Ćma barowa w Hollywood
Gdybym miała do wyboru wypić filiżankę kawy w towarzystwie nielubianego przeze mnie pisarza, dajmy na to… Mickiewicza, bądź uchlać się do nieprzytomności u boku Charlesa Bukowskiego, szybko wybrałabym pierwszą opcję. Stary Świntuch nie należał do najbardziej towarzyskich osób na świecie, jednak nie to jest powodem mojej decyzji. Jest nim zdrowy rozsądek, który podpowiada mi, że gdybym raz poszła w tango z panem B., szybko bym z niego nie wróciła. Bo Bukowski uzależnia jak heroina i smakuje jak doskonała whisky – nie da się go rzucić ot tak, ale przynajmniej nie ma się po nim kaca. Jest za to poczucie pustki i myśl nieznośnie brzęcząca w głowie: coś z tym światem jest poważnie nie tak.
Tym razem Henry Chinasky zabiera nas w
podróż po jedynym w swoim rodzaju Hollywood, w którym alkohol leje się
strumieniami, a każdy ekscentryczny reżyser mianuje się geniuszem. W tym
egoistycznym, szalonym i pełnym sprzeczności środowisku Henry znajduje się
właściwie z przypadku – został poproszony o napisanie scenariusza, którego z
początku wcale nie miał zamiaru pisać. Z czasem jednak zmienia zdanie i, u boku
żony Sary i niesamowicie zapalonego do pracy Jona Pinchota, wkracza w świat
filmu w niepowtarzalnym stylu.
Hollywood
jest
przedostatnią powieścią autora, historią powstawania Ćmy barowej, w której główne role zagrali Mickey Rourke i Faye
Dunaway. Bukowski z humorem i uszczypliwością opisuje proces powstawania
scenariusza, który miał nigdy nie powstać, a także tę dużo trudniejszą część –
produkcję. O ile stworzenie potencjalnego dzieła na papierze wydaje się bułką
z masłem, tak poszukiwanie sponsorów, aktorów i reszty obsady okazuje się
koszmarem, w którym dojść może nie tylko do oddawania się za pieniądze bogatym
choć starym Rosjankom, lecz także do protestów głodowych i obcinania palców
piłą mechaniczną. O tak, w branży filmowej trzeba mieć nie tylko otwarty umysł,
ale także twardy tyłek. Bukowski przesadza, opisuje ekstremę, ale przez to tak
bardzo udaje mu się zbliżyć do prawdy – w Hollywood nie ma miejsca na
półśrodki.
Autor znów pokazuje się nam jako wielki
krytyk i rasowy prześmiewca, który nie zostawia suchej nitki na filmowym
światku, pełnym „genialnych” twórców, bezwzględnych biznesmanów i pustych
gwiazdek. Ekscentryczny i specyficzny autor, piszący o doświadczeniach swojego
życia, barowych bójkach, pijackich ciągach i licznych kobietach, które dzieliły
jego styl życia, nie był tam najbardziej egzotycznym ptakiem. Jednak z
pewnością niezbyt zrozumianym. Choć Chinasky na każdym kroku przekonywany jest
o uwielbieniu sławnych czytelników, którzy znają wszystkie jego dzieła, z
łatwością zauważamy, że to tylko ciche porozumienie między znanymi ludźmi,
którzy łaskawie wpuszczają go do grona Artystów przez duże A. Henry jednak zna
swoją wartość, przeżył niejedno i niejedno wypił, a to znacząco zbliżyło go do
poznania smutnej i brudnej prawdy o człowieku. Nie pragnie dopchać się do
koryta, nie potrzebuje sławy ani pieniędzy – na starość udało mu się zarobić
tyle, by nie martwić się, że następnego dnia nie będzie miał co pić. W
przeciwieństwie do ludzi z fabryki snów nie ma marzeń ani roszczeń, dlatego
zamiast dbać o wygląd czy uznanie czytelników, skupia się na obserwacji. I
chociaż jego celne uwagi momentami nikną w natłoku szalonych historii, nie
trudno jest zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad tym, co Bukowski podaje
nam w przepysznej i sowicie podlanej ironią formie.
Hollywood
może
zaskoczyć niektórych fanów autora – tym razem nie uświadczymy bowiem pijackich
ekscesów, burd i seksu. Bukowski uspokoił się, ustatkował, a na dowód tego pije
głównie czerwone wino, odwiedza tor wyścigowy, choć raczej jako pogodzony z
losem hazardzista niż napalony na wygraną młokos. Jego życie jest
spokojniejsze, lecz z pewnością nie mniej ekscytujące. Nadal pełno w nim
ekscentryków, szaleństwa i alkoholu. Jednak, tak jak i w ostatniej powieści autora,
w Hollywood nie zabraknie ciągle
powtarzającego się motywu śmierci. Bukowski przedstawia się nam jako jedyny
ocalały – mężczyzna, który przeżył pomimo okropnego stylu życia. Innym się nie
udało, a autor niejednokrotnie wspomina o tym, że niebawem musi nadejść jego
kolej.
Hollywood
to
obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów autora, dla każdego, kto chce poznać brudy
i machlojki tego smutnego miejsca, które nie tylko tworzy marzenia, ale także
rozdeptuje je na miazgę. Bez owijania w bawełnę, jak to tylko Bukowski potrafi.
Moja ocena:
Za możliwość udania się do Hollywood razem ze Starym Świntuchem dziękuję
Autor: Charles Bukowski
Tytuł: Hollywood
Data wydania: 21.01.2016
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 250
A dziś zostawiam Was także z utworem muzycznym.