poniedziałek, 13 czerwca 2016

Wakacyjny TAG książkowy

Źródło

Chociaż za oknem nie jest wcale aż tak wakacyjnie, przynajmniej u mnie, to pierwszą wolną chwilę od kilku dni postanowiłam poświęcić właśnie na Wakacyjny TAG książkowy, do którego zaprosiła mnie Dorota z bloga Co przeczytałam. Zapraszam do przeczytania moich odpowiedzi:)

31 sierpnia: Książka, która skończyła się według Ciebie za szybko
Źródło

Właściwie to każda powieść, w której przyzwyczajam się do bohaterów kończy się dla mnie za szybko. Bo chciałabym pobyć z nimi jeszcze trochę. Doskonałym przykładem jest Wiedźmin, którego Sapkowski mógłby rozpisywać w nieskończoność (zwłaszcza, że końcówka nie była satysfakcjonująca).

Plażing: Bohater - ciacho
Źródło

To trudniejsze, niż mogłoby się wydawać, bo literatura z "ciachami" (patrz: romanse) jakoś mnie omija. Przystojniacy rozsiani są jednak po wielu gatunkach literackich - na przykład Jamie z Pieśni Lodu i Ognia czy Jaskier w Wiedźminie. Gdybym jednak miała wybrać ciacho dla siebie byłby to Harry Hole. Tak, wiem, z alkoholikami lepiej się nie zadawać. Ale jego pokiereszowana buźka i masa wad nie przeszkadzają aż tak, jeśli pamięta się o tej błyskotliwości, poczuciu humoru i ogromnym przywiązaniu do tych, których kocha.

Pacha Janusza w komunikacji miejskiej: Co Cię odstrasza w książce?
Źródło

Odstrasza mnie dużo rzeczy, bo jestem czepialska, zwłaszcza jeśli chodzi o literaturę. Odstraszają mnie miłosne historie, które do niczego nie prowadzą, brak wyczucia w mocnych i emocjonalnych scenach, kiepski styl i nieumiejętność pisania dialogów. Ale najbardziej odstrasza mnie głupota - nie ważne czy autora, czy bohaterów. To największa wada, której nigdy nie przeboleję.

Budka z lodami: Książka, którą spotykasz na każdym kroku.
Źródło

Może być na to tylko jedna odpowiedź: Zanim się pojawiłeś. W związku z niedawną premierą ekranizacji powieści, widzę ten tytuł dosłownie wszędzie. Plakaty w księgarniach, dziewczyny idące ze swoim egzemplarzem pod pachą i ta okładka, znajdująca się w każdym zestawieniu Top 10 księgarni, na której stronę wchodzę. Aż chciałoby się zamknąć oczy i przeczekać ten szum.

Upał: gorąca okładka.
Źródło

Gorąca? Bardzo proszę. Ta okładka cała aż płonie:)

A może by tak rzucić wszystko...: Jaki tytuł mógłby nosić Twój tegoroczny urlop:
Źródło

Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej) - tytuł (ale tylko tytuł) powieści Pavola Rankova nadaje się idealnie. Bo urlop będzie pewnie w ostatnim możliwym momencie, albo kiedy indziej czyli na święty nigdy ;)

Grill: Książka, do której możesz wracać co tydzień.
Źródło

Do żadnej książki nie wracam i nie mogłabym wracać co tydzień. Głównie dlatego, że czytam już inne rzeczy, które uniemożliwiłyby mi ten plan. Poza tym nie mam zamiaru sprawić, by moja ulubiona powieść mi spowszedniała. Ale są teksty, które mogę czytać nawet co dzień. To wiersze Tadeusza Różewicza, mojego ukochanego polskiego poety. Sięgam po tomik, na chybił trafił wybieram wiersz i czytam, żeby nie zapomnieć, jak piękne i trudne są to utwory.

