Tłumaczenie: Anna Dzierzgowska
Wydawnictwo: Karakter
Liczba stron: 190