Infernalna wieża Babel
Moja doskonała passa trwa – ostatni literacki
zawód datuję na marzec, w którym to Tove Jansson rozczarowała mnie swoim Słonecznym miastem. Jednak od tamtej pory
nie mam na co narzekać. Chociaż od Dołu wymagałam wiele (przecież to
antyutopia!), Płatonow mnie zachwycił. Dlaczego? O tym przeczytacie w recenzji.
Woszczew myślał, a to karygodne zachowanie
kosztowało go pracę. Zwolniony mężczyzna oddelegowany zostaje do budowania
ogromnego domu, w którym władza pomieści uciśniony proletariat. Jednak zanim
powstanie, trzeba wykopać dół – ogromny, głęboki i szeroki, będący bazą pod
fundamenty tego cudownego przedsięwzięcia. Dół jednak zaczyna być łudząco
podobny do grobu. A może kopacze starają się dostać do samego piekła?
– Fajrant! Już czas, bo umordujecie się, umrzecie i kto wtedy będzie ludźmi?
Świat ukazany przez Płatonowa zasiedlają „ludzie
sowieccy” – podporządkowani kolektywowi, ślepo wierzący w utopijne założenia
socjalizmu, oddani pracy i władzy, by świat stał się lepszym miejscem. Lepszym
dla proletariatu. Precz z kułactwem i burżujstwem! Cześć pracy! Ci nowi ludzie
napawają przerażeniem, choć można w nich jeszcze dostrzec przebłyski wolnej
woli. Chociażby w zamyślonym Woszczewie czy Pruszewskim, który postanowił
umrzeć pomimo mozolnej pracy, jaką ma do wykonania. Czy to wystarczy? Nie, bo w
tych realiach jednostka przegrywa, zostaje zalana przez masy, pokonana przez
system. Jednak nam udaje się chociaż przez chwilę przyjrzeć się człowiekowi
jako podmiotowi, nie zaś przedmiotowi należącemu do partii. Dowiadujemy się o dawnej
przelotnej miłości Pruszewskiego, widzimy przedziwne i głębokie uczucie, jakim
Czyklin obdarza sierotę, Nastję. To tylko przebłyski, jedynie fragmenty
normalności w świecie absurdu, które pozwalają nam jednak zrozumieć, że w tę
paranoję uwikłany jest prawdziwy człowiek.
– Gdzie kogut, towarzysze? – niemal obojętnie zwrócił się aktywista do wszystkich, co się do niego garnęli. – Skąd nam jajo wyjdzie, skoro nasze masy ptasie nie mają w swoim środowisku produktywnego kierownictwa?
Nonsens goni nonsens, a jest on tylko
pretekstem do ukazania przerażającej rzeczywistości, postępującego skarlenia
intelektualnego i emocjonalnego. Sceny rozkułaczania wsi czy poszukiwania
koguta dla mas ptasich mogą wydać się
zabawne, lecz proza Płatonowa nie ma zupełnie nic wspólnego z satyrą. Autor nie
próbuje wykpić ukazywanej rzeczywistości, lecz – poprzez sprowadzenie jej do
absurdu – wskazać jej błędność. Istnienie świata, w którym człowiek pozbawiony
jest wolności wyboru, sumienia, możliwości smucenia się czy posiadania, samo w
sobie jest wręcz paranoidalne. I tym mianem możemy określić całą powieść
Płatonowa, przypominającą koszmar, w którym widmo śmierci i piekła jest
zatrważająco namacalne.
– Żegnaj – powiedział mu Safronow. – Jesteś teraz jak przodujący anioł z robotniczego składu w obliczu jego wniebowstąpienia do instytucji służbowych…
Mówiąc o Dole nie można pominąć jednego z bohaterów tej powieści, który
nadaje jej pewnego rodzaju szorstkości, nieprzystępności. Mowa oczywiście o
języku, doprowadzonym przez Płatonowa do perfekcji. Obrzydliwa nowomowa,
gwałcąca wszelkie zasady komunikacji i uniemożliwiająca dialog, doskonale
koresponduje z całym wydźwiękiem Dołu,
z jego absurdalnością. To właśnie język najlepiej pokazuje nam, jak
zindoktrynowany jest „homo sovieticus”, pozbawiony chęci, ale także możliwości
porozumienia się z drugim człowiekiem. Zupełnie nie dziwi więc wniosek
tłumacza, Adama Pomorskiego, który w budowli z Dołu dopatruje się wieży Babel, odwróconej w stronę piekła.
Moja ocena: 7,5/10– Marne jest życie psa; żyje tylko ze względu na urodzenie, jak ja.
Za podróż do komunistycznego koszmaru dziękuję
Autor: Andriej Płatonow
Tytuł: Dół
Data wydania: 19.04.2017
Tłumacz: Adam Pomorski
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 184