poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Okiem na film "Uciekaj!" ("Get out" 2017)




Rasizm w białych rękawiczkach



Współczesny horror jest, przede wszystkim dla fanów gatunku, ciągłym pasmem rozczarowań. Trudno znaleźć film, który nie tylko straszy, ale także skłania do zastanowienia nad tematami ważkimi, jak chociażby istota zła. Można by pomyśleć, że tu już nic nowego wymyślić się nie da. Wszystko już było – od egzorcyzmów, przez wampiry, kosmitów, zombie i duchy aż po psychopatycznych morderców. Ostatnim pozytywnym zaskoczeniem okazał się obraz Roberta Eggersa, The Witch. Jednak od 2015 nic nie przykuło mojej uwagi, ani nawet nie wywołało lekkiego dreszczyku. Aż do teraz…






Uciekaj! rozpoczyna się niepokojąco – czarnoskóry mężczyzna zostaje napadnięty w bogatej dzielnicy. To tylko krótki wstęp, jednak będzie towarzyszyć nam przez pierwszą połowę filmu, dając do zrozumienia, że coś w tej sielance nie gra. A jak wygląda sielanka? Ona i on, piękni, młodzi i zakochani, wybierają się do jej rodziców za miasto. Jedyny problem tkwi w tym, że Chris jest czarnoskóry. I trzeba tu powiedzieć jasno i wyraźnie – to problem dla niego. Mężczyzna boi się, że nie zostanie zaakceptowany przez rodziców Rose, choć ta zapewnia go, że niepotrzebnie się martwi. Posiadłość Missy i Deana jest piękna, a oni sami wydają się lubić partnera swojej córki. Szybko jednak pojawiają się pierwsze zgrzyty, sytuacje krępujące i zastanawiające, które niepewność Chrisa zmieniają w autentyczny lęk.



Black is in fashion



Obraz Peele’a to przede wszystkim doskonale skrojona satyra na amerykańskie społeczeństwo. Mogłoby się wydawać, że w horrorze na tak istotny problem nie ma miejsca – filmy tego gatunku mają straszyć, nie pouczać, nie wyśmiewać. Tym, którzy tak twierdzą, reżyser spektakularnie zagrał na nosie. Uciekaj! umiejętnie wskazuje na ciągle aktualny temat rasizmu, umieszczając go w dekoracjach wyciągniętych z klasycznego horroru. Piękny domek na odludziu może być bowiem świadkiem działań nadprzyrodzonych, napaści w stylu home invasion lub, jak w przypadku filmu Peele’a, psychologicznych rozgrywek między obcym a domownikami. Kto jest łowcą, a kto ofiarą? Tego nietrudno się domyślić. Twórca odchodzi jednak od tradycyjnie postrzeganego rasizmu, którego mekką jest zacofany Teksas pełen rednecków rodem z Teksańskiej masakry piłą mechaniczną czy Drogi bez powrotu. I całe szczęście, bo dzięki temu Uciekaj! staje się czymś więcej, niż kolejnym horrorem – jest kijem włożonym w mrowisko. To nie zacofani wieśniacy w szelkach są największym zagrożeniem. Stają się nim liberałowie z klasy wyższej, którzy deklarują, że gdyby tylko mogli, zagłosowaliby na Obamę po raz trzeci, choć w domu trzymają dwójkę czarnoskórych służących. Peele wskazuje na zmorę rasizmu w białych rękawiczkach, zakłamania i tłumionej agresji. A robi to trzymając się wszelkich założeń kina grozy, choć nie ucieka przy tym od odrobiny humoru.



Man, I told  you not to go in that house



Duszna atmosfera, podskórny lęk i napięcie, które nie o opuszcza nas przez większą część seansu, zostały rozegrane wprost perfekcyjnie. Głównie dzięki elementom humorystycznym, które pozwalają nam na chwilę oderwać się od kłopotliwego spotkania w domu państwa Armitage. Peele w tym celu wprowadza postać Roda, przyjaciela Chrisa – uwierzcie mi lub nie, ale jego sceny są rzeczywiście zabawne, bez żenujących sucharów i jeszcze gorszych gagów rodem z najpodlejszych komedii. Chwila śmiechu pozwala widzowi na choćby częściowy powrót do normalności. Tym mocnej uderzają go następne sekwencje, coraz silniej napinające – i tak zszargane – nerwy. Reżyserowi należą się za to gromkie brawa. Okazuje się, że debiutant doskonale rozumie, że przeciąganie sytuacji stresowych, szybko kończy się nudą.



Now you’re in the sunken place




Uciekaj! to nie tylko doskonale zbudowane napięcie i inteligentna fabuła. To także swojego rodzaju horror autotematyczny – oczko puszczone w kierunku wszystkich fanów gatunku, którzy z lubością będą odkrywać kolejne smaczki. W obrazie Peele’a brakuje właściwie tylko tego, co nadprzyrodzone, choć reżyser z powodzeniem zastępuje duchy hipnozą, będącą głównym filarem fabularnym filmu. Gra z widzem wyszła reżyserowi na plus głównie dzięki wyraźnemu podziałowi obrazu na dwie części: pełne napięcia zapoznanie się z zaistniałą sytuacją i akcję, będącą oczywiście konsekwencją części pierwszej. To druga z nich przynosi typowo horrorowe tropy, w tym przemoc, którą wielu recenzentów przyrównuje do gore. Ja nie szłabym w tym kierunku – Peele stanowczo odżegnuje się od epatowania brutalnością tylko dla samego wywołania szoku. Zresztą w przypadku Uciekaj!, niedowierzanie towarzyszy nam nawet bez elementów gore.



Zaskoczenie? Mało powiedziane – obraz Peele’a jest jedną z największych filmowych niespodzianek tego roku. Czy jakiś horror dorówna Uciekaj!? Trzymam kciuki, choć nie nastawiam się na to zbyt pozytywnie. Poprzeczka została postawiona wysoko. 

Moja ocena:8/10 

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony imdb.com