Ach... wiosna! Ptaszki śpiewają, drzewa kwitną a alergicy przeklinają tę pełną pyłków porę roku. Z racji, że nie należę do tej nieszczęśliwej grupy ludzi, postanowiłam wykorzystać zaproszenie Kamila z bloga Świat Bibliofila i na swój sposób uczcić piękną pogodę - mówiąc o książkach :) Zapraszam do przeczytania moich odpowiedzi w Wiosennym TAGu Książkowym.
Bocian, czyli książka, do której co roku wracasz
Rzadko wracam do książek - prę do przodu zostawiając za sobą kolejne przeczytane tomiszcza. Jest jednak kilka powieści, które lubię sobie od czasu do czasu przypomnieć. Nie co roku, ale raz na kilka lat, a czasem, jeśli najdzie mnie ochota, po paru miesiącach:
Rok 1984 George'a Orwella, Zagubieni chłopcy Orsona Scotta Carda i Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego to książki (i seria), do których powracam najczęściej. Czasem tylko we fragmentach, jak w przypadku Wiedźmina, a czasem w całości, w przeciągu dnia lub dwóch, gdy najdzie mnie ogromna ochota na ponowne spotkanie z bohaterami, których pokochałam.
Przebiśnieg, czyli pierwsza książka, jaką przeczytałaś tej wiosny
Lubimy Czytać podaje, że moją pierwszą wiosenną książką - przeczytaną dokładnie 23 marca - jest Wróżenie z wnętrzności Wita Szostaka. Nie jest to zbyt wiosenna lektura, jeśli oczywiście przyjąć, że powinna być ona lekka i przyjemna. Powieść Szostaka dalece odbiega od tego opisu. Jeśli macie ochotę odrobinę pomyśleć podczas czytania, to Wróżenie z wnętrzności może być dla Was idealne.
Marzanna, czyli książka-rozczarowanie, którą z chęcią byś utopiła
Idea topienia książek nie jest mi zbyt bliska. Chyba wolałabym spalić te, które mnie zawiodły. Całe szczęście ostatnio niezbyt często się zawodzę - literatura, którą wybieram, okazuje się doskonała na daną chwilę. Jednak zdarzają się też rozczarowania: jednym z nich jest Dom ciszy Blanci Busquets. Po autorce spodziewałam się wszystkiego co najlepsze, otrzymałam zaś dość miałką papkę, którą z powodzeniem napisałby mało utalentowany uczeń gimnazjum. Srogi zawód.
Motyl, czyli nowo odkryty autor, którego pokochałaś
To pytanie jest trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Bo chociaż nie brak mi zachwytów, to do miłości daleko. Jest jednak jeden pisarz, w którym zakochałam się stosunkowo niedawno, bo pod
koniec 2014 roku. Mowa oczywiście o.... Jeffreyu Eugenidesie! Tak, wiem - to nazwisko pojawia się przy każdym możliwym TAGu, ale to chyba właśnie świadczy o przeogromnej miłości, którą darzę tego Pana. Ekhm to znaczy jego książki. Niestety autor uwziął się na wszystkich swoich fanów i uparcie nie wydaje niczego nowego. Panie Eugenides, litości, ja tu usycham!
Krokus, czyli piękna i wyjątkowa książka
Jest ich kilka, tak naprawdę niewiele, bo wyjątkowa książka to rzecz rzadko spotykana. Musi być idealna w każdym calu, mądra i wzruszająca, zabawna i pełna ludzi z krwi i kości, a nie papierowych bohaterów. Taką wyjątkową powieścią jest Zabić drozda Harper Lee - powieść cudo, przy której płakałam jak dziecko i śmiałam się do rozpuku. Kiedy o niej myślę nie mogę się nie uśmiechnąć. Mogłabym wymienić jeszcze kilka wyjątkowych książek, ale tym razem to ta przyszła mi do głowy jako pierwsza.
Zawilec, czyli książka, którą spotykasz wszędzie
Aż kusi, by odpowiedzieć tak samo, jak Kamil i wymienić nazwisko pewnego Remigiusza, o którym jest strasznie głośno. Ale nie, nie mam zamiaru dołączać się do tego wielogłosu o Mrozie. Książką, którą spotykałam i nadal spotykam wszędzie jest Historia pszczół Mai Lunde. Norweska autorka szturmem wdarła się do blogosfery i od czasu premiery jej pierwszej książki dla dorosłych trudno jest znaleźć choć jeden dzień, w którym ta śliczna okładka z pszczołą nie mignęła mi przed oczami choćby raz.
Cudowne skowronki, czyli osoby, które nominuję do wykonania TAGu
Ostatnio nie było żadnych nominacji, więc tym razem chętnie wytypuję skowronki:
Dorota Ka
Monika
Miłka