wtorek, 15 listopada 2016

"Człowiek z wysokiego zamku" Philip K. Dick - recenzja



 O kolonizacji okiem fantasty


Człowiek z wysokiego zamku już od długich lat zajmował swoje miejsce na półce, nieprzeczytany. Ot, kolejna książka, którą kiedyś, w wolnym czasie poznam. Przygodę z autorem odkładałam bardzo długo, patrząc przy tym na piętrzące się zaległości i nowe książki czekające na odrobinę uwagi. W tym miesiącu powiedziałam – basta! I to, nie chwaląc się, była doskonała decyzja.


Jak wyglądałby świat, gdyby II wojnę światową wygrały państwa Osi? Dick ukazuje alternatywną rzeczywistość, w której naziści swobodnie panoszą się ze swoimi zbrodniczymi ideami, Żydzi muszą ukrywać się, zmieniać nazwiska i poddawać się skomplikowanym operacjom plastycznym, Amerykanie zaś pozostają zagubieni i rozdarci pomiędzy niemieckim agresywnym stylem bycia i japońską filozofią, która pomimo łagodności nadal pozostaje filozofią kolonizatora.

Fabuła Człowieka z wysokiego zamku wydaje się na pierwszy rzut oka banalnie prosta – mężczyzna prowadzący sklep z antykami każdego dnia walczy o to, by nie utracić renomy, choć jego głównymi klientami są Japończycy, którymi w głębi duszy pogardza; pracownik wielkiej korporacji zostaje zwolniony i nie ma pojęcia, co począć ze swoim życiem; japoński biznesmen niebawem ma spotkać się z mężczyzną, który zmieni jego spojrzenie na panujący ład; kobieta, która nie może znaleźć swojego miejsca w świecie, za sprawą kochanka zaczyna interesować się zakazaną w Rzeszy powieścią, ukazującą historię, w której państwa Osi przegrały wojnę. Ich ścieżki przecinają się, jedne bardziej, inne mniej. Jednak dzięki niesamowicie wykreowanej rzeczywistości i pewnym wspólnym aspektom tej historii, Człowiek z wysokiego zamku z powieści o losach przypadkowych ludzi staje się wyobrażeniem piekła, opowieścią o incydentalności i przeznaczeniu oraz o sile człowieczeństwa, kultury i moralności.

W wizji Dicka można się zagubić, można się jej przerazić i uświadomić sobie, że niewiele wystarczyło, by świat jaki znamy w ogóle nie istniał. Jednak przede wszystkim można (a nawet trzeba!) zachwycić się koronkową robotą, którą autor wykonał na zaledwie dwustu siedemdziesięciu stronach. Bo mamy tu i dbałość o psychologię postaci – wliczając w to poczucie stłamszenia, skrywaną nienawiść czy lęk przed niepewną przyszłością – świat przedstawiony, jego historię i panujący w nim rozkład sił, a nawet uwzględnienie ekspansywnego charakteru Rzeszy, która w utworze Dicka próbuje rozszerzyć swoje wpływy na… kosmos. Niektóre z tych elementów są jedynie napomknieniem, inne dominują, jednak każdy z nich jest zauważalny i, co najistotniejsze, spełnia swoje zadanie, ukazując bogactwo wizji autora.

W świecie Dicka największe znaczenie zdają się mieć przedmioty – antyki, dzieła sztuki z czasów wojen, wyroby świata przedwojennego, jak chociażby zegarek z Myszką Miki, biżuteria wyrabiana przez jednego z bohaterów, będąca przy tym jednym z pierwszych oznak odradzającej się sztuki amerykańskiej. I w końcu książki, dwa dzieła, które zmieniają, kształtują życie bohaterów. Pierwszą z nich jest Księga Przemian I-Cing, kanoniczna księga konfucjanizmu i taoizmu. Jest nabytkiem wschodnim, jednak bohaterowie Człowieka z wysokiego zamku, będący w większości Amerykanami, korzystają z niej w każdej chwili zwątpienia, zadają jej pytania o najdrobniejsze sprawy życiowe i przekonują się, że Księga nie myli się nigdy. Drugą jest zakazana powieść, w której zaczytuje się wielu bohaterów utworu Dicka – Utyje szarańcza. Ta alternatywna wizja świata, w której to nie Niemcy wygrywają II wojnę światową, fascynuje i zmusza do zastanowienia pana Childana czy poboczne postaci, jednak prawdziwą zmianę powoduje w Julianie, najsilniejszej i najbliższej prawdy bohaterce utworu.

Jaka to prawda? Przekonajcie się sami czytając tę genialną, wciskającą w fotel powieść. Gwarantuję, że namiesza Wam w głowie, zachwyci i sprawi, że zaczniecie się zastanawiać, dlaczego wcześniej jej nie przeczytaliście. 

Moja ocena: 9/10


Autor: Philip K. Dick
Tytuł: Człowiek z wysokiego zamku
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 272