piątek, 2 października 2015

"Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson - recenzja



Jak otwarta rana


Moje pierwsze spotkanie z Majgull Axelsson mogę uznać za coś niesamowitego – wręcz magicznego – bo autorka sprytnie ukazuje nam magię tam, gdzie raczej jej nie dostrzegamy: w szpitalu dla przewlekle chorych, domu pełnym psychicznej i fizycznej przemocy, umyśle osób przegranych, zbłąkanych i chorych na chroniczną zazdrość.



Desirée – „upragniona”. Nasza bohaterka zdaje sobie sprawę z ironii, która kryje się w jej imieniu. Być może była upragnionym dzieckiem, jednak wyłącznie do momentu narodzin. Kiedy bowiem urodziła się z porażeniem mózgowym, Ellen postanowiła ją oddać. Dziewczynka dorastała w szpitalach, wśród innych upośledzonych umysłowo lub fizycznie dzieci, które postanowiono odtrącić, odsunąć od zdrowego społeczeństwa. Kiedy poznajemy Desirée, już jako dorosłą kobietę, dowiadujemy się jednak, że nie jest ona zwykłą osobą. Prócz ponadprzeciętnej inteligencji i błyskotliwości, posiada niesamowity dar wnikania w umysły ludzi i zwierząt. Ma zamiar wykorzystać go, by dowiedzieć się, która z jej sióstr – przybranych dzieci Ellen – odebrała jej miłość matki, ciepły dom i szczęśliwe życie.

Choć poznajemy bohaterki powieści (Desirée i trzy przybrane siostry, które nie wiedzą o jej istnieniu), gdy są już dorosłe, to ich dzieciństwo i młodość jest najważniejszym punktem historii opowiadanej przez Axelsson. Każda z nich jest dopuszczana do głosu i każda musi zmierzyć się z tym, jak relacje rodzinne, chwile szczęścia i traumy wpłynęły na jej postrzeganie teraźniejszości. Autorka zainteresowana jest przede wszystkim psychiką swoich bohaterek, bada je niczym lekarz i rozkłada na czynniki pierwsze. Powieść nie jest jednak zapisem sesji terapeutycznej na kozetce u Freuda – to byłoby zbyt nudne. Axelsson poprzez zagłębienie się w przeszłości czterech kobiet, a także ich chwili obecnej, choć ta zdaje się dla samych bohaterek dużo mniej znacząca od pięknych lub bolesnych wspomnień, odkrywa najmroczniejsze zakamarki ich duszy a także uzupełnia historię, kawałek po kawałku. Podaje tropy, pewne półprawdy, które oświetlają tę opowieść z różnych stron, by czytelnik mógł poznać wersję każdej z sióstr.


Nikt bardziej niż ja nie pragnie, żebyśmy pewnego pięknego dnia znaleźli magiczne słowo, słowo idealne, które wyleczy blizny w mózgu, zregeneruje rdzeń kręgowy i wskrzesi komórki nerwowe. (...) Czekając na słowo idealne, nie zgadzam się na obiegowe slogany. Ja wiem, czym jestem. Dryfującym drewnem. Odpryskiem wraku z innych czasów.

To właśnie Desirée, najbardziej poszkodowana cieleśnie, najlepiej zdaje sobie sprawę z tego, kim jest. Jej siostry niestety nie mogą tego o sobie powiedzieć. Choć los obdarzył je sprawnym ciałem, ich umysły zostały przekształcone, zakodowano w nich pewną destrukcyjność, z której kobiety nie zdają lub nie zdawały sobie sprawy. Każda z nich otrzymuje jednak list – kilka tajemniczych słów dotyczących ich największych lęków, powodów do wstydu. Otwierają one drzwi do przeszłości, do świata zakazanego, o którym dwie z nich chciałyby zapomnieć, trzecia zaś sukcesywnie zapomina za pomocą narkotyków i alkoholu. Axelsson z precyzją chirurga i chłodem patologa wskazuje na punkty graniczne w życiu swoich bohaterek, na wydarzenia, które je ukształtowały. Życie z piętnem porzucenia przez matkę, trauma przemocy psychicznej i fizycznej, wielka potrzeba miłości ukochanej rodzicielki, która przez własne uzależnienie nie jest w stanie opiekować się swoim dzieckiem. Wszystkie te chwile obserwowane są przez czytelnika i Desirée – wiecznie łaknącej miłości, zarówno matczynej jak i romantycznej, rządna zemsty a jednocześnie tak krucha i samotna.


Nie chodzi o to, że ona życzy mi śmierci, sama jej sobie czasami życzę. Nie mogę znieść jej arogancji, tego, że w tak oczywisty sposób uważa moje życie za mniej sensowne od swojego. Bo jakiż to wielki sens ma jej życie? Że spłodzi kilkoro dzieci? Że lata całe spędza przed telewizorem u boku nabzdyczonego męża?

Kwietniowa czarownica nie jest łatwą powieścią, nie jest historią, którą czyta się bez zastanowienia, zapominając o niej chwilę po jej zakończeniu. Choć pióro Axelsson jest lekkie, a autorka z łatwością wciąga czytelnika w wykreowany przez siebie świat, ciężar tego utworu może przygnieść na długie godziny. Zarówno chwile, w których śledzimy poczynania trzech pełnosprawnych fizycznie (nie umysłowo i uczuciowo) sióstr, jak i te, w których przyglądamy się Desirée, są bolesnym, ściskającym za gardło doświadczeniem. Autorka potrafi bowiem pięknie i obrazowo opowiedzieć o okrucieństwie człowieka, o potrzebie miłości i samotności, która już dawno zepchnęła nadzieję w odmęty umysłu. To powieść, która sprawia niemal fizyczny ból. Czy jednak literatura nie powinna być jak otwarta rana?


Moja ocena: 7/10
 
Autor: Majgull Axelsson

Tytuł: Kwietniowa czarownica
Wydawnictwo: W.A.B.

Liczba stron: 496