To by było na tyle. A jak Wy odpowiedzielibyście na te pytania? Jeśli macie ochotę - zapraszam do wykonywania TAGu. Następny post już w środę. Obiecuję, że tym razem będzie to recenzja. I to nie byle jakiej książki ;)



52 komentarze:

  1. Ale fajnie się czyta odpowiedzi do własnego tagu :D
    Też lubię Harrego Hole'a ;)
    Czekam w takim razie na recenzje w środę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Od siebie mogę powiedzieć, że dobrze się odpowiadało, więc to świetnie, że obie jesteśmy zadowolone :P
      Ha, jeszcze muszę ją napisać, a weny brak. Ale jak obiecałam tak będzie :)

      Usuń
  2. O! Też nie lubię zbyt często wracać nawet do najukochańszych książek - podobnie jak Ty, boję się, że spowszednieją. To była przypadłość mojego dzieciństwa, gdy na okrągło czytałam ulubione bajki, opowiadania i komiksy. I w ogóle mi się wtedy nie nudziły!
    Harry Hole... - muszę się w końcu przyjrzeć bliżej temu przystojniakowi ze skazą. Zwłaszcza, że od jakiegoś czasu ma twarz Michaela Fassbendera ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy to było co innego. Można było czytać tę samą baśń na dobranoc co noc, a i tak było się ciekawym zakończenia. Teraz wolę się asekurować, by to, co mnie naprawdę rusza, nie spowszedniało :)
      Przyjrzyj się, przyjrzyj - jeszcze zanim wyjdzie film ;)Nie powiem, żeby Fassbender mi do niego pasował. Jest zbyt... robotyczny. Już bardziej widziałabym w tej roli Viggo Mortensena, ale z naprawdę dobrą charakteryzacją.

      Usuń
  3. Mnie ciągły szum wokół jakiejś książki wręcz zniechęca do jej przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mną jest tak samo. Dlatego nie czytam Remigiusza Mroza;)

      Usuń
    2. Mam dokładnie to samo z twórczością Mroza :) a co do "Zanim się pojawiłeś", to przez ten cały szum i wręcz nachalną reklamę w końcu, dla świętego spokoju, zabrałam się za tę książkę (o czym naskrobałam kilka słów na blogu). Książka jest bardzo dobra, ale takie przesadzone pompowanie atmosfery wokół niej bardzo jej szkodzi.

      Usuń
  4. Rzeczywiście trudno się z Tobą nie zgodzić, jeśli chodzi o książkę "Zanim się pojawiłeś". Szum szumem, a ja mimo wszystko dalej mam na nią ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo nie lubię, gdy jakaś książka staje się hitem i pełno jest jej w mediach. Nawet, jeśli mi się podobała. Taki szum może strasznie zmęczyć. A "Zanim się pojawiłeś" to zupełnie nie moja bajka, więc to drażni tym bardziej :)

      Usuń
  5. Taaak... Zanim się pojawiłeś jest na każdym kroku. Jednak ja uwielbiam :D pozdrawiam
    http://reading-mylove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka jest zupełnie nie w moim typie, więc mnie szum wokół niej raczej męczy. Muszę uzbroić się w cierpliwość:)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Nie znam Harrego Hole'a. Jakiej książki jest bohaterem ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To główny bohater serii kryminałów autorstwa Jo Nesbø - jeśli nie znasz, to szczerze polecam :)

      Usuń
  7. "Zanim się pojawiłeś" też widzę wszędzie! Świetne odpowiedzi na pytania. Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tej książki po prostu nie da się nie zauważyć! Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
    2. Niektóre książki po prostu człowieka śledzą, nie tylko na blogach, ale i dosłownie na ulicy :)

      Usuń
  8. Fajne odpowiedzi ;) Czytałam je z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) cieszy mnie to ogromnie:)

      Usuń
  9. Świetny tag. Trochę się przy nim napracowałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Może troszkę, ale to była przyjemność odpowiadać na te pytania:)

      Usuń
  10. Nie zdążyłam zrobić wiosennego tagu, do którego mnie nominowałaś, wiosna już się kończy wiec chyba podepnę się pod wakacyjny :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzisz jak się świetnie złożyło? ;) Obyś teraz wyrobiła się z tagami, zanim zastanie nas jesień :P

      Usuń
  11. Mówisz, że "Wiedźmin" Ci się za szybko skończył, a wygląda na to, że Sapkowski będzie odcinał kupony od serii. Powstał "Sezon burz" i jestem pewien, że powstaną inne książki, więc ten cykl może przysporzyć Ci jeszcze wiele dobrych emocji. :)

    Głupoty też nieznosze. Poza tym niepoprawnie seksualnych scen, o których ostatnio pisaliśmy i przecudownych zakończeń. Lubię jak zakończenie jest ładne, ale nie przesłodkie. Nie ma, że każda historia dobrze się dla wszystkich kończy. Tak może być w 3-4-5 książkach, ale nie we wszystkich. Ogólnie to ja od jakiegoś czasu lubię najbardziej half-happy edny, czyli takie w mordę strzelił na koniec dla niektórych, ale koniec np z nadzieją na lepsze jutro na innych. Coś takiego jak było w cyklu Kosogłos albo np takie zakończenie Dallas '63. Nie wiem czy kojarzysz któreś.

