Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 marca 2019

"Lolotta i inne paryskie historie" Anna Matwiejewa - recenzja

Paryż Paryżowi nierówny

Naprawdę bardzo chciałam, by ten zbiór mi się podobał. Napinałam wszystkie mięśnie podczas lektury, żeby może jednak zmienić co nieco, ale dość szybko zaczęłam czuć, że to nie będzie udany literacki romans. A przecież to rzecz o Paryżu w różnych odsłonach, taka romantyczna, przy okazji wprost z Uralu i jeszcze z obietnicą realizmu magicznego. Pokus sporo, tylko efekt taki sobie.

czwartek, 26 października 2017

"Zulejka otwiera oczy" Guzel Jachina - recenzja



Oczy szeroko otwarte



Do debiutów podchodzi się ostrożnie. Bo to dopiero literackie wprawki, próba zrozumienia własnych umiejętności, które mogą być przecież nierówne, nieokiełznane. Szkoda byłoby zawierzyć autorowi – nieznanemu jeszcze nazwisku (tylko nazwisku) – którego utwór może okazać się smutną stratą czasu. Może być też objawieniem, choć tego przecież nikt o zdrowych zmysłach spodziewać się nie może. A jednak…


środa, 10 maja 2017

"Dół" Andriej Płatonow - recenzja





Infernalna wieża Babel



Moja doskonała passa trwa – ostatni literacki zawód datuję na marzec, w którym to Tove Jansson rozczarowała mnie swoim Słonecznym miastem. Jednak od tamtej pory nie mam na co narzekać. Chociaż od Dołu wymagałam wiele (przecież to antyutopia!), Płatonow mnie zachwycił. Dlaczego? O tym przeczytacie w recenzji.

Woszczew myślał, a to karygodne zachowanie kosztowało go pracę. Zwolniony mężczyzna oddelegowany zostaje do budowania ogromnego domu, w którym władza pomieści uciśniony proletariat. Jednak zanim powstanie, trzeba wykopać dół – ogromny, głęboki i szeroki, będący bazą pod fundamenty tego cudownego przedsięwzięcia. Dół jednak zaczyna być łudząco podobny do grobu. A może kopacze starają się dostać do samego piekła?


– Fajrant! Już czas, bo umordujecie się, umrzecie i kto wtedy będzie ludźmi?


Świat ukazany przez Płatonowa zasiedlają „ludzie sowieccy” – podporządkowani kolektywowi, ślepo wierzący w utopijne założenia socjalizmu, oddani pracy i władzy, by świat stał się lepszym miejscem. Lepszym dla proletariatu. Precz z kułactwem i burżujstwem! Cześć pracy! Ci nowi ludzie napawają przerażeniem, choć można w nich jeszcze dostrzec przebłyski wolnej woli. Chociażby w zamyślonym Woszczewie czy Pruszewskim, który postanowił umrzeć pomimo mozolnej pracy, jaką ma do wykonania. Czy to wystarczy? Nie, bo w tych realiach jednostka przegrywa, zostaje zalana przez masy, pokonana przez system. Jednak nam udaje się chociaż przez chwilę przyjrzeć się człowiekowi jako podmiotowi, nie zaś przedmiotowi należącemu do partii. Dowiadujemy się o dawnej przelotnej miłości Pruszewskiego, widzimy przedziwne i głębokie uczucie, jakim Czyklin obdarza sierotę, Nastję. To tylko przebłyski, jedynie fragmenty normalności w świecie absurdu, które pozwalają nam jednak zrozumieć, że w tę paranoję uwikłany jest prawdziwy człowiek.


– Gdzie kogut, towarzysze? – niemal obojętnie zwrócił się aktywista do wszystkich, co się do niego garnęli. – Skąd nam jajo wyjdzie, skoro nasze masy ptasie nie mają w swoim środowisku produktywnego kierownictwa?


