niedziela, 28 maja 2017

"Osiemnaście stopni poniżej zera" Stefan Ahnhem - recenzja


 Koniec. Definitywny

Ostatnio bardzo rzadko sięgam po kryminały – coraz mniej ciekawi mnie, kto i dlaczego zabił. Jednak gdy w zapowiedziach wydawnictwa Marginesy zobaczyłam najnowszą powieść Stefana Ahnhema, nie miałam zamiaru jej sobie odpuścić. Chociaż chyba powinnam…




Wszystko zaczyna się od szalonego pościgu po ulicach Helsinborga. Jeden z samochodów ląduje w basenie portowym. Okazuje się jednak, że kierowca nie żył już od kilku tygodni, a jego zwłoki zostały zamrożone. Policji trudno uwierzyć, że ktoś byłby w stanie zainscenizować całe zajście tylko po to, by pozbyć się zwłok. Śledztwo szybko nabiera tempa, jednak niewiadome ciągle się mnożą.


Niestety, co za dużo, to nie zdrowo. Ahnhem babrze się w znajomym schemacie i nie wyciąga z niego nic nowego, nic odkrywczego. A szkoda, bo pierwsza część cyklu, Ofiara bez twarzy, pokazała umiejętności autora w tworzeniu wymyślnych, choć prawdopodobnych scenariuszy. W tym przypadku nie czuję się przekonana. Ale zacznijmy od pozytywów…


Nie mogę odmówić Ahnhemowi umiejętności budowania napięcia. Chociaż po jakimś czasie przestałam interesować się samą intrygą, autor nadal sprawnie igrał z czytelnikiem, pokazując mu tylko urywek, kolejny kawałek układanki, potrzebny do rozwiązania całości. Jestem przekonana, że ten sposób narracji przemówi do wielu kryminalnych entuzjastów. Co więcej, Ahnhem pisze naprawdę sprawnie. Jego książki czyta się niesamowicie przyjemnie i zaskakująco szybko. Nawet jeśli w pewnym momencie coś zaczyna zgrzytać. Nie mogę powiedzieć, by Osiemnaście stopni poniżej zera było udanym kryminałem, jednak na całe szczęście sama lektura okazała się dość przyjemna. Obyło się bez ciągłego wzdychania, odkładania książki bądź nawet rzucania nią.


Jednak to by było na tyle, jeżeli chodzi o plusy. Ahnhem zawiódł mnie na całej linii i już teraz mogę powiedzieć, że po następną książkę z tego cyklu nie sięgnę. Dlaczego?


Ci z Was, którzy czytali moje opinie na temat poprzednich części, doskonale wiedzą jak bardzo gardzę głównym bohaterem, Fabianem Riskiem. Oczywiście nic się w tej materii nie zmieniło. Co więcej – Fabian wszedł na wyższy poziom żałosności, bo oprócz całkowitego niezrozumienia swoich dzieci i żony, nie uczenia się na własnych błędach, został nawet pozbawiony umiejętności przybijania piątki. Tak, Fabian nie nadaje się do niczego! Postanowiłam sobie jednak, że tym razem nie będę skupiać się na Risku: zdominował dwie poprzednie recenzje, więc nie dam mu satysfakcji zajęcia istotnego miejsca w trzeciej. Zwłaszcza, że jest dużo, dużo więcej rzeczy w tej książce, na temat których można napisać kilka złośliwości.


Od czego zacząć? Może od naciąganej intrygi, która prawdopodobnie nie mogłaby się wydarzyć? Albo od kolejnego wątku z cyklu „to małżeństwo jest stracone”? Lub od skrajnie denerwujących dzieci Fabiana, którym poświęca się stanowczo zbyt wiele uwagi w tej powieści? Tak, to całkiem dobry temat, zwłaszcza że wiąże się z kolejna głupotą, wciśniętą na siłę do Osiemnastu stopni poniżej zera. Uwaga, uwaga, Stefan Ahnhem postanowił dodać do swojego kryminału… duchy. Tak, nie przywidziało Wam się. Przecież tylko tego tam brakowało: dorastającej córeczki, która razem z koleżanką bawi się tabliczką ouija i pyta ducha, czy jej rodzice są sobie wierni. Widać Ahnhem nie oglądał Ulicy Sezamkowej i nie jest w stanie dobrać pasujących do siebie elementów. Aż chciałoby się zaśpiewać: One of these things just doesn’t belong.


Byłabym w stanie wybaczyć wiele, gdyby Ahnhem nie zawiódł mnie w dwóch kwestiach: intrygi, której nie chcę Wam zdradzać (choć jest mocno naciągana) i wątku duńskiego, który pojawiał się we wcześniejszych częściach cyklu. Zwykle łączył się z głównymi wydarzeniami, był wciągający, żył własnym życiem i dodawał pikanterii temu, co działo się na pierwszym planie. Osiemnaście stopni poniżej zera zniszczyło nawet to. Wątek okazał się jedynie lekko połączony z Fabianem i jego rodziną, przez co z powodzeniem można uznać go za zapychacz. Ahnhem pozbawił mnie przyjemności rozwiązywania zagadki razem z Dunją – jedną z niewielu postaci, które naprawdę polubiłam. Tego nie jestem w stanie mu wybaczyć.


Osiemnaście stopni poniżej zera zbiera jednak zaskakująco dobre oceny. Znowu więc stawiam się w pozycji niesprawiedliwej krytykantki. Chociaż moim zdaniem Ahnhemowi się należało. 

Moja ocena: 4/10

Za ostatnią przygodę z prozą Stefana Ahnhema dziękuję

Autor: Stefan Ahnhem
Tytuł: Osiemnaście stopni poniżej zera
Data wydania: 11.04.2017
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 528