    Okładka zajebista i lepiej wybrać nie mogłaś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie - "Sezon burz" to już nie Wiedźmin. Przynajmniej nie ten, którego ja znam. Nie doliczam tego do sagi, bo to, jak sam powiedziałeś, odcinanie kuponów i to kiepskie. Ale samego Wiedźmaka bym rozciągała w nieskończoność, żeby ta przygoda trwała i trwała:)

      To przybij piątkę :) Ja ogólnie wolę, kiedy zakończenie jest druzgoczące. Bo to emocje i dodatkowo bardziej przypominające życie. Prawie nikt nie ma takiego szczęścia, żeby wyjść z kłopotów bez szwanku i na dodatek jeszcze się zakochać i pewnie wygrać w totka. "Dallas '63" to dobry przykład takiego połowicznego happy endu. Chociaż strasznie było mi smutno, że tak się stało, to jednak King zakończył to po mistrzowsku. Ja uwielbiam zakończenie "Roku 1984" - najbardziej rozrywająca serce końcówka pod słońcem.

      Ha, się wie ;) Od razu wpadła mi do głowy ta myśl, po przypomnieniu sobie naszej rozmowy o tym specjalnym wydaniu :)

      Usuń
    2. Aha, czyli masz podobne odniesienie jak ja do Mrocznej Wieży Kinga. Tam też podobnie było. Cykl 7 części, a King stworzył 4.5 i mówi się, że to niby 8 części. Dla mnie to tylko dodatek dla urozmaicenia. :)

      Piona. :) Dallas '63 to ma jedno z najlepszych zakończeń, jakie czytałem. na pewno najlepsze od Kinga. Wzruszyło mnie. Było i piękne, i przygnębiające. Ale idealne. Zakończenia "Roku" już niestety nie pamiętam. Ale Orwella będe odświeżał pewnie jeszcze w tym roku.

      Hehe, no to dobrze Ci się rzuciło do głowy. :D

      Usuń
    3. No rzeczywiście coś takiego było z tą Mroczną Wieżą, ale przyznam bez bicia, że chociaż stoi na półce, to jeszcze nie czytałam. Nie przepadam za takim odcinaniem kuponów, chyba że to wychodzi naprawdę dobrze. Wtedy niech autor pisze i pisze w nieskończoność:)

      Racja. Miało w sobie to coś, że nawet uroniłam łezkę. Ale już nie chciałabym widzieć, jak potraktują to zakończenie w serialu. Nie ufam im zupełnie z tym ekranizowaniem.
      W takim razie nie przypominam, bo do Orwella jeszcze wrócisz - niech złamie Ci serce :)

      Usuń
    4. Nie mogę się doczekać "Wiedźmina" w wykonaniu Tomka Bagińskiego. To będzie mój największy motor napędowy do skończenia sagi, którą zamierzam w tym roku zacząć. A w przyszłym roku będę jako jeden z pierwszych w kinie jak wyświetlać będą Mroczną Wieżę. :)

      Ja serialu jeszcze nie oglądałem. I w zasadzie się zastanawiam, czy przeczytać przed tym jeszcze raz, czy po prostu oglądać.

      Usuń
    5. Hehe tak, już się o tej wizji Bagińskiego też nagadaliśmy :) Również jestem ciekawa i trzymam kciuki, żeby udało im się udźwignąć tę historię i bohaterów. Nie liczę na cuda - byle Geralt miał białe, a nie blond włosy i żeby Jaskier był przystojny w elfim stylu, a nie... Zamachowskim :P
      O, no właśnie - może jako fan Kinga powiesz mi, co uważasz na temat obsady MW? Trochę mnie śmieszą te bulwersy, więc jestem ciekawa Twojego zdania.

      Nie lubię Franco, więc to mi wystarczy, by odpuścić sobie oglądanie. Ale jak Ty zobaczysz, to chętnie dowiem się, co o tym myślisz. Bo nie miałam jeszcze okazji czytać opinii na temat tego serialu.