Nonsens goni nonsens, a jest on tylko pretekstem do ukazania przerażającej rzeczywistości, postępującego skarlenia intelektualnego i emocjonalnego. Sceny rozkułaczania wsi czy poszukiwania koguta dla mas ptasich mogą wydać się zabawne, lecz proza Płatonowa nie ma zupełnie nic wspólnego z satyrą. Autor nie próbuje wykpić ukazywanej rzeczywistości, lecz – poprzez sprowadzenie jej do absurdu – wskazać jej błędność. Istnienie świata, w którym człowiek pozbawiony jest wolności wyboru, sumienia, możliwości smucenia się czy posiadania, samo w sobie jest wręcz paranoidalne. I tym mianem możemy określić całą powieść Płatonowa, przypominającą koszmar, w którym widmo śmierci i piekła jest zatrważająco namacalne.


– Żegnaj – powiedział mu Safronow. – Jesteś teraz jak przodujący anioł z robotniczego składu w obliczu jego wniebowstąpienia do instytucji służbowych…


Mówiąc o Dole nie można pominąć jednego z bohaterów tej powieści, który nadaje jej pewnego rodzaju szorstkości, nieprzystępności. Mowa oczywiście o języku, doprowadzonym przez Płatonowa do perfekcji. Obrzydliwa nowomowa, gwałcąca wszelkie zasady komunikacji i uniemożliwiająca dialog, doskonale koresponduje z całym wydźwiękiem Dołu, z jego absurdalnością. To właśnie język najlepiej pokazuje nam, jak zindoktrynowany jest „homo sovieticus”, pozbawiony chęci, ale także możliwości porozumienia się z drugim człowiekiem. Zupełnie nie dziwi więc wniosek tłumacza, Adama Pomorskiego, który w budowli z Dołu dopatruje się wieży Babel, odwróconej w stronę piekła.


– Marne jest życie psa; żyje tylko ze względu na urodzenie, jak ja.
Moja ocena: 7,5/10

Za podróż do komunistycznego koszmaru dziękuję
 
Autor: Andriej Płatonow
Tytuł: Dół
Data wydania: 19.04.2017
Tłumacz: Adam Pomorski
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 184

czwartek, 13 października 2016

"Grzybnia" Jelena Czyżowa - recenzja



 Nierozerwalne więzi


Pewne powieści, choć początkowo zdają się nam spokojne, wręcz nostalgiczne, kryją w sobie ogromne pokłady dramatyczności, sprawiają, że małe tragedie zmieniają się w spektakularne konflikty – ze sobą, otoczeniem, z duchami zmarłych i nienarodzonych. Właśnie takim utworem jest Grzybnia Jeleny Czyżowej.



On jest tłumaczem, pracującym nad przekładem powieści science fiction, której nie rozumie. Mieszka w starym domku, na działce, na której jego rodzice pracowali w pocie czoła i z uśmiechami na ustach – przy kwiatach, warzywach, zaprawach. Jeszcze nie wie, że jego świat zostanie przewrócony do góry nogami. Zauważa tylko, że zamek u drzwi jest zepsuty. Nie wie jak go naprawić, ani kogo prosić o pomoc.

Ona jest kobietą sukcesu, handlowcem. Mówi to z dumą, choć rodzice, intelektualiści, traktowali jej wybór jak głupotę, zbrodnię wobec świata kultury. Jednak rodzice nie żyją, a ona ma się całkiem dobrze, choć uczucia lokuje nie tam, gdzie trzeba. Teraz musi tylko zająć się sprzedażą działki, na której kiedyś mieszkali…


