niedziela, 1 stycznia 2017

Podsumowań nie będzie!


Źródło
Gdzie nie spojrzę widzę podsumowania roku 2016 - ja ledwie zdążyłam go zamknąć. Właściwie jestem przekonana, że gdybym miała zapisać jaką dzisiaj mamy datę, nie uwzględniłabym zmiany roku. Nadal siedzę w tym smutnym, starym 2016 i zmieni się to pewnie za około miesiąc. Dlatego niczego nie podsumowuję, nie liczę przeczytanych książek i stron, nie mówię o najlepszych i najgorszych lekturach. Dziś nie o tym. 

Nie jestem fanką postanowień noworocznych. Będę dbać o siebie, jeść mniej czekolady, nauczę się czegoś nowego i ogólnie będę szczęśliwsza - to właśnie tego typu pierdół unikam. Głównie dlatego, że nadal będę chodzić w workowatych ciuchach i niezbyt dbać o swój wygląd, czekolady nie odstawię, bo jest smaczna, na naukę jestem już za stara (szkoła dawno się skończyła!), a szczęście jest sprawą zbyt relatywną, żebym mogła ot tak szafować określeniem "bardziej szczęśliwa". Każdy czas jest dobry na zmiany. Wystarczy tylko zacisnąć pośladki i mieć całą masę cierpliwości. 

Od jakiegoś czasu myślę o ewolucji mojego czytelniczego gustu, o tym co czytam, a czego unikam jak ognia. Pewne rzeczy się nie zmieniają np. do romansu nie zbliżę się nawet z krzyżem i wodą święconą, jednak inne, jak moje podejście do kryminału, cały czas ewoluują. Czytanie dla samej rozrywki, czytanie zamiast niezbyt mądrego filmu akcji - to wszystko się skończyło. Staram się wybierać książki mądrzej i rozważniej, niż chociażby dwa lata temu. Jednak nadal siedzę w swoim małym literackim światku, który opuszczam bardzo rzadko. Bo przecież nie chcę dostać po tyłku, nie chcę się zawieść. Lepiej trzymać się tego, co już znane, bezpieczne. Otóż nie...

To nie postanowienie noworoczne, to nie wyzwanie na rok 2017. Raczej próba poszerzenia horyzontów, poznania tego, czego unikałam, albo czego nie znałam:

  • Pierwszą książką 2017 roku okazały się Kroniki marsjańskie (nie udało mi się skończyć ich w 2016). Niech więc będą one dobrym znakiem do poznawania utworów z tego nurtu. Nie tylko klasyki, bo przecież Bradbury to nazwisko, które się liczy, ale także fantastyki, science fiction. Raczej nie było mi po drodze z tego typu literaturą, ale to musi się zmienić. Szkoda omijać coś, co jest wartościowe, tylko dlatego, że mówi o podróżach w kosmos czy dalekiej przyszłości. Do nadrobienia: Lem, Dick, Le Guin, Brunner, Gibson.
  • W zeszłym roku zaczęłam odrobinę zmieniać literackie ścieżki, odwiedzać te miejsca na mapie, których wcześniej nie znałam, bądź znałam kiepsko. Pojawiła się tam Nigeria, Katalonia, Węgry, Brazylia, Grecja, Bułgaria, Słowacja. Niektóre blisko, inne niesamowicie daleko. Chciałabym więcej. Jak na razie czeka na mnie Kubański Alejo Carpentier, ale na tym z pewnością się nie skończy.
  • Jeden kraj, z którego książki czytam niezmiernie rzadko, zasługuje na wyróżnienie. To, jak możecie się domyślić, Polska. Wiem, że mamy wielu utalentowanych autorów - ostatnio serce czytelników skradł Małecki, ale mamy przecież także Tokarczuk, Twardocha, Orbitowskiego. Chciałabym poznawać więcej interesujących polskich autorów. Do nadrobienia: Dehnel, Chutnik, Murek, Pilch, Bator.
  • Kolejny plan jest ciut ambitniejszy, zważając na to, że jak na razie przeczytałam tylko jedną książkę w oryginale. Był nią Blue castle L.M. Montgomery. Książka była urocza, a sam koncept czytania w języku angielskim mnie zachwycił. Dlatego mam nadzieję, że w tym roku uda mi się rozpracować chociaż kilka takich książek. Jak na razie na półce czeka Small island Andrei Levy. Oby zachęciła mnie do dalszych prób czytania po angielsku.
  • A na sam koniec coś z zupełnie innej beczki. Chciałabym czytać więcej książek polecanych, zachwalanych, opiewanych przez wielu recenzentów lub mających raczej skromne grono fanów. Oczywiście będę korzystać z Waszych blogów, sugerować się nimi, ale chciałabym, żebyście - wpasowując się w moje upodobania lub wręcz przeciwnie - polecili mi książkę, która wywarła na Was ogromne wrażenie. Zbiorę je wszystkie i wybiorę te, które zostały napisane przez nieznanych mi autorów lub po prostu dalekie moim upodobaniom :)
I to by było na tyle. Tak planuję mój czytelniczy 2017 rok, ale co z tych planów wyjdzie, okaże się dopiero w grudniu :) A jak przedstawiają się Wasze książkowe plany?