      Usuń
    6. Hehe, myślę, że pod względem takich detalów na Bagińskiego można liczyć. Grafik to jednak iny typ człowieka, który zwłaszcza na detale zwraca uwagę. :)
      Nie mam nic przeciwko takiej obsadzie. Prawdę mówiąć nie rozważałem czarnoskórego aktora w roli Rolanda, bo miałem swoje typy. Ale bynajmniej nie z pobudek rasistowskich, po prostu Roland jest biały to szukałem takiego aktora do tej roli, Odetta jest czarnoskóa to też takiej aktorki szukałem. Ale moim zdaniem Idris Elba to dobry wybór na Rolanda i myślę, że się sprawdzi. :)

      Usuń
    7. Ja wiem, ale i tak mam strasznego stracha. Ufam Bagińskiemu, czekam z niecierpliwością, ale gdzieś z tyłu głowy coś mi mówi: "To nie wyjdzie dobrze".
      Czyli zdrowe podejście zatwardziałego fana Kinga :) Chociaż nie czytałam MW to jestem ciekawa ekranizacji. Mam nadzieję, że zdążę przeczytać chociaż pierwszą część, zanim film się pojawi:)

      Usuń
    8. A, to zawsze jest lekka obawa. Ale ja ogólnie po jednej wypowiedzi Kinga o ekranizacji jego książek nabrałem innego myślenia na temat ekranizacji ogółem. Literatura to twór autora. Film reżysera. Oczywiście irytują mnie nadal pewne kwestie, które nie są po mojej myśli i zgodnie z literaturą, ale już się tak nie czepiam jak kiedyś. :)
      Pierwsza część liczy sobie nieco ponad 300 stron, więc zdążyłabyś to przeczytać z 10 razy do końca roku. :) Ale pierwsza część filmu to ma być jednocześnie nakręcona na podstawie książki i komiksu(ów), których sam jeszcze nie czytałem.

      Usuń
    9. Jasne, że tak, ale kiedy kochasz jakąś książkę całym sobą, to trudno jest wtedy patrzeć, jak reżyser swoją wizją pakuje się w to, co było idealne. Przykładowo - ekranizacja "Gry Endera" była tak straszna, że nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać. Wystarczy jednak, żeby film sam w sobie był dobry. Wtedy jest ok:)
      Czyli już się pewnie nie wymigam :P Komiksy akurat zupełnie mnie nie ciekawią, więc czytać z pewnością nie będę. Ale to dobrze, że mają zamiar korzystać z obu źródeł.

      Usuń
    10. Hehehe, no tak, po części masz rację. A prawdę mówiąc sporo ekranizacji Kinga jest słabe. Ale to już na szczęście nie jego wina. najlepsze są Zielona mila, Skazani na Shawshank, Młga, 1408, Cujo, Dolores Claiborne. Ale wiele jeszcze nie widziałem, bo się boję, więc nie wiem jak wielka jest skala dobrych i złych. :P
      Oni to zaznaczyli, że będzie saga oparta na całym uniwersum, a nie jedynie na powieściach. Poza tym, jest taki motyw związany z zakończenie, które nie jest jednoznaczne, a bardzo być może, że w filmie będzie. I tego się można najbardziej obawiać. Chociaż w takiej Mgle na przykład to King zespół zakończenie, a reżyser zrobił je rewelacyjnie.

      Usuń
    11. "Misery" jest fantastycznym filmem (książka na półce, przede mną ;)) No i klasykami są "Carrie" i "Christine". Sporo tego Kinga w kinie, tego faceta właściwie nie da się nie znać.
      Zakończenie "Mgły" jest genialne! Chociaż Thomas Jane jest beznadziejnym aktorem i nie przekonał mnie ani trochę o swojej rozpaczy, to gorycz i piękna muzyka Dead Can Dance sprawiają, że mam ciarki za każdym razem, kiedy to widzę. Darabont się spisał :)

      Usuń
    12. "Carrie" też dobre. "Christine" jako sam film ok, jako ekranizacja wierna tak średnio. Zgadza się, nie da się. A ciągle kręcą nowe rzeczy, Mroczna Wieża cykl, nowa ekranizacja "To", nowa ekranizacja "Mgły" (tym razem jako serial), "Pan Mercedes". W ostatnich dniach była "Komórka". To jest niesamowite.
      Ja akurat Jane w tym filmie lubiłem, ale poza tym średni aktor. Mimo wszystko Darabont najlepiej czuje Kinga i go ekranizuje, może dlatego, że są przyjaciółmi? Ale Garris też spoko.

