poniedziałek, 25 kwietnia 2016

"Symfonia w bieli" Adriana Lisboa - recenzja



Kręgi na wodzie


Jedna chwila jest w stanie zmienić całe nasze życie, jedno spojrzenie może zaważyć na naszej przyszłości a gest lub jego brak może kosztować dużo więcej, niż się spodziewamy. O tym skrupulatnie przypominają nam pisarze, niesamowicie często biorąc na warsztat te chwile, które budują lub niszczą, druzgoczą, przyprawiają o niemożliwy wręcz ból lub pozwalają zapomnieć i poczuć pełnię szczęścia. Adriana Lisboa, brazylijska autorka do tej pory nieznana polskiemu czytelnikowi, chwyta się tego wyświechtanego i doskonale nam znanego motywu, by przemienić go w coś prawdziwego, bliskiego jak mokry oddech na karku i przerażającego jak przebudzenie w obcym ciele.


Symfonia w bieli to historia trójki bohaterów, choć dwójka z nich – Clarice i Tomás – wiedzą, że w tej opowieści liczy się tylko Maria Inês. Piękna, choć nie w oczywisty sposób, nieokiełznana, całkowite przeciwieństwo starszej Clarice i największe pragnienie Tomasa, który kochał ją tak, jak kochał sztukę, jak kochał pewien obraz Whistlera. Ich losy splatały się i rozplatały, a parne Rio de Janeiro i zaściankowe Jabuticabais od lat przyglądały się wszystkim mrocznym tajemnicom, które na zawsze połączyły tę trójkę. Teraz, po wielu latach i wielu bliznach – bliźnie po cesarce, wyrostku i dwóch bliźniaczych bliznach zostawionych przez nóż introligatorski – Clarice, Maria Inês i Tomás mają znów się spotkać.

Może nic nie miało i nic nie będzie miało rzeczywistego znaczenia. A historia, która zawierała ich wszystkich, była zaledwie małym pęknięciem w ścianie, gryzmołą kredką świecową zrobioną przez małego urwisa.
Jednak było w tym wszystkim coś nieznośnie wielkiego.

Siła Symfonii w bieli tkwi przede wszystkim w bogatych kreacjach bohaterów, bliższych jednak impresjom niż wyraźnym portretom . Lisboa kreśli swoje postaci z wyczuciem iście poetyckim, stwarzając nie tylko psychologiczne podłoże ich zachowań, ale także przestrzeń umożliwiającą im dojrzenie do sytuacji, które zaplanowała dla nich autorka. Na kartach tej niewielkiej powieści czytelnik może zaobserwować dorastanie bohaterów, powolne wzrastanie ich marzeń i planów, które – czego dowiadujemy się już na samym początku – zostały zmiecione jednym, subtelnym ruchem dłoni. To właśnie w tych powrotach do dzieciństwa, w ciągłym rozpamiętywaniu sielankowości, która zawsze miała swoją cenę, zabaw w cieniu rodzinnego domu, kryjącego śpiącą choć groźnie powarkującą przez sen bestię, tkwi najsmutniejsza prawda o dwóch siostrach. A jest ona przez bardzo długi czas niedopowiedziana, ledwie zaznaczona przez autorkę, która przywołując traumy z przeszłości, wzbija się na wyżyny subtelności. 

To właśnie niedopowiedzenia, które pozwalają czytelnikowi na powolne smakowanie lektury, zastanowienie się nad losami trójki bohaterów, autorka przedstawia jako najgorszego wroga sióstr, ich największą tragedię i ostateczną porażkę. W Symfonii w bieli słowa są przywilejem, ich brak zaś wygodą, którą wybierają zarówno główne bohaterki jak i ich rodzice. Nauczone życia w ciszy, przekazywania istotnych myśli jedynie za pomocą spojrzeń, dziewczynki dzielą słowa na bezpieczne i zakazane – te wypowiadane dla podtrzymania obrazu perfekcyjnej rodziny i te, które zatrzymane wewnątrz powoli fermentują i zmieniają się w truciznę.

(…) nieskończoność może umrzeć w jednej chwili, która zamarznie i będzie trwać na zawsze, to jest odwrotna strona nieskończoności, absolutna skończoność. Chwila mogąca zniszczyć wszystkie dokładne chwile swoją dojmującą i tragiczną prawdą. Chwila chwytająca dzieciństwo za kark unieruchamia je przy samej podłodze, wykręcając ręce, i miażdży delikatne płuca, aż ono się udusi.

Bohaterowie Symfonii w bieli są złamani i pozbawieni nadziei, jednak pomimo to kurczowo trzymają się życia, małych rytuałów i spokojnej egzystencji, która nie ma nic wspólnego z prawdziwym spokojem. Cierpią tak, jakby ich rany nadal pozostawały niezagojone, bo pamięć o nich nie jest w stanie się zatrzeć. Lisboa właśnie to poranione, niepełne życie czyni tematem swojej powieści – krótkiej, choć zadziwiająco treściwej, napisanej z wrażliwością poetki, dbałością o każdy szczegół, w przeświadczeniu iż nie istnieją słowa zakazane, a tylko te, których niewypowiedzenie może kosztować życie. 

Moja ocena:

 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Autorka: Adriana Lisboa
Tytuł: Symfonia w bieli 
Data wydania: 29.03.2016 
Wydawnictwo: Rebis 
Liczba stron: 208

6 komentarzy:

  1. Lubię czytać Twoje recenzje:)
    Zachęciłas mnie do przeczytania tej książki, wydaję mi się że ma taki klimat, który bardzo lubię w powieściach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak miło mi to czytać :)
      Nie spodziewałam się po niej aż tylu emocji, poetyckiego piękna - a jednak. Rebis zaczyna wydawać nową serię literatury brazylijskiej i mam zamiar śledzić ją uważnie :)

      Usuń
  2. Bardzo odpowiada mi taka poetycka kreacja postaci, o której piszesz. Zainteresuję się tym tytułem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo niewielkiej objętości książka naprawdę robi ogromne wrażenie, a styl autorki po prostu trzeba smakować:)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Wstrząsająca książka, ale jak kapitalnie napisana, rzadko czyta się takie utwory. Ogromne pozytywne zaskoczenie brazylijską serią Rebisu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę się nie zgodzić :) Piękna, mocna i poetycka. Nie spodziewałam się takiego uderzenia po tej książce. Teraz czekam na "Brodę zalaną krwią".

      Usuń

Zostaw po sobie ślad, za każdy jestem niezmiernie wdzięczna :)
Pamiętaj jednak o netykiecie. Wiadomości niecenzuralne, obelżywe i niezwiązane z tematem będą kasowane bez mrugnięcia okiem. Jeśli chcesz, żebym do Ciebie zajrzała, zostaw swój adres pod komentarzem :)