poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Okiem na film "Uciekaj!" ("Get out" 2017)




Rasizm w białych rękawiczkach



Współczesny horror jest, przede wszystkim dla fanów gatunku, ciągłym pasmem rozczarowań. Trudno znaleźć film, który nie tylko straszy, ale także skłania do zastanowienia nad tematami ważkimi, jak chociażby istota zła. Można by pomyśleć, że tu już nic nowego wymyślić się nie da. Wszystko już było – od egzorcyzmów, przez wampiry, kosmitów, zombie i duchy aż po psychopatycznych morderców. Ostatnim pozytywnym zaskoczeniem okazał się obraz Roberta Eggersa, The Witch. Jednak od 2015 nic nie przykuło mojej uwagi, ani nawet nie wywołało lekkiego dreszczyku. Aż do teraz…


piątek, 11 sierpnia 2017

"Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć" Tomasz Kowalski - recenzja

 

Jak ja nie cierpię lekkiej literatury!

Niedawno z większości blogów krzyczały nagłówki zachwalające lekkie, łatwe i przyjemne książki na wakacje. Wiadomo, nie ma sensu się przemęczać, kiedy za oknem 40℃ w cieniu, zwoje mózgowe się przegrzewają, a my jesteśmy w stanie myśleć tylko o kostkach lodu brzęczących w naszej szklaneczce z orzeźwiającym napojem. Ja wychodzę z założenia, że lato to idealna pora na literaturę wymagającą. Gwoli ścisłości – idealna jak każda inna. Pokusiło mnie jednak, by trochę się rozerwać. Oczywiście z miernym rezultatem. Bogowie słowa pisanego skarcili mnie za głupią chęć rozerwania się przy książce.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

"Popiół i czerwień" Pyun Hye-Young - recenzja


Król szczurów


Literatura azjatycka nadal jest dla mnie nieodkrytym lądem – znani i poważani autorzy, jak Mo Yan czy Haruki Murakami, to przecież nie wszystko. Dlatego gdy trafiła do mnie powieść południowokoreańskiej autorki Pyun Hye-Young, wydana przez Kwiaty Orientu, byłam zachwycona możliwością dopisania nowego kraju do mojej literackiej mapy świata.

środa, 2 sierpnia 2017

"Uzdrowiciel" Marek Vadas - recenzja




Wchodzi śmierć do baru...

Mówi się, że napisanie dobrego opowiadania jest dwa, trzy, dziesięć razy trudniejsze, niż stworzenie dobrej powieści. Tkwi w tym ziarnko prawdy. Jak wciągnąć czytelnika, wzbudzić jego uczucia, skłonić do przemyśleń przy jednoczesnym maksymalnym skondensowaniu treści? Udało się to Marianie Enriquez, która kilka miesięcy temu zachwyciła mnie zbiorem To, co utraciłyśmy w ogniu. Od tamtego czasu szukam kolejnego objawienia. Niestety Uzdrowiciel Vadasa się nim nie okazał.