Poza granicami
Potocznie entropia oznacza chaos, a ja
mogę śmiało powiedzieć, że jest to słowo, które idealnie oddaje zawartość
powieści Maroša Krajňaka. Już od
pierwszego zdania czytelnik odczuwa rosnący niepokój, nie wiedząc do końca,
czego może się spodziewać. Entropia okazuje się schizofreniczną podróżą
do świata pogranicza, istniejącego na styku kultur.
O czym jest Entropia Krajňaka? Cóż, powieść niekoniecznie
musi być o czymś i, jak zapewnia nas wydawca, czasem brzmienie frazy jest
równie ważne, jak jej znaczenie. Tak jest właśnie z Entropią, bo
choć autor podaje nam pewne istotne dla rozwoju fabuły punkty, to nie one lecz
sama droga przez nie zdaje się najważniejsza. Zaczynamy więc od biegu – oto
Buko i Forel, biegną do domu towarowego, później biegną za Pepem, podejrzanym
elementem zażerającym się krakersami. Jednak samo śledzenie Pepa nie wystarcza,
by dowiedzieć się co ten ukrywa. Buko i Forel muszą biec (oczywiście) do
Kurdybanywki, by porozmawiać z wdową po Pepie (tak, Pepo nie żyje, a właściwie
żyje któreś z jego wcieleń). A to dopiero początek tej niesamowitej powieści
osadzonej na krawędzi snu i halucynacji.
Entropia to powieść z wszech
miar mityczna – mamy tu odradzających się bohaterów posiadających niesamowite
moce, postaci, które pędzą niczym wiatr przez dzień i noc, mogą myć się jedynie
w deszczówce a rozmawiać wyłącznie z demonami, opuszczonymi starcami i
wariatami. Nie brak w niej również symboli, przede wszystkim chrześcijańskich,
jak na przykład odniesienie do ofiary złożonej przez Izaaka, ale także surrealistycznych
nawiązań do religii (Buko i Forel śpiący na wodzie w przebraniu poranionego
Chrystusa) czy popkulturowych sygnałów (dorosły Bolek, który sympatyzuje z
Łemkami a nie cierpi Żydów, spracowany i zmęczony życiem Lolek przewidujący
kolejny kryzys). Jak więc widać powieść Krajňaka nie należy do najłatwiejszych –
nafaszerowana znaczeniami, które trudno rozszyfrować, pełna gierek z
czytelnikiem, aluzji kulturowych i historycznych.
Autor ukazuje nam Łemkowszczyznę w pełnej, magicznej
wręcz krasie. Niesamowite opisy, które idealnie wplątują się w schizofreniczną
fabułę, przepełnione są mglistą atmosferą i pewną naturalną
nieprzewidywalnością. Natura zdaje się żyć własnym życiem, niezależnym od człowieka,
który może się jedynie przyporządkować. Ci, którzy żyją z nią za pan brat, niewątpliwie
uprzywilejowani, doskonale rozumieją, że wszystko ma swoje miejsce,
nawet w świecie ogarniętym chaosem. Biada jednak tym, którzy postanowią
naruszyć magię tego rejonu – zostaną bezwzględnie pożarci i wpisani w niepokojąco
piękny krajobraz.
Entropia ma jednak swoje
minusy, choć niektórzy mogą poczytać je za wyraźne zalety. Poetyka Krajňaka,
choć piękna i złowieszcza, ale także przede wszystkim wpisująca się w
surrealistyczny świat przez niego wykreowany, w niektórych momentach przestaje
być czytelna, jakby treść zatracała się na rzecz formy. Nagromadzenie zaimków i
przymiotników może męczyć czytelnika, który pragnie skupić się przede wszystkim
na narracyjnych umiejętnościach Krajňaka. Nie da się jednak ukryć, iż ta
specyfika języka (doskonale oddana przez tłumacza, Miłosza Waligórskiego) nadaje
powieści osobliwy wydźwięk.
Entropia to dla mnie powieść-zagadka.
Nadrealistyczne, symboliczne i niepozbawione pewnego mroku dzieło Krajňaka
trzeba czytać z pełną świadomością tego, że nie zrozumie się go w pełni.
Tym razem powstrzymam się od wystawienia oceny
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu
Autor: Maroš Krajňak
Tytuł: Entropia
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Tłumaczenie: Miłosz Waligórski
Liczba stron: 200