sobota, 9 września 2017

"Kiedy była porządną dziewczyną" Philip Roth - recenzja



Sama przeciw wszystkim




Niewielu jest autorów, którzy – tak jak Roth – są w stanie rozbudzić we mnie tak silne i skrajne emocje. Czytanie jego powieści jest emocjonalnym odpowiednikiem maratonu: męczy choć zostawia nas z poczuciem głębokiej satysfakcji. Kiedy była porządną dziewczyną to właśnie taki intelektualny bieg (może nawet z przeszkodami). Męczy, boli, zmusza do łez rozpaczy. Jednak gdy już jesteśmy na mecie wiemy, że było warto. Że taki wysiłek to rzadki przywilej.


Lucy nie poddaje się nigdy, chociaż życie kopie ją niemiłosiernie. Pierwszy i najdotkliwszy cios zadał jej ojciec – pijak i awanturnik, który winę za wszystkie swoje niepowodzenia zrzuca na żonę, podręcznikową wręcz niewolnicę w tym związku. Dlatego właśnie Lucy dorasta w przekonaniu, że słabość jest jej największym przeciwnikiem, uczuciem, na które ją nie stać. Jednak samotność łatwo przedziera się przez wszelkie zabezpieczenia, zwłaszcza w wieku nastoletnim. Pierwsza miłość? Być może, choć w przypadku Lucy było to raczej zachłyśnięcie się uwagą, jaką poświęcał jej Roy. Kazał jej zaufać, więc zaufała. To nie mogło skończyć się dobrze.

Kiedy była porządną dziewczyną jest powieścią, która potrafi wywołać wewnętrzny kryzys nawet u najbardziej zatwardziałych analitycznych czytelników. Zbyt wiele w niej emocji, by móc skupić się na zwykłym literackim podglądactwie. Ale także zbyt wiele niuansów, które rzucają się na nas od razu po rozpoczęciu lektury, by móc dać się porwać uczuciom bez większego zastanowienia. Dlaczego Roth rozpoczyna swoją historię od wspomnień związanych z upośledzoną siostrą dziadka Lucy? Dlaczego najpierw poznajemy koniec historii, by dopiero później dowiedzieć się, czemu młodą dziewczynę spotkał tak tragiczny los? To pytania, które musimy sobie zadać, bo zmusza nas do tego sam autor i konwencja, jaką przyjął. Roth igra z czytelnikiem i wychodzi mu to doskonale. Cały czas testuje nie tylko naszą wnikliwość, ale także empatię, gdyż Lucy nie należy do bohaterek, które kocha się od pierwszego zdania. Jest młoda, skonfliktowana z całą rodziną, ambitna i marząca o ucieczce z małego miasteczka, silna, egoistyczna, despotyczna, ale także dobra, naiwna i kochająca. Jednak miłość również jest słabością, o czym dziewczyna przekona się w najbardziej bolesny ze sposobów.

Lucy jest najważniejszą postacią w powieści, Roth oddaje jej głos i pozwala nam poznać jej perspektywę. Jednak bohaterka nie byłaby dla niego tak interesująca, gdyby nie całe zaplecze emocjonalne, przeszłość oraz relacje rodzinne, które tworzą swojego rodzaju ramę dla powieści, a klatkę dla Lucy. Klatka w pewnym momencie powiększa się, lecz dziewczyna nigdy z niej nie wychodzi. Najpierw więziona przez rodziców, nadopiekuńczego dziadka i surową babkę, później szybko przechodzi w świat dorosłych. Wchodzi w poważny związek, który daje jej poczucie bezpieczeństwa i skłania to tego, by na chwilę opuścić gardę. Kończy się to tak, jak można się spodziewać: ciążą, ślubem, zawodem, płaczem, poczuciem, że życie właśnie się skończyło. Jednak Rothowi przez cały czas przyświeca jedno pytanie: Lepiej walczyć czy odpuścić i wpisać się w obraz szczęśliwej rodziny? To Lucy daje nam odpowiedź, choć w tym wypadku jest to konflikt tragiczny, a z tego, jak wiadomo, nie ma dobrego wyjścia.

Roth wiele uwagi poświęca życiu młodego małżeństwa, któremu daleko od sielanki. Roy okazuje się nieodpowiedzialnym, zdziecinniałym mężczyzną, którym rodzina może z łatwością manipulować. Jego relacja z Lucy od początku opiera się na szczeniackich marzeniach o wyzwoleniu, zwłaszcza seksualnym, którym Roy karmiony był w wojsku. Jednak konflikt między młodymi nie jest aż tak pasjonujący jak ten, który rozgrywa się na drugim planie: konflikt pomiędzy moralnością mieszczańską a zwykłym pragnieniem czynienia dobra i otrzymywania go w zamian. Roth kreśli obraz wręcz toksycznej małomiasteczkowej klasy średniej, zorientowanej jedynie na puste słówka i szybkie bogacenie się. Lecz pieniądze nie są dla nich tak ważne, jak dobre imię – przywilej otwierający wszelkie drzwi. Lucy tego właśnie brakuje. Zszargała swoje imię jeszcze jako nastolatka, kiedy odważyła się zadzwonić na policję, gdy jej pijany ojciec krzywdził matkę. Ten jeden telefon – ostro skrytykowany przez dziadków, wyśmiewany przez kolegów w szkole, zapamiętany przez wszystkich – skreślił Lucy z listy porządnych dziewczyny. Roth tym prostym elementem ukazał całą moc, jaka tkwi w jego historii. Skonfrontował bierność i życie w kłamstwie z aktywną walką o własną godność. I, jak zwykle u tego autora, wynik pojedynku nie napawa optymizmem.

Dawno już nie miałam takiego problemu z wysmarowaniem chociażby kilku zdań. Napisałam prawie cały tekst, który po przeczytaniu okazał się stanowczo zbyt emocjonalny. Skasowałam go bezlitośnie. Teraz też nie jestem zadowolona, jednak daruję sobie wściekłe wciskanie backspace’a. Bo właśnie taka jest powieść Rotha – cokolwiek się o niej nie napisze, to będzie za mało. 

Moja ocena: 8,5/10

Za ten cudowny emocjonalny rollercoaster dziękuję 

Autor: Philip Roth
Tytuł: Kiedy była porządną dziewczyną
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 392