Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura bułgarska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura bułgarska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 stycznia 2016

"18% szarości" Zachary Karabaszliew - recenzja





Szarość w stu procentach


Zachary Karabaszliew to raczej nieznany w naszym kraju bułgarski pisarz, dziennikarz i autor sztuk teatralnych. W 2008 roku ukazał się jego debiut, 18% szarości, który na polskim rynku wydawniczym pojawi się w tym roku nakładem wydawnictwa Książkowe Klimaty.



 


Nie ma jej od dziewięciu ranków – to pierwsze zdanie powieści, jednak doskonale mówi nam o rozchwianym stanie psychicznym głównego bohatera, odliczającego dni straty. Bohaterem tym jest Zack – emigrant, fotograf, człowiek, który pragnął być muzykiem a teraz pracuje w firmie farmaceutycznej. Jego żona odeszła, a on miota się od ściany do ściany i zastanawia się, co począć przez kolejne dni naznaczone brakiem tej idealnej istoty, którą udało mu się poślubić. Postanawia przekroczyć granicę z Meksykiem, uchlać się do nieprzytomności i, jeśli szczęście dopisze, zaliczyć jakąś panienkę. Choć udało mu się upić, jego dalsze plany pokrzyżowało trzech facetów: dwóch kopiących i jeden kopany. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy prawie nieprzytomny Zack rani napastników i ucieka ich samochodem, w bagażniku którego, jak się szybko okazuje, znajduje się worek z dość ciekawą zawartością. Niestety nie jest to ciało. To tylko marihuana.



Karabaszliew podzielił swoją powieść na trzy części: teraźniejszość, w której Zack musi borykać się z problemami związanymi z odejściem żony i marihuaną w bagażniku, przeszłość z nakreślonymi przez bohatera wspomnieniami dotyczącymi życia w Bułgarii i emigracji, a także trzecią, którą określam jako sesja zdjęciowa. Stanowi on wyłącznie wymianę zdań między Zackiem i Stellą. Ten krótki, acz treściwy przerywnik, stanowi chyba najjaśniejszą część powieści, głównie ze względu na fakt, iż autor dopuszcza w nim do głosu dwie osoby na tych samych warunkach, w przeciwieństwie do poprzednich części, w których to Zack jest narratorem. A nie można powiedzieć, by był on wymarzonym przewodnikiem po Stanach i Bułgarii. Zack nie jest antypatyczny, choć prawdopodobnie wielu z Was właśnie tak będzie na niego patrzeć. Dla mnie ten bohater jest po prostu nijaki. Zdaję sobie sprawę z tego, że autor wykreował go w taki sposób, by ukazać stracone ideały, zmarnowany talent artystyczny i coraz większe pogrążanie się w typowo amerykańskim konsumpcjonizmie. Nie zmienia to jednak faktu, że nasza szara choć, w zamiarze, skrywająca spory potencjał postać jest dla mnie całkowicie pozbawiona rysów charakterystycznych czy głębi psychologicznej, wychodzącej poza użalanie się nad swoim losem.



Dużo lepiej wypada Stella, którą poznajemy głównie za pośrednictwem Zacka a także dzięki krótkim, rwanym wypowiedziom podczas sesji zdjęciowych. Żona głównego bohatera jawi się jako osoba idealna, skryta artystka, która pomimo ciężkich chwil nie opuszcza swojej bratniej duszy, coraz bardziej gubiącej się w świecie amerykańskiego snu. Spełnienie artystyczne oddala spełnienie w związku, jej życie jest niepełne choć możemy odczuć, iż Stella próbuje je naprawiać. Jednak czytelnik z łatwością zauważy, że ten obraz to piękna mistyfikacja stworzona przez Zacka. Podczas jednej z sesji bohater wykrzykuje w stronę swojej żony:

- czy nie mogłabyś chociaż przez chwilę być po prostu obiektem!

Odpowiedź Stelli jest prosta: - nie.

Ta krótka wymiana zdań doskonale pokazuje stosunek męża do swojej żony, która z biegiem lat z podmiotu staje się przedmiotem, czczonym i kochanym ale tylko w zamyśle. Ukazanie tego przedziwnego stosunku Zacka do ukochanej jest najmocniejszym punktem powieści, która niestety nie przynosi zbyt wiele pozytywów.



... Komu potrzebna jest jeszcze jedna książka o rozstaniu? Komu potrzebna jest jeszcze jedna smutna książka?



Podczas lektury 18% szarości również zadawałam sobie te pytania. Gdyby była to jeszcze jedna dobra książka o rozstaniu, czytałabym ją z przyjemnością. Niestety powieść Karabaszliewa jest nie tylko mało oryginalna, ale po prostu nudna. Fabuła, która miała być oczywiście tylko pretekstem do poważnych rozmyślań na temat życia w Ameryce, upadku wartości i rezygnowaniu z pasji na rzecz wygodnego życia (ten aspekt przekazany został łopatologicznie za pomocą kilkukrotnego przytoczenia przypowieści o talentach), nuży z każdą kolejną stroną coraz bardziej. Zakończenie jest boleśnie przewidywalne, a sama podróż, która przecież miała być ważniejsza od jej celu, ciągnie się w nieskończoność wśród jęków i biadolenia bohatera, który nie jest w stanie wykrzesać z siebie czegoś poza kilkoma wulgaryzmami, myśleniem o kobietach i robieniem zdjęć. Karabaszliew jest bardzo biednym krewnym Bukowskiego (jakimś dalekim kuzynem dziewiątego stopnia), próbującym szokować językiem i urywanym stylem, ale okazuje się po prostu zwykłą kalką kalki. Nic w tej powieści mnie nie porwało, nic nie skłoniło do zastanowienia. Mówię to z bólem serca – nie polecam. 


