sobota, 21 listopada 2015

SWEET BOOK TAG





Dziś przychodzę do Was z przesłodkim TAGiem, do którego nominowała mnie Lunatyczka z bloga Blondie in Wonderland

– za nominację pięknie dziękuję :) A oto moje odpowiedzi:


Spokojnie znalazłabym kilka książek, które wpasowują się w to kryterium. Jednak teraz na myśl przychodzi mi zbiór opowiadań Bukowskiego Kłopoty to męska specjalność. Było to któreś z kolei spotkanie z tym autorem i może to ja miałam go już dosyć, a może te teksty okazały się gorsze od pozostałych. W każdym razie brakowało mi w nich tej surowej, zgryźliwej mądrości Bukowskiego, którą miałam możliwość poznać w innych jego dziełach. 


Moja pierwsza myśl
– Leon Płoszowski. Przez tę postać lektura Bez dogmatu była prawdziwą drogą przez mękę. Tę niechęć najlepiej opisują słowa Andrzeja Bobkowskiego: Leona Płoszowskiego należałoby przegrzmocić pokrzywami  po  gołym  tyłku,  wsadzić  mu  głowę  do  wody z  lodem  i  przez  pięć  dni  karmić solonymi sardynkami nie dając mu nic do picia. Po czym zapędzić do uczciwej pracy. Nic dodać, nic ująć. 


Chociaż uwielbiam horrory i thrillery, niewiele jest książek, które zmroziły mi krew w żyłach. Czasem udaje się to Kingowi, Minierowi czy Blackwoodowi. Jednak książką, która naprawdę mnie przeraziła jest Rok 1984 Orwella. To jedna z moich ukochanych powieści, a jej wydźwięk jest przerażający. Żaden horror nie jest w stanie przerazić mnie tak, jak wizja Orwella. No, chyba że Opowieść podręcznej
– to jest dopiero koszmar!


Raczej nie wracam do czytanych książek, choć jest kilka wyjątków. To wyżej wymieniony Rok 1984, Mechaniczna pomarańcza, dramaty Sarah Kane i Różewicza a także... saga o Wiedźminie. 


Znowu chciałabym powiedzieć o Orwellu albo o Huxleyu, ale książką, która złamała mi serce najdotkliwiej (i po której płakałam jak głupia) jest powieść Orsona Scotta Carda Zagubieni chłopcy. Uwielbiam tego autora, jego sposób pisania, humor i wyobraźnię. Tym razem oczarował mnie historią o zwykłej rodzinie, która z powodów finansowych przeprowadza się do nowego domu. Końcówka niezmiennie doprowadza mnie do rozpaczy.


Moją ulubioną książką z dzieciństwa jest zbiór baśni Hansa Christiana Andersena w tłumaczeniu Iwaszkiewicza. Rodzice czytali mi je na dobranoc, później czytałam je sama, a teraz trzymam je u siebie w domu i nie raz po nie sięgam, by przypomnieć sobie tamte chwile i zatonąć w tych niesamowitych opowieściach.


Powiedziałabym, że Rok 1984 (tak, wiem że jestem nudna), ale ona nie wprawia mnie w dobry nastrój (choć z pewnością niczego jej nie brakuje). Wybiorę zatem Regulamin tłoczni win. Choć Świat według Garpa byłby równie dobry. Regulamin... jest powieścią melancholijną, nierzadko smutną, jednak tchnie pewnego rodzaju spokojem i (dzięki stylowi Irvinga) niesamowitym humorem. Dlatego potrafi doskonale podnieść na duchu.

Do TAGu nie nominuję nikogo
– albo, jeśli tak wolicie, nominuję wszystkich, którzy mają na to ochotę :)

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam „Mechaniczną pomarańczę”. Moje pierwsze podejście było nieudane, musiałam nieco dojrzeć. Przyznam, że najpierw widziałam film — również należy do tych, które cenię najbardziej.

    Skoro nominujesz wszystkich, to chyba sama skuszę się na tę zabawę! ;)

    Erna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również najpierw widziałam film i uwielbiam go, pomimo wszelkich różnic. Za książkę zabrałam się od razu po seansie, kiedy tylko dowiedziałam się, że Kubrick nie uwzględnił ostatniego rozdziału.

      W takim razie zapraszam :) Z chęcią zajrzę i podglądnę Twoje odpowiedzi na pytania ;)

      Usuń
  2. Nominacja w kategorii "Pudding" mnie rozbroił:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach ten Leon... całe szczęście nie tylko we mnie wzbudzał takie emocje ;)

      Usuń
  3. Oj, uwielbiam "Mechaniczną Pomarańczę"! Film tak samo jak książkę, jednak to literacki pierwowzór skradł moje serce najpierw :)

    Pozdrawiam
    http://niekulturalna-o-kulturze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo osób, które oglądają film po przeczytaniu książki strasznie psioczą na wizję Kubricka. Dla mnie jednak i jedno, i drugie to majstersztyk. Chociaż powieść bardziej - to w końcu lingwistyczny eksperyment, a to zobowiązuje ;)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń

Zostaw po sobie ślad, za każdy jestem niezmiernie wdzięczna :)
Pamiętaj jednak o netykiecie. Wiadomości niecenzuralne, obelżywe i niezwiązane z tematem będą kasowane bez mrugnięcia okiem. Jeśli chcesz, żebym do Ciebie zajrzała, zostaw swój adres pod komentarzem :)