Każdy czytelnik ma swoje słabostki – jedni zakochują się w bohaterach i wyobrażają sobie wspólne życie, inni przeżywają z nimi udręki do tego stopnia, że wylewają hektolitry łez podczas lektury i nic nie jest w stanie ukoić ich nerwów. Jeszcze inni (i do tej grupy zaliczam się także ja) denerwują się, wzdychają z niezadowoleniem, zgrzytają zębami i, w ostateczności, życzą śmierci tym postaciom, które przyprawiają ich o bóle głowy, mdłości i inne nieprzyjemności. Oto moja lista bohaterów literackich, których z chęcią bym uśmierciła.
Rodzaj śmierci: zadźgany przez własnego
syna
Ci, którzy czytali kryminały pana Ahnhema
wiedzą, że autor ma wyjątkowy dar do rozpisywania ciekawych intryg,
wiarygodnych dialogów i nawet do tworzenia charakterystycznych i sympatycznych
bohaterów. Wyjątkiem jest Fabian – dupa w korach, marudząca na swoje prywatne
życie i, oczywiście, nie robiąca zupełnie nic, żeby coś zmienić. Denerwujący i
rozmemłany snuje się po mieście i szuka morderców, choć właściwie jego zespół
zrobiłby to lepiej bez niego. Dodatkowo jest cudownym ojcem: córkę olewa, a
zamiast porozmawiać z synem wysyła do niego smsy.
Gdybym dopisywała ciąg dalszy, Fabian zginąłby
z rąk własnego dziecka, które zatapiałoby ostrze noża w miękkim ciele ojca,
krzycząc i skarżąc się na zniszczone dzieciństwo.
6. Geralt z Rivii (Saga o Wiedźminie Andrzej Sapkowski)
Rodzaj śmierci: powikłania po infekcji
dróg moczowych, spowodowanej sikaniem pod wiatr
Nie zrozumcie mnie źle – ja kocham tę
serię. Dałabym się pokroić za wielu bohaterów: Ciri, Jaskra, krasnoludów, nawet
za Feldmarszałka Dudę. Jednak Geralta nie cierpię. W chwilach walki i stawiania
na swoim był do zniesienia, lecz gdy tylko na horyzoncie pojawiała się dama
jego serca… uch, aż mnie mdli na samą myśl. Chciałabym
a boję się – te słowa raczej nie powinny pasować do mężczyzny, a jednak jak
ulał pasują do Geralta. A do tego całe to marudzenie na sikanie pod wiatr…
facet powinien więcej wywijać mieczem, a mniej gadać.
Gdybym zmieniała treść sagi, Geralt po
swoim osławionym sikaniu pod wiatr nabawia się poważnej infekcji dróg
moczowych. Z braku odpowiedniego lekarstwa, na skutek powikłań, umiera w
palących męczarniach (może też zarazić czymś Yennefer, za nią również nie
przepadam).
Rodzaj śmierci: uduszenie na skutek
zadławienia się cukierkiem
Czy zabilibyście antychrysta, gdybyście
mieli ku temu okazję? Dodam tylko, że żyje on pod postacią słodkiego,
niewinnego dzieciątka. Pewnie nie dalibyście rady. Ale żarty na bok, bo
przecież powieść Llosy (swoją drogą genialna) nie jest o przyjściu na świat
dziecka szatana. Choć, przyglądając się rozwojowi fabuły i małemu Fonsito,
można by wywnioskować inaczej. Diabeł wcielony? Mało powiedziane – ten mały
mistrz manipulacji depcze życie swojej macochy bez mrugnięcia okiem. Ciekawe,
co z niego wyrośnie…
Gdybym miała dopisać zakończenie, Fonsito
(po całym procederze) z lubością dobiera się do pysznego cukierka, którym dławi
się, niezauważony przez załamanego ojca, zamkniętego w swoim gabinecie. Fonsito
umiera, ale powieść żyje dalej, bo takiej książki po prostu zabić nie można.
4. Cersei Lannister (Saga Pieśni Lodu i Ognia George
R.R. Martin)
Rodzaj śmierci: wiemy, co mówiła
przepowiednia ;)
Cersei jest jedną z najbardziej
znienawidzonych przeze mnie postaci w całej sadze napisanej przez Martina.
