piątek, 23 października 2015

"Opowieść o rzeczywistym człowieku" Pavel Vilikovský - recenzja



O naiwności i innych grzechach


A człowiek rzeczywisty to taki, którego boli – czytamy na wstępie Opowieści o rzeczywistym człowieku Pavela Vilikovskiego. Cytat ten jest jednak przewrotny, tak samo jak jego autor. Czy bohater powieści jest tytułowym człowiekiem rzeczywistym?




Wszystko zaczyna się od dziennika, urodzinowego prezentu od syna. Pierwsze wpisy świadczą nie tylko o braku wprawy w tworzeniu tego typu zapisków, ale także wiary w sensowność całego przedsięwzięcia. Z czasem nastawienie naszego bohatera zmienia się. Choć wie, że nie jest żadnym de Gaullem ani Churchillem, którzy pisali i wydawali swoje wspominki, postanawia prowadzić dziennik z myślą o synu. W ten sposób pragnie przekazać mu wartości, którymi powinien kierować się w życiu. Opisuje więc swoją pracę (w której akurat otrzymuje awans), życie domowe – smutne i nudne, a także zaskakujący i niespodziewany romans z najpiękniejszą kobietą w zakładzie. W natłoku wydarzeń ten nieszczęsny głupiec nie zauważa, że każdy kolejny dzień zbliża go do klęski.



Nazwanie bohatera nieszczęśnikiem jest określeniem raczej na wyrost. Chociaż niewątpliwie wpada on w pułapkę systemu oraz kobiecych wdzięków, robi to z głupoty a także, co jest chyba jeszcze gorsze, przekonania o swojej ważności. Jego naiwność połączona z rozbuchanym ego stanowi mieszankę wybuchową, która początkowo może czytelnikowi wydać się zabawna, szybko jednak przerodzi się w szczerą i niekontrolowaną niechęć w stosunku do bohatera. I o to właśnie chodzi. Nie współczujemy, nie ostrzegamy go po cichu, by nie robił kolejnego durnego błędu – przyglądamy się, próbujemy zrozumieć mechanizm. To odseparowanie czytelnika od głównego bohatera, wykreowanie go w sposób całkowicie uniemożliwiającym utożsamienie się z nim, okazuje się niesamowicie pomocne podczas analitycznej lektury.



Dla faceta życie to walka i zgodnie z tym się zachowuje. Pokazuje, co w nim jest, to znaczy, jeśli rzeczywiście jest bojownikiem. No i tak już jest, że kobiety lubią bojownika, wyczują go na kilometr i lecą do niego jak pszczoły do miodu, więc czemu nie miałby sobie pozwolić na odrobinę radości?



Bohater uważa się za prawdziwego mężczyznę, bojownika, który nie daje się kobiecie wodzić za nos. Jego rozważania dotyczące płci przeciwnej, pełne szowinistycznych idei, łączą się nierozerwalnie z romansem, w który się wdaje. V. – Vikina – femme fatale wykorzystująca wdzięki, by dostać to, czego pragnie, jest jednym z elementów, które doprowadzają naszego bohatera do ruiny. Przechodzący przez kryzys wieku średniego mężczyzna, niezadowolony z pożycia seksualnego z żoną (która jest nie dość, że głupia, to i gruba – przez dobrobyt, będący oczywiście jego zasługą), przenosi swoje pragnienia na niedostępną wcześniej koleżankę z pracy, która uświadamia go o jego wyższości nad resztą pracowników. Niszczącą siłą V. okazują się przede wszystkim słowa, które wkradają się do umysłu bohatera i potwierdzają jego i tak już silne przekonanie o swojej niesamowitości, szlachetności i – co ważne – męskości. Spora część powieści Vilikovskiego kręci się właśnie wokół tego pojęcia. Bo to idea prawdziwego faceta, dbającego o pieniądze i rozkochującego w sobie kobiety, nierzadko podsyca głównego bohatera. Łatwo jednak gubi się on w anachronicznym postrzeganiu ról społecznych, wyznaczanych wyłącznie na podstawie płci.