      Usuń
    13. Serio robią nową ekranizację "Mgły"? "Komórki" widziałam trailer - był fatalny. Jeśli film też taki będzie, zapowiada się kiczowato. Ale samej książki nie dałam rady przeczytać, więc to też o czymś świadczy.
      Przez większość czasu jakoś sobie radził, ale końcowa scena, z całym tym napięciem i tragizmem, wypada w jego wykonaniu okropnie. Darabont jest dobry - widać, że się rozumieją z Kigiem. Ale może być tak jak mówisz, że to dzięki tej ich przyjaźni. Widocznie dobrze się ze sobą komunikują :)

      Usuń
    14. Ano. Takie info padło na sk.pl, a tam zawsze z pierwszej ręki. :) Mi się "Komórka" podobała, coś a la The Walking Dead, a ja lubię klimaty Zombie.
      Hehehe, no, te emocje na jego twarzy wyszły komicznie. :)

      Usuń
    15. "Komórka" od razu skojarzyła mi się z filmem "Pulse", chociaż do końca nie przeczytałam, więc nie wiem, na ile te podobieństwa są wyraźne dalej. "The Walking Dead" uwielbiam, ale to chyba jednak coś w innym stylu. W TWD najważniejsza jest powolna dehumanizacja bohaterów, ich pierwotna walka o byt. No i oczywiście zombie :D

      Usuń
    16. Nie widziałem "Pulse". Dobry?
      TWD jest świetne. Masz rację, inna produkcja o zombie, ale mi chodziło ogólnie o zombie. ;) A TWD zapuściłem na początku bez większych emocji, a okazało się, że to świetny serial jest. Teraz się tak zakończyło, że człowiek się zastanawia, kogo tam zakatowali, i w takiej niewiedzy trwaj rok czasu...

      Usuń
    17. Neee, właśnie kiepski. Choć oglądałam dawno :)
      TWD to jeden z moich serialowych ulubieńców, a nie jestem wielką fanką seriali. Świetnie zrealizowany, choć momentami nudnawy. Ale końcówkę zasolili taką, że aż mam ochotę nimi potrząsnąć. Jak można coś takiego zrobić widzom?!

      Usuń
    18. A to podaruję sobie. :)
      Ja właśnie jestem, bo w ostatnich latach coraz więcej jest filmów ponad 1,5 h, szczególnie tych dobrych, a taki serial jak ma 35-50 minut znacznie szybciej się obejrzy z wieczora. Ostatnio oglądam od początku "Przyjaciół", których wprost uwielbiam. I w ciągu takiej 1,5 h mogę zobaczysz prawie 4 odcinki, więc nie raz właśnie rezygnuję z pełnometrażówki. :) O serialach mógłbym gadać równie dużo, co o filmach i książkach. :)
      No dokładnie! Nie lubię bardzo takich cliffhangerów. Jeszcze w środku sezonu ok, ale na koniec? Chamstwo, powiadam, chamstwo.

      Usuń
    19. Rzeczywiście filmy się wydłużają. Jak się siedzi 2.5 godziny nad jakimś chłamem, to później się kina odechciewa ;) "Przyjaciele" to jeden z moich ukochanych seriali. Mogę go oglądać w kółko, chociaż znam prawie na pamięć :D
      Mam tylko nadzieję, że nie zabili nikogo, kogo lubię. Bo się obrażę i przestanę oglądać :P

      Usuń
    20. Nom. Ja na przykład nie potrafiłem skumać fenomenu "Mr Nobody" i "Birdman". Fakt, film ponadprzeciętnej wartości, ale długością mnie zabijały i przez te bez szału się obeszło z mojej strony.
      Ja jeszcze od dziecka oglądałem ulubiony "Świat według Bundych", a już w ogóle na samym początku "Bajer w Bel Air". Kojarzysz? :)
      Mam dziwne przeczucie, że zabili tego Chińczyka. Nie pamiętam imienia.

