![]() |
Dziś przychodzę do Was z przesłodkim TAGiem, do którego nominowała mnie Lunatyczka z bloga Blondie in Wonderland
– za nominację pięknie dziękuję :) A oto moje odpowiedzi:
Spokojnie znalazłabym kilka książek, które wpasowują się w to kryterium. Jednak teraz na myśl przychodzi mi zbiór opowiadań Bukowskiego Kłopoty to męska specjalność. Było to któreś z kolei spotkanie z tym autorem i może to ja miałam go już dosyć, a może te teksty okazały się gorsze od pozostałych. W każdym razie brakowało mi w nich tej surowej, zgryźliwej mądrości Bukowskiego, którą miałam możliwość poznać w innych jego dziełach.
Moja pierwsza myśl
Chociaż uwielbiam horrory i thrillery, niewiele jest książek, które zmroziły mi krew w żyłach. Czasem udaje się to Kingowi, Minierowi czy Blackwoodowi. Jednak książką, która naprawdę mnie przeraziła jest Rok 1984 Orwella. To jedna z moich ukochanych powieści, a jej wydźwięk jest przerażający. Żaden horror nie jest w stanie przerazić mnie tak, jak wizja Orwella. No, chyba że Opowieść podręcznej
Raczej nie wracam do czytanych książek, choć jest kilka wyjątków. To wyżej wymieniony Rok 1984, Mechaniczna pomarańcza, dramaty Sarah Kane i Różewicza a także... saga o Wiedźminie.
Znowu chciałabym powiedzieć o Orwellu albo o Huxleyu, ale książką, która złamała mi serce najdotkliwiej (i po której płakałam jak głupia) jest powieść Orsona Scotta Carda Zagubieni chłopcy. Uwielbiam tego autora, jego sposób pisania, humor i wyobraźnię. Tym razem oczarował mnie historią o zwykłej rodzinie, która z powodów finansowych przeprowadza się do nowego domu. Końcówka niezmiennie doprowadza mnie do rozpaczy.
Moją ulubioną książką z dzieciństwa jest zbiór baśni Hansa Christiana Andersena w tłumaczeniu Iwaszkiewicza. Rodzice czytali mi je na dobranoc, później czytałam je sama, a teraz trzymam je u siebie w domu i nie raz po nie sięgam, by przypomnieć sobie tamte chwile i zatonąć w tych niesamowitych opowieściach.
Powiedziałabym, że Rok 1984 (tak, wiem że jestem nudna), ale ona nie wprawia mnie w dobry nastrój (choć z pewnością niczego jej nie brakuje). Wybiorę zatem Regulamin tłoczni win. Choć Świat według Garpa byłby równie dobry. Regulamin... jest powieścią melancholijną, nierzadko smutną, jednak tchnie pewnego rodzaju spokojem i (dzięki stylowi Irvinga) niesamowitym humorem. Dlatego potrafi doskonale podnieść na duchu.
Do TAGu nie nominuję nikogo
– albo, jeśli tak wolicie, nominuję wszystkich, którzy mają na to ochotę :)