wtorek, 1 grudnia 2015

"Bum!" Mo Yan - recenzja


Mięsny bożek



Chiński noblista Mo Yan już nie raz mnie zaskoczył, nie raz oczarował i zachwycił, nie raz skłonił do refleksji. Dlatego też sięgam po jego powieści bez wahania, doskonale wiedząc, że nie wiem, czego mogę się spodziewać.




Luo Xiaotong opowiada mnichowi, a zarazem nam, historię swojego dzieciństwa. Xiaotong nie był zwykłym dzieckiem – gdy ojciec uciekł od nich z inną kobietą, stał się niewolnikiem własnej matki, opętanej myślą o odegraniu się na mężu.  Jednak to nie praca męczyła go najbardziej, a skąpstwo rodzicielki, która odmawiała mu najważniejszego w jego życiu pokarmu, mięsa. To właśnie ono stało się dla Xiaotonga sensem istnienia, jedyną przyjemnością i pragnieniem, za które byłby w stanie każdego nazwać ojcem, sprzedać wszystko i wszystkich. Stało się także nieodłącznie symbolem siły i władzy, które odróżnia prawdziwych mięsożerców od tych, którzy nie mogą pozwolić sobie na ten przysmak. Wydawałoby się, że opętane miłością do mięsa dziecko, dorastające w rzeźniczym miasteczku, ma przed sobą świetlaną przyszłość...



Bum! jest powieścią cudownie niejednoznaczną, otwierającą czytelnikowi drogę do interpretacji – co ważne, drogę niełatwą. Poprzez podzielenie utworu za pomocą czasu, na  historię opowiadaną przez Xiaotonga i to, co teoretycznie dzieje się podczas opowiadania jej, w starej świątyni i tuż obok, Mo Yan wprowadza do niego pewnego rodzaju atmosferę halucynacji, nie pozwalając nam wierzyć we wszystko, co wypływa z ust narratora. Co jest prawdą, a co tylko wymysłem bohatera? Czy obsesja zniszczyła go tak bardzo, iż nie jest w stanie przestać nią żyć? Początkowo wydarzenia ze świątyni są dużo mniej zajmujące od opowieści o dzieciństwie Xiaotonga, później jednak stają się w pewnym sensie definiujące, dopowiadające pewne ukryte w narracji treści. Są drugim głosem, będącym jednak tak samo mało wiarygodnym, jak głos pierwszy.



Jednak Mo Yanowi nie chodzi o prawdę, lecz o samą opowieść. Bum! jest hołdem złożonym powieści samej w sobie, powieści rozległej i nieprzystającej do dzisiejszych czasów, w których człowiek coraz mniej zainteresowany jest literaturą.



Powieść nie powinna poświęcać swojej godności tylko po to, by zadowolić nasze goniące za sensacją czasy. Nie powinno się skracać jej, ograniczać i upraszczać jedynie po to, by przypodobać się gustom pewnej grupy czytelników. Ona właśnie ma być taka długa, taka gęsta, taka trudna, a jak ktoś nie chce czytać, to niech nie czyta. I choć miałby mi pozostać tylko jeden jedyny czytelnik, i tak będę pisać w ten właśnie sposób.



Autor nie ma zamiaru poddać się sile mody i oczekiwań, daleki jest od przypodobania się wybrednemu czytelnikowi, który wychodzi z założenia9, iż pisarz będzie zmieniał się wraz z nim. Mo Yan tworzy zatem powieść dla samej powieści, opowieść o sile dzieciństwa, które trzyma człowieka w swoich kleszczach i nie pozwala mu dorosnąć. Opowieść o obłędzie i wiecznym, nienasyconym pragnieniu. Przewrotnie pisze jednak także o czasach, o których wspomniał we wstępie – czasach szybkiego, zachłannego pochłaniania, czasach bezmyślnej przyjemności. W jednym z fragmentów powieści, narrator zachwyca się chłopcem, który nawet nie gryzie mięsa, lecz połyka je z przyjemnością w ogromnych ilościach. Ta sytuacja jest bardziej wymowna, niż mogłoby się wydawać.



Jednak Bum! pozostawił we mnie pewien niedosyt, a może nawet poczucie niezadowolenia. Owszem, jak najbardziej przyklaskuję zamysłowi autora, który pragnie pisać powieści długie i treściwe, nasycone do granic możliwości. Uwielbiam jego styl i z pewnością w ciemno kupię  jego kolejną książkę, wiedząc że mogę spodziewać się arcydzieła. Lecz w przypadku Bum! coś nie do końca zagrało. Problem tkwi po części w głównym temacie, którym jest  dziecko opętane miłością do mięsa, będącym wariacją motywu znanego z Obfitych piersi, pełnych bioder. W tym wykonaniu wydał mi się  zbyt schematyczny i nie do końca wykorzystany. Również opowieść Xiaotonga nie porwała mnie tak, jak się tego spodziewałam. Być może moje oczekiwania były zawyżone przez wzgląd na poprzednie dzieła autora, które miałam przyjemność czytać, a może Bum! nie jest aż tak udaną powieścią. Tego nie dam rady osądzić.



Bum!, jak przystało na utwór Mo Yana, jest książką trudną, niezwykłą i nieprzystającą do znanej nam rzeczywistości. Ta pełna brudu i przemocy, ale także śmiechu i piękna powieść, z pewnością zachwyci wielu z Was, o ile szukacie czegoś więcej, niż taniej sensacji.


Moja ocena: 6/10
 
Autor: Mo Yan
Tytuł: Bum!
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 13.11.2013
Liczba stron: 524