środa, 10 maja 2017

"Dół" Andriej Płatonow - recenzja





Infernalna wieża Babel



Moja doskonała passa trwa – ostatni literacki zawód datuję na marzec, w którym to Tove Jansson rozczarowała mnie swoim Słonecznym miastem. Jednak od tamtej pory nie mam na co narzekać. Chociaż od Dołu wymagałam wiele (przecież to antyutopia!), Płatonow mnie zachwycił. Dlaczego? O tym przeczytacie w recenzji.

Woszczew myślał, a to karygodne zachowanie kosztowało go pracę. Zwolniony mężczyzna oddelegowany zostaje do budowania ogromnego domu, w którym władza pomieści uciśniony proletariat. Jednak zanim powstanie, trzeba wykopać dół – ogromny, głęboki i szeroki, będący bazą pod fundamenty tego cudownego przedsięwzięcia. Dół jednak zaczyna być łudząco podobny do grobu. A może kopacze starają się dostać do samego piekła?


– Fajrant! Już czas, bo umordujecie się, umrzecie i kto wtedy będzie ludźmi?


Świat ukazany przez Płatonowa zasiedlają „ludzie sowieccy” – podporządkowani kolektywowi, ślepo wierzący w utopijne założenia socjalizmu, oddani pracy i władzy, by świat stał się lepszym miejscem. Lepszym dla proletariatu. Precz z kułactwem i burżujstwem! Cześć pracy! Ci nowi ludzie napawają przerażeniem, choć można w nich jeszcze dostrzec przebłyski wolnej woli. Chociażby w zamyślonym Woszczewie czy Pruszewskim, który postanowił umrzeć pomimo mozolnej pracy, jaką ma do wykonania. Czy to wystarczy? Nie, bo w tych realiach jednostka przegrywa, zostaje zalana przez masy, pokonana przez system. Jednak nam udaje się chociaż przez chwilę przyjrzeć się człowiekowi jako podmiotowi, nie zaś przedmiotowi należącemu do partii. Dowiadujemy się o dawnej przelotnej miłości Pruszewskiego, widzimy przedziwne i głębokie uczucie, jakim Czyklin obdarza sierotę, Nastję. To tylko przebłyski, jedynie fragmenty normalności w świecie absurdu, które pozwalają nam jednak zrozumieć, że w tę paranoję uwikłany jest prawdziwy człowiek.


– Gdzie kogut, towarzysze? – niemal obojętnie zwrócił się aktywista do wszystkich, co się do niego garnęli. – Skąd nam jajo wyjdzie, skoro nasze masy ptasie nie mają w swoim środowisku produktywnego kierownictwa?


Nonsens goni nonsens, a jest on tylko pretekstem do ukazania przerażającej rzeczywistości, postępującego skarlenia intelektualnego i emocjonalnego. Sceny rozkułaczania wsi czy poszukiwania koguta dla mas ptasich mogą wydać się zabawne, lecz proza Płatonowa nie ma zupełnie nic wspólnego z satyrą. Autor nie próbuje wykpić ukazywanej rzeczywistości, lecz – poprzez sprowadzenie jej do absurdu – wskazać jej błędność. Istnienie świata, w którym człowiek pozbawiony jest wolności wyboru, sumienia, możliwości smucenia się czy posiadania, samo w sobie jest wręcz paranoidalne. I tym mianem możemy określić całą powieść Płatonowa, przypominającą koszmar, w którym widmo śmierci i piekła jest zatrważająco namacalne.


– Żegnaj – powiedział mu Safronow. – Jesteś teraz jak przodujący anioł z robotniczego składu w obliczu jego wniebowstąpienia do instytucji służbowych…


Mówiąc o Dole nie można pominąć jednego z bohaterów tej powieści, który nadaje jej pewnego rodzaju szorstkości, nieprzystępności. Mowa oczywiście o języku, doprowadzonym przez Płatonowa do perfekcji. Obrzydliwa nowomowa, gwałcąca wszelkie zasady komunikacji i uniemożliwiająca dialog, doskonale koresponduje z całym wydźwiękiem Dołu, z jego absurdalnością. To właśnie język najlepiej pokazuje nam, jak zindoktrynowany jest „homo sovieticus”, pozbawiony chęci, ale także możliwości porozumienia się z drugim człowiekiem. Zupełnie nie dziwi więc wniosek tłumacza, Adama Pomorskiego, który w budowli z Dołu dopatruje się wieży Babel, odwróconej w stronę piekła.


– Marne jest życie psa; żyje tylko ze względu na urodzenie, jak ja.
Moja ocena: 7,5/10

Za podróż do komunistycznego koszmaru dziękuję
 
Autor: Andriej Płatonow
Tytuł: Dół
Data wydania: 19.04.2017
Tłumacz: Adam Pomorski
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 184