Bóg, miłość i czarny bez
Współczesna literatura polska stosunkowo rzadko pojawia się w moich planach czytelniczych. Mam kilku wybranych autorów, których twórczość szanuję bądź lubię. I to wszystko. Żadnych gorących nowości, wyczekiwanych premier z naszego polskiego podwórka nie czytuję. Bo najzwyczajniej w świecie ani mnie one ziębią, ani grzeją, a tego w literaturze nie lubię. Tym razem postanowiłam jednak zrobić wyjątek. Dlaczego? Bo mogłam, bo chciałam, bo coś mnie zaintrygowało. Sięgnęłam więc po powieściowy debiut polskiej pisarki, mając w głowie same szczęśliwe myśli, by dopomóc sobie w chwilach zwątpienia. Jak przebiegło to nietypowe spotkanie? Tego dowiecie się z recenzji.
Z rozstaniem można radzić
sobie na wiele sposobów. Justyna postanawia grać w internetowe scrabble z
facetem zza oceanu, chuchając na zgrabiałe od zimna dłonie. Jednak Ed się nie
pojawia. Sfrustrowana i zmarznięta kobieta, nie przeczuwając nawet, jak bardzo
ta noc wpłynie na jej życie, rozpoczyna partyjkę z graczem bez profilowego
zdjęcia. Okazuje się nim Joan, Polka z dziada pradziada, w której domu polski
był językiem zakazanym, kalectwem w obcym kraju. Spotkania na czacie są dla
tych kobiet nie tylko wybawieniem od szarości dnia codziennego, ale także od
dręczącej przeszłości, która nie daje o sobie zapomnieć.
Pierwsze strony Welonu Weroniki były dla mnie prawdziwym
zaskoczeniem. Dojrzały, lekko liryczny styl autorki, dobrze skrojone dialogi i
powoli zarysowująca się postać głównej bohaterki – ironicznej, inteligentnej i
całkowicie rozdartej. Jeśli tak to ma wyglądać, pomyślałam, to ja jestem za.
Mickey Okrent z łatwością wprowadziła mnie w szarą, smutnawą rzeczywistość
Justyny, w której jedynym jasnym punktem jest myśl o nocnych partyjkach
scrabble. Jednak to nie teraźniejszość interesuje nas w tej powieści najbardziej,
lecz przeszłość, która naznaczona jest cichą traumą. Doświadczyły jej obie
kobiety: w przypadku Justyny jest nią alkoholizm, w przypadku Joan – brak
ciepła i matczynej miłości. Jednak te problemy, tak często spotykane w
dzisiejszym świecie, zostały potraktowane przez autorkę z należytą dbałością o
każdy szczegół. O słabość drugiego rodzica, poczucie opuszczenia i strach,
ciągły choć nieuświadomiony. Te powroty do dzieciństwa niosą ze sobą ogromną
dozę emocji, które czytelnik z łatwością wyczuwa i w konsekwencji pozwala im
się porwać.
Istotnym zagadnieniem w
powieści Mickey Okrent jest także wiara - w boga, we własne pragnienia, w
miłość i drugiego człowieka. Justyna, dorastająca w oparach wody święconej,
usypiana religijnymi pieśniami, jest osobą tłamszoną nie tylko przez silną
postać Dziadka, lecz przede wszystkim przez swoje wyobrażenie o nim. Podobny
bogu Achim zdaje się dziecku wszystkowidzącym i wszystkosłyszącym nadczłowiekiem,
posiadającym monopol na rację przez wzgląd na swoje oczywiste spokrewnienie z
najwyższym. Ten przedziwny portret boga-ojca zmienia się na jej oczach,
ukazując wady i braki, niszcząc jej przekonanie o boskiej protekcji, ale także
uwalniając ją spod jarzma świętoszkowatości. Wiara jednak nie umiera, przybiera
nowe formy i często zdaje się być równie niszcząca, co ta pierwsza,
najsilniejsza wiara w dziadkową wszechwiedzę.
Ale… tak, zawsze musi być
jakieś ale. Choć autorce udało się zaczarować mnie bajecznymi, smutnymi i
tragicznymi historiami z dzieciństwa bohaterek, dalsza część powieści zdaje się
rozmywać, tracić siłę i, co najgorsze, dość mocno ocierać się o przesadę.
Doceniam tematykę, która została poruszona w Welonie Weroniki – miłość kobiet, które muszą borykać się nie tylko
z niechęcią społeczną, ale także prawem, które uniemożliwia im wspólne życie.
Jednak to tylko delikatnie zaznaczona myśl, która ginie w ogromie nieszczęść, walących
się na bohaterki niemal każdego dnia, niepotrzebnych kłótni i całkowicie
niewiarygodnych obelg, które miłość zmieniają w kolonizację, narzucanie sił i
krańcowo nieuzasadnioną zazdrość. Jeśli autorka chciała pokazać, iż Justyna nie
jest w stanie zaangażować się w nietoksyczny związek, wtedy przyklaskuję
takiemu zamysłowi. Wydaje mi się jednak, że to tylko moja interpretacja, a Pani
Okrent po prostu przesadziła z napadami złości jednej z bohaterek, które niestety
wypadają bardzo niewiarygodnie. Jako wadę zapisuję także niewielką, choć
znaczącą dla fabuły tajemnicę, która tajemnicą właściwie nie jest, gdyż każdy
uważny czytelnik od razu domyśli się, w czym rzecz. Autorka nie zrezygnowała jednak
z „elementu zaskoczenia”, czego po prostu nie mogę jej wybaczyć. Bo fakt, iż
bohaterka nie domyśliła się „kto jest kim”, można byłoby przypisać jedynie
głupocie – a tego po inteligentnej, bystrej i błyskotliwej Justynie się nie
spodziewałam.
Wyraziste postaci, piękne
retrospekcje i historia, wobec której nie można pozostać obojętnym – to
prawdziwa siła debiutu Mickey Okrent. Choć nie wszystko w tej powieści wygląda
tak różowo, mogę z całą pewnością uznać, że było to dobre spotkanie z rodzimą
literaturą.
Moja ocena:
Za możliwość poznania mocy internetowej miłości bardzo dziękuję autorce
Autorka: Mickey Okrent
Tytuł: Welon Weroniki
Data wydania: kwiecień
2016
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 416