poniedziałek, 1 maja 2017

"Na Wodach Północy" Ian McGuire - recenzja




Extremis malis extrema remedia

 

Do powieści McGuire’a podchodziłam z czystym umysłem – przeczytałam tylko niewielki urywek blurba, by nie wiedzieć czego się spodziewać, nie rozpalać w sobie nadziei. Teraz, kiedy od skończenia lektury minął ponad tydzień, mój umysł jest wzburzony jak  tytułowe wody północy, przez co trudno cokolwiek w nim złapać. Dlatego do recenzji zasiadam dopiero dzisiaj – sztorm odrobinę ucichł, a ja mogę nareszcie poskładać myśli do kupy.


Anglia, rok 1859. Patrick Sumner, były lekarz wojskowy, którego przeszłość owiana jest tajemnicą, zaciąga się na statek wielorybniczy „Ochotnik”. Nie jest to wymarzona posada, jednak mężczyzna zagryza zęby i stara się wykonywać swoje zadania najlepiej, jak potrafi. Spodziewa się zresztą, że będzie przede wszystkim opatrywać rany i leczyć zaparcia. Dlatego, gdy w jego kajucie pojawia się chłopiec okrętowy, którego obrażenia wyraźnie wskazują na gwałt, Sumner postanawia zrobić wszystko, by znaleźć winnego.

Na Wodach Północy zaskakuje już od pierwszych stron, pokazując nam to, czego możemy oczekiwać po dalszej lekturze – brudu, wulgarności, braku uczuć i braku zasad. I dokładnie tak prezentuje się mała, zamknięta społeczność, na którą składają się doświadczeni wielorybnicy, twardzi, starzy wyjadacze, odkładający na bok wszelkie skrupuły, kapitan, za którym ciągnie się widmo poprzedniej nieudanej wyprawy oraz lekarz, uzależniony od laudanum, ukrywający przeszłość związaną ze służbą wojskową w Indiach. Czego można się spodziewać po takiej mieszance wybuchowej? Tragedii, to z pewnością. I już niebawem nadchodzi, jedna za drugą, a wszystkie wiążą się ze sobą nierozerwalnie. Punktem wspólnym jest człowiek. Nie konkretny osobnik lecz człowiek jako symbol zezwierzęcenia, najgorsza bestia ze wszystkich. Przekupna, egoistyczna, mordująca dla zabawy, nie dla pożywienia. Nie bez powodu autor zestawia swoich bohaterów z dostojnymi, choć niebezpiecznymi wielorybami i niedźwiedziami. Te dwie siły natury w starciu z człowiekiem nie mają najmniejszych szans na przetrwanie, a także zachowanie godności. Wieloryby zostają rozczłonkowane, traktowane jedynie jako surowiec, nie jak żywe istoty. Niedźwiedzie zaś mogą być doskonałym źródłem dodatkowego dochodu. Futra? Nikt już nie dba o futra, jednak małego niedźwiadka można sprzedać do cyrku. Gdy podczas polowania ginie zarówno matka, jak i jeden z myśliwych, kapitan rozkazuje oddać wszystkie pieniądze zarobione dzięki zwierzęciu świeżo upieczonej wdowie. Wszyscy tracą zainteresowanie niedźwiadkiem, który powoli zdycha w klatce – nie przyniesie przecież żadnych zysków. Natury jednak nie da się pokonać, nie da się jej stłamsić. W ostatecznym rachunku to ona wygra. Zawsze.

Korzystając z konfliktu człowiek – natura, McGuire wplątuje swoich czytelników w dysputę niemal filozoficzną, nie szczędząc im rozważań dotyczących moralności, istoty człowieczeństwa, nieśmiertelnej duszy a nawet symboliki snów. Poprzez jednego z harpunników przytacza filozofię Swedenborga, a jego rozważania okazują się mieć niebagatelny wpływ na losy bohaterów. Jednak zagadnieniem najważniejszym okazuje się samo pochodzenie zła, jego głębokie zakorzenienie w istocie ludzkiej. Kim jest człowiek pozbawiony moralności? Jedynie zwierzęciem słuchającym własnych popędów, stawiającym je nad dobro ogólne.


– Nie uznajecie więc żadnego autorytetu? Ni dobra, ni zła ponad wami?
(…)
– Tacy jak wy zadają podobne pytania dla własnej satysfakcji – powiada – Chcą poczuć się bystrzejsi bądź czystsi od innych. A wcale tacy nie są.
– Naprawdę wierzycie, że wszyscy jesteśmy tacy jak wy? Jakże to możliwe? Czy jestem mordercą, jakim wyście się okazali? O to mnie oskarżacie?
– Tylem już widział zabijania, by naszły mnie podejrzenia, że nie ja jeden to robię. Jestem człowiekiem jak każdy inny. Mniej więcej.


Na Wodach Północy McGuire’a to także język. Nie da się pominąć go w recenzji, nie da się o nim zapomnieć. Jest brutalny, wgryza się w nas przez swój chłód i nieprzystępność. Przywodzi na myśl prozę Cormaca McCarthy’ego, choć ten nie epatuje wulgaryzmami z taką siłą, jak McGuire. Łączy ich jednak pewnego rodzaju suchość, całkowity brak upiększania rzeczywistości – pokazują jej twarz w całej krasie, pełną brzydoty i okrucieństwa. Widać na niej wszystkie ślady chorób, które ją trawią. Człowiek jest najgorszą plagą.

Moja ocena: 7,5/10
Za możliwość wypłynięcia na wody północy dziękuję
Autor: Ian McGuire
Tytuł: Na Wodach Północy
Data wydania: 18.04.2017
Tłumaczenie: Bartosz Kurowski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 336