Moja ocena: 3/10
 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję


Autor: Zachary Karabaszliew
Tytuł: 18% szarości
Liczba stron: 416
Tłumaczenie: Hanna Karpińska
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty

piątek, 28 sierpnia 2015

"Czy jest ktoś, kto cię kocha?" Kalin Terzijski - recenzja



(...) jak miedź brzęcząca

 

Czy jest ktoś, kto cię kocha? – tytułowe pytanie pada już w pierwszym opowiadaniu, jednak Terzijski na tym nie poprzestaje. Miłość jest jednym z głównych tematów poruszanych przez tego Bułgarskiego pisarza. Nie spodziewajcie się jednak ckliwych opowiastek – historie stworzone przez Terzijskiego są bolesne jak upadek z najwyższego piętra wieżowca, uszczypliwe i ironiczne, pełne gorzkiej prawdy o człowieku i jego potrzebach. Jeśli nie ma miłości, jest gwałt i przemoc, ale przede wszystkim wszechogarniająca pustka.




Siedzimy i pijemy piwo, rozmawiając o nieważnych sprawach. Gdybyśmy umieli rozmawiać o ważnych, to pewnie rozmawialibyśmy i o nich.



Bohaterowie opowiadań Terzijskiego to ludzie pozbawieni właściwości i pragnień, przekraczających poczucie sytości i smutnej, różewiczowskiej małej stabilizacji. Snujący się z miejsca na miejsce, zatraceni w poczuciu niesprawiedliwości, znajdujący się niejako w miejscu poza rzeczywistością, marazmatycznym świecie łudząco przypominającym czyściec. Nierzadko to alkoholicy, upijający się jednak nie dla przyjemności, lecz z potrzeby dokonania przemienienia ciała i duszy, nadania treści zarówno sobie jak i nadgniłym elementom prywatnego piekiełka. Nie ma tam miejsca na prawdziwe uczucie, jedynie rozpaczliwe poczucie osamotnienia, podsycane z coraz większą siłą jakby w celu udowodnienia sobie, że tylko drugi człowiek posiada moc ocalenia nas z nicości.



Myślałem sobie: nie ma większej samotności niż samotność człowieka odrzuconego. Myślałem sobie: nie ma większej samotności niż samotność człowieka trędowatego, który przemierza ożywione przed chwilą miasteczko, dzwoni ostrzegawczo swoim dzwonkiem, ludzie się chowają, drzwi się zatrzaskują, on zbiera wystawioną przed zaryglowane drzwi jałmużnę i wciąż dzwoniąc, odchodzi. Moja samotność była taka sama.



Przemożny głód miłości, a może po prostu potrzeba zapomnienia o samotności, ukazane zostały przez autora w sposób zaledwie tlący się pod tkanką tekstu. Terzijski niejednokrotnie przykrywa kalejdoskop form jednego uczucia – pełnego poczucia winy i gniewu, uczucia niespełnionego oraz straconego raz na zawsze, skostniałego i skrytego głęboko pod twardą skórą, porzuconego na ulicy – historiami, w których zdawałoby się nie ma miejsca na jakąkolwiek miłość. Jest zaś miejsce na zgorzkniene i smutek po stracie samego siebie, cennego „ja” zapomnianego w stercie zawodów dnia codziennego.



Opowiadania Terzijskiego są bowiem nakierowane nie tylko na miłość do drugiego człowieka, mogącego wyciągnąć nas z marazmu, lecz także na miłość do samego siebie. Czy ratunek może przyjść do nas z wewnątrz? Autor nie odpowiada na to pytanie, lecz kieruje ostrze noża na człowieka skupionego na sobie choć niepróbującego samego siebie odnaleźć, a być może także zwalczyć. Najbardziej widoczne jest to w opowiadaniach Pomarańczowe, prawie brązowe i Miłość, w których Terzijski z ironią opowiada o dwóch związkach, dwóch rodzajach relacji, w których to „ja” bohaterów okazuje się najważniejsze, przezwyciężające miłość, bądź też jej rzeczywisty brak. To świadectwo nieokiełznania, szału uczucia do samego siebie (zwłaszcza w pierwszym z wymienionych przeze mnie opowiadań), które może stać się jedynym remedium na przytłaczającą rzeczywistość lub też zanikającym światłem w tunelu, ostatnią barierą dzielącą człowieka od obłędu.



Czy jest ktoś, kto cię kocha? to zbiór opowiadań pełen brutalnych, ironicznych i niewygodnych refleksji na temat miłości i jej braku, szokująco prawdziwych a przez to tak przytłaczających. To pieśń miłosna człowieka skazanego na wieczną samotność w nieprzyjaznej przestrzeni. 


Moja ocena: 8/10  
 
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu



Autor: Kalin Terzijski

Tytuł: Czy jest ktoś, kto cię kocha?
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Tłumaczenie: Hanna Karpińska
Liczba stron: 195