Pożegnanie
Dla wiernych czytelników Eco, Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa są czymś więcej, niż tylko zbiorem felietonów. Są ostatnim zbiorem felietonów, ostatnią książką przygotowaną przez uczonego. Pożegnaniem. Ale pożegnaniem wesołym, choć – jak można się było spodziewać – Eco porusza tematy wyciągnięte z naszej wcale nie tak wesołej codzienności.
Pape
Satàn aleppe to zbiór wybranych felietonów, pisanych
przez Eco dla tygodnika L’Espresso w latach 2000–2015. A skąd ten tytuł? W tej
sprawie oddał głos autorowi:
Jest to oczywiście cytat z Dantego („Pape Satàn, Pape Satàn aleppe”, „Piekło” VII, 1), lecz powszechnie wiadomo, że choć całe rzesze badaczy usiłowały odnaleźć sens tego wersu, większość z nich zgadza się, że nie da się go jednoznacznie wytłumaczyć. W każdym razie wypowiadane przez Plutusa słowa zbijają z tropu i, jak się zdaje, pasują do wszelkiego rodzaju tematów. Dlatego też uznałem, że doskonale nadają się na tytuł tego zbioru, który nie tyle z mojej winy, ile z winy naszych czasów jest niejednorodny i – jak by to powiedzieli Francuzi – przeskakuje „z koguta na osła”, idealnie zarazem oddając płynny charakter tych piętnastu lat.
Czy można by to lepiej napisać?
Eco zachwyca przenikliwością, poczuciem
humoru i lekkością pióra, choć teksty z Pape
Satàn aleppe nie są tak proste jak chociażby te, które opublikowane zostały
w niedawnym Jak podróżować z łososiem.
Mniej w nich tego wyraźnego humoru, więcej zaś krytycznego spojrzenia na nasze
społeczeństwo – od bezkrytycznego zachwytu nowymi technologiami przez problem
rasizmu, nienawiści, religii i śmierci, aż po kwestie stricte polityczne, które, choć dotyczą Włoch, z łatwością możemy
przenieść na nasze podwórko. Bo Eco na ułomności człowieka patrzy
tak, jak trzeba, czyli globalnie. Głównie dlatego, że jest po prostu ciekawski,
a jego żądzę wiedzy widać w każdym z tekstów w tym zbiorze. Dlaczego miałby
zajmować się tylko problemami Włochów, skoro to same zachowania społeczne
interesują go najbardziej? Eco bada, analizuje i poddaje krytyce wszystko to, z
czym się spotyka, chociażby błahą rozmowę z taksówkarzem czy drobną
złośliwość, z jaką potraktował zapatrzoną w telefon kobietę. Wnioski wyciąga
sam, choć i nam zostawia pole do popisu. Trudno byłoby czytać te teksty
bezrefleksyjne, bo Eco po prostu zmusza nas do intelektualnego wysiłku. Nie
jest to maraton, lecz lekki truchcik, jednak nie zmienia to faktu, że po jakimś
czasie czeka nas zadyszka. Nie bójcie się – endorfinowego haju również nie
zabraknie.
Pomimo przytłaczającej tematyki, która
zmusza nasze komórki mózgowe do ćwiczeń, Eco nie odbiera nam swojego cudownego
poczucia humoru, którego głównym składnikiem jest niesamowicie zjadliwa ironia.
Najwięcej dostaje się oczywiście Berlusconiemu i Bushowi (jedne z
najśmieszniejszych felietonów mówią właśnie o tej
dwójce), choć autor nie odpuszcza też naiwniakom wierzącym w telewizyjne wróżki
czy fanom teorii spiskowych. Można by pomyśleć, że Eco prawie każdemu przylepia
karteczkę z napisem „jestem głupi, kopnij mnie”, jednak jest to dalekie od
prawdy. Złośliwostki nie mają bowiem na celu piętnować, ale raczej budzić – ze
stagnacji, ze stanu wiecznego samozadowolenia, z pięknego snu o świecie bez
problemów. Uczy, jak być krytycznym wobec naszej rzeczywistości i samych
siebie. A nauka przez śmiech jest najlepszą formą z możliwych.
A teraz dobra rada na koniec –
pamiętajcie, by zbytnio się tym zbiorem nie zachłysnąć. Po pierwsze dlatego, że
więcej tekstów nie będzie – smakujcie je uważnie, ciesząc się każdym słowem. Po
drugie dlatego, że szybko można się nimi napchać. Eco pisze treściwie, a choć
jego felietony pełne są anegdot, przekaz ani trochę się nie rozwadnia. Wręcz
przeciwnie, autor zawsze dąży do jak największej kondensacji, podkreślając, że
felieton powinien być krótki. Stąd też na niewielkiej przestrzeni otrzymujemy
multum smakowitej treści. Obżarstwo nie popłaca, nawet jeśli mowa o strawie
intelektualnej. Dlatego podgryzajcie, pozwólcie słowom działać i cieszcie się
tą przyjemnością najdłużej, jak się da.
Moja ocena: 8/10
Za intelektualny trucht, dziękuję
Autor: Umberto Eco
Tytuł: Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa
Data wydania: 26.09.2017
Wydawnictwo: Rebis
Tłumaczenie: Alicja Bruś
Liczba stron: 536