piątek, 3 czerwca 2016

"Skucha" Jacek Hugo-Bader - recenzja




Wyjście z trumny


Czy w Polsce bez ofiar nie może być mitologii? – pyta Jacek Hugo-Bader i rozpoczyna opowieść o cichych bohaterach, którzy zamiast przelewać krew, kręcili korbami od powielaczy. Nie walczyli jak żołnierze poprzedniej wojny, ale kto może odmówić im samozaparcia i oddania dla sprawy. Wychodzi na to, że wielu. Autor z ich historią, która jest przecież także jego historią, mierzy się ponad dwadzieścia lat.




Osobami tego dramatu, nierozerwalnie związanego z Międzyzakładowym Komitetem Koordynacyjnym NSZZ „Solidarność” i gazetą „Wola”, są doskonale znane nam z mediów, lub prawie w ogóle nieznane osoby, o których zapominamy, choćby im to zapomnienie mogło ciążyć niemiłosiernie. To Michał Boni, który nieraz bywa ministrem, człowiek przygnieciony przez papier o współpracy z SB. To także Ewa Hołuszko, znana wcześniej jako Marek, borykająca się z wykluczeniem społecznym, obrzydzeniem rodziny i, na dokładkę, z rakiem. Jest też i Maciek Zalewski, który już w wolnej Polsce odsiaduje wyrok za niezbyt chlubne przewinienie, choć niektórzy mówią, że został wrobiony. Znamy ich, choćby ze słyszenia. A co z „Grubym” Markiem, wiecznym tułaczem, który szuka miłości, szczęścia a może po prostu spokoju? Co z Ewą Galster, trochę szamanką, trochę wiedźmą, która jako jedna z nielicznych mówi głośno Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem? Hugo-Bader o nich nie zapomina. Nie zapomina nawet o tych, którzy rozmawiać nie chcą.



Skucha to zbiór portretów, raczej tragicznych losów ludzi powiązanych z „Firmą”, którzy spostrzegli, że wolna Polska ani trochę nie wygląda tak, jak to sobie wyobrażali. Bo bieda aż piszczy, a oni ze smutnymi pensjami albo bez pracy, choć bojownikom o wolność coś by się przecież należało. Boli to tym bardziej, że sąsiad ubek na emeryturze tylko się uśmiecha i kpi z prawych i biednych solidarnościowców. Jak tu nie pić? Alkoholowy problem przewija się przez całą Skuchę, każdy kiedyś pił albo nadal pije, nie mogąc poradzić sobie z szarą rzeczywistością, własną niemocą, lub genetycznym obciążeniem po rodzicach alkoholikach. Niektóre losy są złamane od samego początku, od wczesnego dzieciństwa, przez rozbitych rodziców, którzy przeżyli inną wojnę. Upadają często, w zwodnicze nałogi czy zwykłą zgryzotę, nierzadko potrafiącą wyrządzić większe szkody, niż poranny kieliszek pigwóweczki. Niektórzy się podnoszą, w imię zasady, że sztuką nie jest nie upaść, tylko upaść i się podnieść, inni pozostają tam, gdzie byli.



Autor niczego nie ułatwia swoim czytelnikom. Skucha to książka trudna, momentami bolesna, ale także szorstka i chropawa, jakby ktoś przejechał nam po języku papierem ściernym. Bo Hugo-Bader, choć pisze doskonale, wprowadza nas w chaotyczną narrację o wygranej wojnie i przegranych życiach. Przeskakujemy więc z jednej historii na drugą, mieszają nam się wszystkie Ewy występujące w dramacie i zastanawiamy się czy tak już będzie do samego końca. I jest, choć wcale nie przyzwyczajamy się do tych ruchomych obrazów. Chciałoby się na chwilę zatrzymać pędzącego przez opowieść autora i przyjrzeć się na spokojnie światu, który próbuje nam nakreślić.
>


Niewielkim zawodem okazuje się, o dziwo, czas stanu wojennego, który potraktowany został po macoszemu. Być może autor uznał, że pisze dla tych, którzy poznali na własnej skórze czym było siedem lat w trumnie. A co z takimi jak ja, którzy są dziećmi wolnej Polski? Widocznie mają mi wystarczyć opowieści rodziców, którzy, w przeciwieństwie do bohaterów Skuchy, nie byli wtedy w samym centrum wydarzeń. Rozumiem, że Hugo-Bader postanowił pokazać życie po, wyjście z trumny i próbę odnalezienia się w nowych realiach. Trudno jest jednak zrozumieć historię walczących, jeśli, choćby odrobinkę, choćby za pośrednictwem pisarza, nie uczestniczyło się w ich wojnie.



Skucha to dobijający kawałek literatury. Reportaż z wieloma głowami, z których każda ma coś do powiedzenia, pragnie być wreszcie zrozumiana, albo chociaż usłyszana. Jacek Hugo-Bader pozwolił im się wygadać, powiedzieć co leży na wątrobie i uwiera bardziej niż bolące biodro czy złamana ręka. Czy to pozwoli nam zapamiętać? Mam nadzieję.


Moja ocena: 6,5/10
Za możliwość poznania losów ludzi z "Firmy" dziękuję


 Autor: Jacek Hugo-Bader
Tytuł: Skucha
Data wydania: 28.04.2016
Wydawnictwo: Czarne/Agora
Liczba stron: 320