wtorek, 20 października 2015

"Entropia" Maroš Krajňak - recenzja



Poza granicami


Potocznie entropia oznacza chaos, a ja mogę śmiało powiedzieć, że jest to słowo, które idealnie oddaje zawartość powieści Maroša Krajňaka. Już od pierwszego zdania czytelnik odczuwa rosnący niepokój, nie wiedząc do końca, czego może się spodziewać. Entropia okazuje się schizofreniczną podróżą do świata pogranicza, istniejącego na styku kultur.



O czym jest Entropia Krajňaka? Cóż, powieść niekoniecznie musi być o czymś i, jak zapewnia nas wydawca, czasem brzmienie frazy jest równie ważne, jak jej znaczenie. Tak jest właśnie z Entropią, bo choć autor podaje nam pewne istotne dla rozwoju fabuły punkty, to nie one lecz sama droga przez nie zdaje się najważniejsza. Zaczynamy więc od biegu – oto Buko i Forel, biegną do domu towarowego, później biegną za Pepem, podejrzanym elementem zażerającym się krakersami. Jednak samo śledzenie Pepa nie wystarcza, by dowiedzieć się co ten ukrywa. Buko i Forel muszą biec (oczywiście) do Kurdybanywki, by porozmawiać z wdową po Pepie (tak, Pepo nie żyje, a właściwie żyje któreś z jego wcieleń). A to dopiero początek tej niesamowitej powieści osadzonej na krawędzi snu i halucynacji.



Kurdybanywka nie żyje, są tam martwe domy, ruiny cerkwi i szkoły, od lat niepielone ogródki i zapuszczone sady. Mieszkali tu Polacy, Ukraińcy, Żydzi i potomkowie mieszanych małżeństw w każdym możliwym układzie. Teraz ich miejsce zajęła pustka. Poza nią jest tu ostatni człowiek, staruszka, żona kata. Nikt nie potrafił określić jej narodowości, więc zostawiono ją w spokoju.



Entropia to powieść z wszech miar mityczna – mamy tu odradzających się bohaterów posiadających niesamowite moce, postaci, które pędzą niczym wiatr przez dzień i noc, mogą myć się jedynie w deszczówce a rozmawiać wyłącznie z demonami, opuszczonymi starcami i wariatami. Nie brak w niej również symboli, przede wszystkim chrześcijańskich, jak na przykład odniesienie do ofiary złożonej przez Izaaka, ale także surrealistycznych nawiązań do religii (Buko i Forel śpiący na wodzie w przebraniu poranionego Chrystusa) czy popkulturowych sygnałów (dorosły Bolek, który sympatyzuje z Łemkami a nie cierpi Żydów, spracowany i zmęczony życiem Lolek przewidujący kolejny kryzys). Jak więc widać powieść Krajňaka nie należy do najłatwiejszych – nafaszerowana znaczeniami, które trudno rozszyfrować, pełna gierek z czytelnikiem, aluzji kulturowych i historycznych.



Ubytek czasu przenosi się na dni, ich też ubywa, dlatego świat jest w końcu szybki. W percepcji oznacza to jednak spowolnienie, okolica roztapia się, przedmioty zlewają się w nowe, krótkotrwałe mutacje. Stracony czas wszystko kompensuje, a nawet wyprzedza. Powstaje chaos i nikt w tej przestrzeni nie wie, co jest prawdziwe, a co tylko wrażeniem, które przekracza rozpaloną rzeczywistość.



Autor ukazuje nam Łemkowszczyznę w pełnej, magicznej wręcz krasie. Niesamowite opisy, które idealnie wplątują się w schizofreniczną fabułę, przepełnione są mglistą atmosferą i pewną naturalną nieprzewidywalnością. Natura zdaje się żyć własnym życiem, niezależnym od człowieka, który może się jedynie przyporządkować. Ci, którzy żyją z nią za pan brat, niewątpliwie uprzywilejowani, doskonale rozumieją, że wszystko ma swoje miejsce, nawet w świecie ogarniętym chaosem. Biada jednak tym, którzy postanowią naruszyć magię tego rejonu – zostaną bezwzględnie pożarci i wpisani w niepokojąco piękny krajobraz.



Entropia ma jednak swoje minusy, choć niektórzy mogą poczytać je za wyraźne zalety. Poetyka Krajňaka, choć piękna i złowieszcza, ale także przede wszystkim wpisująca się w surrealistyczny świat przez niego wykreowany, w niektórych momentach przestaje być czytelna, jakby treść zatracała się na rzecz formy. Nagromadzenie zaimków i przymiotników może męczyć czytelnika, który pragnie skupić się przede wszystkim na narracyjnych umiejętnościach Krajňaka. Nie da się jednak ukryć, iż ta specyfika języka (doskonale oddana przez tłumacza, Miłosza Waligórskiego) nadaje powieści osobliwy wydźwięk.



Entropia to dla mnie powieść-zagadka. Nadrealistyczne, symboliczne i niepozbawione pewnego mroku dzieło Krajňaka trzeba czytać z pełną świadomością tego, że nie zrozumie się go w pełni. 

Tym razem powstrzymam się od wystawienia oceny

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu


Autor: Maroš Krajňak
Tytuł: Entropia
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Tłumaczenie: Miłosz Waligórski
Liczba stron: 200