Odważny coming out, przeciętny debiut
Do tej pory Węgrzy nie pisali o transseksualizmie. Przez to Incognito Tibora Noé Kiss jest nie tylko odważnym wyjściem z szafy, gestem niezwykle osobistym, ale także wprowadzeniem tego tematu do dyskursu literackiego. Szkoda tylko, że tak śmiałe wyznanie jest jedynie niezłym debiutem.
Incognito
to powieść bolesna – czytelnik przypatruje się
powolnej operacji, jaką bohater/ka przeprowadza na sobie, żywym organizmie,
niezdecydowanym na przynależność do jakiejkolwiek płci. Poczucie obcości z
jednej strony potęguje własne ciało, niejako dokonujące aktu zdrady, z drugiej
zaś spowodowane jest nieumiejętnością odnalezienia się w sferze publicznej.
Bohater/ka często swoje ciało, gesty, zachowanie postrzega przez pryzmat
spojrzeń przypadkowych przechodniów, kelnera czy osób spotkanych w barze. Choć
Kiss nie nadużywa tego zabiegu, czytelnik z łatwością odczuwa dyskomfort, z
jakim musi radzić sobie Tibor/ Noémi, ale także ciągłą niemożność zdefiniowania
siebie. Bo o definicję, nadanie sobie właściwego imienia, przede wszystkim
chodzi.
Stoję w milczeniu, w kręgu światła, na miękkim dywanie, kolano wwiercam w bok fotela, mamroczę moje nieprawdziwe imiona. Nie potrafię się przedstawić, choć tak bardzo, tak bardzo tego pragnę.
Nadanie sobie imienia, a
właściwie dopasowanie do niego osobowości, tak ważne dla bohatera/ki,
jest jedynie jednym z wielu celów niemożliwych do osiągnięcia. Lecz
najbardziej z nich wszystkich symbolicznym, istotnym o tyle, że bez niego
trudno jest dokonać transgresji. Jednak przejście ze stanu niepewności do
pogodzenia się z własną dwoistością nie nadchodzi. Incognito nie jest bowiem powieścią o samej przemianie, lecz o uwięzieniu,
niemożności wyrwania się cielesnym ograniczeniom. Przez to staje się historią o
opresyjności płci, choć można w niej znaleźć także nadzieję, zapowiedź zmiany.
Otwarcie kolejnych drzwi.
Opowieść Tibora/ Noémi porusza
wiele strun, potrafi wzruszyć, ale przede wszystkim zmusić do zrozumienia
istoty skłóconej nie tylko ze skostniałym społeczeństwem, ale przede wszystkim
z samą sobą. Niestety styl Kiss nie nadąża za przekazem, drażni i męczy przez
nadużywane powtórzenia czy rwane frazy. Choć rozumiem, że tego typu narracja
miała na celu ukazanie chwiejności osobowości bohatera/ki, nagminność tych zabiegów
odwraca uwagę od samego problemu i zmusza czytelnika do skupienia się na słowie.
Słowie, które często niewiele wnosi, staje się jedynie fasadą, zapychaczem. Irytuje
to przede wszystkim ze względu na fakt, że autorka ma wystarczające
umiejętności, by budować swoją powieść na pięknych i niepokojących frazach,
przemyślanych grach słownych. Zamiast tego ucieka w przeciętność. Szkoda,
wielka szkoda, bo Incognito miało podstawy do tego, by być
powieścią nietuzinkową.
Moja ocena: 6 (z minusem)
Za możliwość poznania pierwszej węgierskiej powieści transgenderowej, dziękuję
Autorka: Tibor Noé Kiss
Tytuł: Incognito
Data wydania: listopad 2017
Tłumaczenie: Daniel Warmuz
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Liczba stron: 172