      Usuń
    21. "Mr Nobody" nie widziałam, ale "Birdman" bardzo mi się podobał. Kiedy film jest dobry i długi, to spoko, mogę oglądać i smakować każdą minutę. Gorzej, jeśli to "Avatar"! 3 godziny odpicowanej historii o Pocahontas? Serio? To był dopiero masakryczny seans.
      Hahah o matko, Bundych też oglądałam, ale chyba będąc dzieciakiem nie byłam w stanie docenić ironiczności Teda i w sumie beznadziei jego sytuacji. Ale "Bajer..." mnie jakoś ominął. Dużo bardziej wolałam "Frasiera" :)
      O nie, nie mogli zabić Glenna! Mnie się wydaje, że padło na Abrahama (rudy z wąsem).

      Usuń
    22. Mi się z kolei "Avatar" podobał. Może głębi w tym wielkiej nie było, ale efekty i świat mi się osobiście bardzo podobał i żałowałem, że nie poszedłem zobaczyć tego w kinie, bo byłem jedną z tych nielicznych osób, które w okresie największego boomu zawzięcie się zapierały, że tego nie zobaczą. "Birdman" dobry, ale dziwny film. Szału na mnie nie zrobił.
      Frasiera średnio kojarzę. :)
      Być może i największy macho poszedł do piachu. Jeszcze się zastanawiałem nad Michonne. Rick stracił w końcu tyle osób, że ta może być równie dobrze następna. ;)

      Usuń
    23. Ja jestem zdecydowanie typem człowieka, który woli treść od efektów (dlatego filmy Michaela Bay'a oglądam tylko dla beki). Chociaż Avatar mógłby być przyjemny, gdyby był krótszy - moim zdaniem. A "Birdman" zasłużenie dostał Oscara, choć wolałabym, żeby to "Whiplash" wygrał :)
      Nieeee Michonne nie może zginąć. Ona jest genialną postacią, twórcy zostaliby zlinczowani. Tak samo, gdyby zginął Daryl.

      Usuń
    24. Ja też, ale nie oznacza to, że samych efektów nie lubię oglądać. :) Ja osobiście najbardziej lubię filmy Finchera, Nolana, Jacksona, Spielberga i braci Scott.
      "Whisplash" ciężki film, ale podobał mi się bardziej od ptaka.
      Świetna jest. Ona najbardziej mi się na początku podobała jak z tymi dwoma zombiakami chodziła. :D O Darylu w sumie też myślałem, ale to byłby strzał w stopę twórców serialu. ;)

      Usuń
    25. Fincher - spoko, Nolan - spoko. Dorzuciłabym jeszcze Aronofsky'ego, do którego mam słabość, chociaż się popsuł, braci Coen, Tarantino i pewnie jeszcze kilku, jakby się nad tym głębiej zastanowić :)
      Michonne może i była wtedy fajniejsza, ale z pewnością mniej szczęśliwa;) - bardzo fajnie pokazali na niej rozwój postaci. A Daryl musi zostać. Inaczej twórcy nie będą mogli bezpiecznie spać :P

      Usuń
    26. Fakt, zapomniałem jeszcze o Tarantino. Aronofky też spoko. Zwłaszcza Requiem dla snu (genialna rzecz!), i Źródło. Ale Zapaśnik i Czarny łabędź też mi się bardzo podobały. :)

      Usuń
  12. Harry Hole? Też uwielbiam to ciacho! Seria rozpoczęta, nieskończona, muszę do niej wrócić, ale boję się, że jak przeczytam wszystkie części, to będzie mi bardzo przykro ;).
    Zanim się pojawiłeś - czeka na mojej półce, jeszcze w starej szacie graficznej i ja akurat mam ochotę po nią sięgnąć, może uda mi się w wakacje? Podobno bardzo poruszająca ;) Wiem, że książka zupełnie nie w Twoim guście, dlatego doskonale rozumiem Twoją irytację ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Czyli nie jestem sama ze swoim dziwnym gustem ;) Ja też muszę w wolnej chwili powrócić do tej serii, bo zatrzymałam się bodajże na 7 części i nie ruszyłam już od ponad roku.
      Słyszałam o książce Moyes wiele dobrego, ale jak sama zauważyłaś, to po prostu nie moja bajka. Za to kontynuacja jak na razie zbiera ostre cięgi, więc może chociaż drugiego filmu nie będzie :D

      Usuń

Zostaw po sobie ślad, za każdy jestem niezmiernie wdzięczna :)
Pamiętaj jednak o netykiecie. Wiadomości niecenzuralne, obelżywe i niezwiązane z tematem będą kasowane bez mrugnięcia okiem. Jeśli chcesz, żebym do Ciebie zajrzała, zostaw swój adres pod komentarzem :)