Powieść Czyżowej podzielona jest na rozdziały oznaczane dniami tygodnia – siedmioma dniami podczas których bóg stworzył świat, On nie zdołał naprawić zamka, a Ona zorientowała się, że nie znała całej prawdy o swoim ojcu. Ta biblijna oś rządzi światem ukazanym przez autorkę, jest też jednym z głównych tropów pomocnych w odczytywaniu Grzybni. Czyżowa wyraźnie, czasem nawet odrobinę zbyt nachalnie, podtyka czytelnikowi pod nos kolejne aluzje dotyczące piekła i nieba. Bohaterkę obdarza chorobliwym wręcz zainteresowaniem tryptykiem Boscha – zainteresowaniem, co warto podkreślić, silnie zakorzenionym w dzieciństwie. Bohater zaś, we wspominkach z lat studenckich, przywołuje dysputy dotyczące utworu Dantego, czy śni o piekle, w którym w pocie czoła, niczym mitologiczny Syzyf, pracuje jego dawny przyjaciel. Jednak prócz tych wyraźnych nawiązań autorka wprowadza też bardziej subtelne symbole, które oddziałują na czytelnika dużo mocniej, niż rozmyślanie nad wyglądem postaci w Ogrodzie rozkoszy ziemskich. To przede wszystkim atmosfera sielskości, spokoju, jaką Czyżowa tchnęła w las położony niedaleko działek. Las, który w jednym momencie jest oazą, pięknem wręcz pierwotnym, by w następnej chwili przemienić się w opresyjny, niebezpieczny krajobraz, tłamszący człowieka, który odważył się przekroczyć jego próg. Natura zdaje się współpracować z ludźmi na własnych warunkach. Daje im grzyby – owoce lasu, niejednoznaczne, jakby obce, mięsiste niczym ciało – jednocześnie zsyłając na nie robactwo, zgniliznę, by na dobre pokazać człowiekowi, że raj nie jest wolny od zepsucia. Czyżowa między innymi za jej pomocą powoli odziera swoich bohaterów z niewinności, nadziei i pragnień. Brutalnie wypycha ich z Edenu.


Jednak Grzybnia mówi nie tylko o opuszczeniu raju. To książka o korzeniach niemożliwych wręcz do wyrwania, o więziach, których nie rozrywa nawet śmierć. Obserwujemy to już na początku powieści, spoglądając na bohatera, który prowadzi dyskusję ze zmarłym ojcem i matką. Zarówno Ona jak i On nie potrafią pogodzić się z aspiracjami, pochodzeniem czy poglądami rodziców, przez co noszą ich ze sobą niczym niepotrzebny balast. Nie jest to pomysł zbyt oryginalny, jednak wyważone wykonanie i udane połączenie tej tematyki z motywem biblijnym, fantastycznie spaja całą powieść, która dzięki temu nabiera dodatkowej głębi. Czyżowa wykorzystała także motyw nieudanego dzieciństwa i braku porozumienia z rodzicami, by zbudować pomost między teraźniejszością, a przeszłością – zarówno jeśli chodzi o przemiany polityczne, jak i społeczne. I tutaj autorka popisuje się wyczuciem, o wielu rzeczach nie mówiąc wprost, a jedynie lekko sugerując pewną powtarzalność historii.


Grzybnia jest powieścią niespieszną, skupioną bardziej na człowieku, niż jego otoczeniu. Czyżowa umiejętnie wkrada się w umysły bohaterów, ukazując ich śmieszne słabostki i głęboko zakorzenione traumy, wielkie pragnienia trudne do osiągnięcia i chwile pogodzenia się z losem. To powieść, która początkowo powolnie wkrada się pod skórę, lecz później szybko uderza – do głowy i żołądka. Pozwala się obierać i rozczłonkowywać, by wydobyć z niej to, co najpyszniejsze. Później zaś zalega w nas długo, gdzieś na dnie, jak smażone grzyby ze śmietaną. 
Moja ocena:7/10
Za możliwość poznania twórczości Jeleny Czyżowej, dziękuję
Autorka: Jelena Czyżowa
Tytuł: Grzybnia
Data wydania: 21.09.2016
Tłumaczenie: Agnieszka Sowińska
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 336