Udało jej się nawet przebić swojego synalka, a nie było to proste zadanie. Głupia,
zadufana w sobie i ogarnięta żądzą zemsty – to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Dopiszmy
do tego jeszcze magiczne słówko ‘władza’ i mamy naszą Cersei, niebezpieczną i
denerwującą jak wszyscy diabli. Tej postaci po prostu nie sposób lubić. Aż
chciałoby się, żeby Martin wreszcie skończył swoją sagę i zgładził to głupie
blond babsko.
Ciągu dalszego dopisywać nie będę – liczę na
to, że Martin spełni moje oczekiwania i zabije ją właśnie tak, jak mi się to
marzy…
Rodzaj śmierci: jakikolwiek, byle
skuteczny
Jeffrey Eugenides jest genialnym pisarzem,
tego, kto się ze mną nie zgadza, wyzywam na pojedynek. W swojej debiutanckiej
powieści stworzył wręcz hipnotyzujący obraz opresyjnej rodziny, w której
pierwsze skrzypce gra pani Lisbon, a dostraja się do niej jej mąż, całkowicie
bezsilny, a jednak niszczący, tak samo jak żona, swoje nastoletnie córki.
Wszystko to odbywa się w oparach religijnych uniesień matki i seksualnych żądz
budzących się do życia młodych kobiet, pragnących wolności. Wolności, którą
musiały wyrwać sobie siłą. Okrutny obraz despotyzmu, na który żaden rodzic nie
powinien móc sobie pozwolić.
Gdybym miała dopisać zakończenie, byłoby
mi zupełnie obojętne jak umrą państwo Lisbon. Byłabym zbyt zajęta rozpaczaniem
po młodych lisbonkach i zachwycaniem się kunsztem pisarskim Eugenidesa.
2. Kevin (Musimy porozmawiać o Kevinie Lionel Shriver)
Rodzaj śmierci: zatłuczony przez kolegów
ze szkoły
Niewiele jest książek, które mają w sobie
tak wielki ładunek emocjonalny, że zostają z nami przez długie lata. Tak jest z
powieścią Shriver, która mówi o kwestiach wręcz niemożliwych do pojęcia w
sposób tak przejmujący i dobijający, że trudno jest wybić ją sobie z głowy. Na
potrzeby tej listy uprośćmy trochę ten utwór, rozbijmy go na system zero
jedynkowy, w którym to matka nękana jest przez dziecko, będące całkowicie
pozbawione moralności i, jakby nie patrzeć, jakichkolwiek uczuć. Kevin, bo o
nim właśnie mowa, jest jednym z najbardziej antypatycznych bohaterów
literackich, jakich udało mi się poznać w całym życiu. To koszmar każdej
matki – dziecko, którego nie da się kochać. Wyrachowany, egoistyczny i
niebezpieczny, Kevin zdaje się niszczyć wszystko to, co dla Evy jest
najważniejsze.
Gdybym miała zmienić lub dopisać losy
Kevina (SPOILER, SPOILER, SPOILER), zostałby zatłuczony przez kolegów w szkole,
podczas zorganizowanej przez niego masakry. Jeśli by do tego nie doszło, z
pewnością ktoś rozprawiłby się z nim w więzieniu.
1. Pinokio (Pinokio Carlo Collodi)
Rodzaj śmierci: spalenie na stosie tuż po
przemienieniu w chłopca
Nienawiść do Pinokia trwa! Myślę, że nie
skończy się nigdy, bo nie ma, powtarzam, nie ma drugiego bohatera literackiego,
który swoim zachowaniem denerwowałby mnie tak, jak ten durny drewniany pajac. Głupota
to jedna z nielicznych cech, które wyprowadzają mnie z równowagi – czy to u
ludzi, czy postaci w powieściach i bajkach. I chociaż bajka Collodiego miała
być dydaktyczna i umoralniająca, już na kilkuletniej dziewczynce zrobiła złe
wrażenie. Pinokio robił wszystko to, czego nie powinien – każde dziecko wie, że
to nie może skończyć się dobrze. A jednak, Pinokio w końcu (po wielu, wielu
próbach) zmienia się w przykładnego syna i dobrego ucznia, a wróżka zamienia go
w chłopca.
Gdybym miała dopisać zakończenie, wściekła
tłuszcza wpadłaby do domku Gepetta i zabrała Pinokia. Chłopiec zostałby
posądzony o czary i spalony na stosie. Nawet jako mała dziewczynka byłabym bardziej
zadowolona z takiego zakończenia.
A jakie są Wasze znienawidzone postaci literackie? Komu chcielibyście wpakować nóż pod żebra, lub zarazić śmiertelną chorobą?