Ten bezimienny mężczyzna, pozbawiony przez autora wszystkiego – nawet nazwiska, cech charakterystycznych – jest idealnie wręcz odmalowanym przykładem naiwniaka chętnie bratającego się z komunistami, próbującego dopchać się do koryta jednocześnie sądząc, że zupełnie nic mu nie grozi. Wierząc, że ustrój nigdy się nie zmieni, a podjęte przez niego decyzje mogą wpłynąć na życie wyłącznie pozytywnie, coraz silniej zanurza się w polityce, która nie ma dla niego żadnego znaczenia. Jest dobra jak każda inna, w której można się ustawić. Czy więc jest on człowiekiem rzeczywistym, którego boli? Nie. Nasz bohater został odseparowany od uczuć wyższych, które dopuszczają odczuwanie bólu. Mimo że traci wszystko, czuje się oszukany i nie odnajduje w tym swojej winy. Przekonany o swojej nieomylności bohater szybko otrząsa się po stracie nie zauważając przy tym, że znajduje się w sytuacji bez wyjścia.



Czytając Opowieść o rzeczywistym człowieku doszłam do wniosku, że gdyby Winston Smith z Roku 1984 Orwella był oddanym członkiem partii, jego dziennik wyglądałby właśnie tak, jak powieść Vilikovskiego. Byłby tak samo małostkowy i przekonany o własnej racji jak nasz bohater, tak samo pozbawiony moralnego kręgosłupa i tak samo głupi. Wiemy jednak, że Winston to prawdziwy rzeczywisty człowiek, bohater powieści Vilikovskiego jest zaś jedynie  człowiekiem-gliną – gotowym do obróbki. 


Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu



Autor: Pavel Vilikovský 
Tytuł: Opowieść o rzeczywistym człowieku
Liczba stron: 271
 
Tłumaczenie: Tomasz Grabiński
 
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty

12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ja też niezbyt orientuję się w słowackiej literaturze, ale ten tytuł jest na pewno wart uwagi :)

      Usuń
  2. Nigdy nie słyszałam o tej książce, jednak zarówno tytuł jak i Twoja recenzja są bardzo zachęcające ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to bardzo :) To jedna z tych książek, które czyta się szybko, ale zostają w głowie na długo :)

      Usuń
  3. Czytałam już o tej książce i bardzo mnie zainteresowała. Szukam jej już od jakiegoś czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety książki tego wydawnictwa nie są dostępne w każdej księgarni, a i biblioteki raczej nie są w nie zaopatrzone. A szkoda, bo Książkowe Klimaty pokazują raczej nieznane oblicze literatury.

      Usuń
  4. Nie wiem, czy się zdecyduję ją przeczytać... Może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba mieć do niej odpowiedni nastrój. Ja w każdym razie polecam :)

      Usuń
  5. Zaintrygowałaś mnie, ciekawa jestem jak jak bym spojrzała na głównego bohatera. A poznać przeciwieństwo Winstona - czemu nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co widzę chyba nikomu główny bohater nie przypadł do gustu - to taki doskonale stworzony przeciętniak, który myśli o sobie jak o bogu. Ta powieść jest świetna, przede wszystkim mądra i, co ważne, przerażająco prawdziwa, a to głównie dzięki kreacji bohatera.

      Usuń
  6. Zapewne pozbawienie bohatera jego imienia i "tożsamości" ma ukazać, że powieść ma ukazać słabe strony ludzkiej natury... Tytuł i zdjęcie na tle "Dziennika Gombrowicza" bardzo wymowne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ten zabieg ma kilka zastosowań - tak jak napisałaś, pokazanie ułomności człowieka, ale także wskazanie na cechy charakterystyczne komunistycznego everymana. Dodatkowo, tak jak zaznaczyłam w recenzji, ma to trochę odseparować czytelnika od bohatera, by można było go postrzegać bardziej jako obiekt. Na pewno ma to dużo zalet podczas czytania i analizowania powieści.
      No cóż, cytat z mistrza Gombrowicza zobowiązuje :)

      Usuń

Zostaw po sobie ślad, za każdy jestem niezmiernie wdzięczna :)
Pamiętaj jednak o netykiecie. Wiadomości niecenzuralne, obelżywe i niezwiązane z tematem będą kasowane bez mrugnięcia okiem. Jeśli chcesz, żebym do Ciebie zajrzała, zostaw swój adres pod komentarzem :)