środa, 19 października 2016

"Wzburzenie" Philip Roth - recenzja




O złych wyborach i tragicznych skutkach

Krótko, ale treściwie – właśnie tak można powiedzieć o Wzburzeniu Philipa Rotha. Można, choć nie powinno się. Bo kto mógłby być na tyle bezduszny, by za pomocą frazesów mówić o powieści tak dopracowanej, tak zmyślnej, ukazującej kunszt autora, jego wyczucie i znajomość człowieka? O takich powieściach trzeba dyskutować, wałkować je, interpretować i pozwolić, by docierały do każdej komórki w naszym ciele.




Marcus Messner jest synem idealnym – nie pali, nie pije, ciężko pracuje w rodzinnym sklepie, a do tego doskonale się uczy. Czy rodzic mógłby chcieć czegoś więcej? Okazuje się, że tak, choć życzenia ojca Marcusa są nie tyle płonne, co szalone. Mężczyzna w skrajnym lęku o własną pociechę staje się coraz bardziej zaborczy, a wspólne życie czyni niemal niemożliwym przez ciągłe insynuacje dotyczące lekkomyślnych zachowań młodego chłopaka, które w rzeczywistości oczywiście nie mają miejsca. Dlatego Marcus, posądzany o całonocne granie w bilard, postanawia opuścić uczelnię i przenieść się do innego miasta, by tam podjąć naukę. Jednak również jemu nie jest obcy lęk, paniczny strach przed czekającą go przyszłością. Trwa wojna w Korei, a Marcus doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że każdy błąd popełniony na studiach, może zaprowadzić go na front.



Strach przed śmiercią i życiem to dwa wielkie tematy Wzburzenia. Za pomocą historii Marcusa, Roth ukazuje niesamowicie złożone relacje rodzinne, które na pierwszy rzut oka zdają się wręcz pozbawione wszelkich skaz. Im dalej w las, tym więcej tragedii zakrojonych na minimalną dla obserwatora skalę, która przytłacza i powoli wyniszcza bohaterów. Szaleństwo ojca, który do tej pory w każdej sytuacji mógł pochwalić się opanowaniem i zdrowym rozsądkiem, to tylko pierwszy krok do upadku rodziny Messnerów. Drugim jest wyjazd Marcusa do Winesburg, niewielkiego college’u, który okaże się kolebką jego klęski.



Historia opowiedziana z punktu widzenia dziewiętnastoletniego chłopaka jest tylko pozornie prosta, minimalistyczna wręcz, jak samo życie Marcusa, które ogranicza się do nauki, zajęć i pracy w barze studenckim, by wesprzeć rodziców finansowo. Chłopak unika kontaktów z kolegami, nie przystępuje do żadnego bractwa i szybko wyprowadza się z pokoju, w którym czuje się osaczony przez współlokatora. To, czemu czytelnik przygląda się z sympatią i współczuciem, społeczność studencka i władze uczelni postrzegają jako zachowanie anormalne, zagrażające porządkowi panującemu w małym, konserwatywnym college’u. Gdy chłopak przyznaje się przed dziekanem do ateizmu i uwielbienia dla Bertranda Russela przeczuwamy, że nie uniknie kary za inność. Winesburg jest kolejną opresyjną przestrzenią, z której Marcus pragnąłby uciec. Jednak Roth nie pozwala sobie na stronniczość wobec swoich bohaterów, a przede wszystkim na spłaszczanie relacji między nimi. To, co początkowo wydaje nam się zrozumiałe, z czasem nabiera znamion dziwaczności, a może raczej zdziecinnienia. Bo chociaż Marcus jest nad wyraz inteligentny, jego dobrowolne separowanie się od ludzi, ciągłe pokładanie wiary w rodziców (i ich idealne małżeństwo), jest niczym innym jak lękiem przed dorosłym życiem, pełnym wyzwań i kompromisów. Roth słynie z ukazywania destrukcyjnego działania rodziny na jednostkę i również w przypadku Wzburzenia odnajdziemy ten motyw. Nie można jednak powiedzieć, by był on dominujący – to tylko składowa, jedna z części, która pozwala oddać autorowi doskonały portret młodego człowieka walczącego z przyszłością i przeszłością, jednocześnie niemogącego odnaleźć się w teraźniejszości.



Wzburzenie jest dziełem o niesamowitej sile rażenia, niepozornym choć zadziwiająco dokładnym, wyważonym pomimo wściekłości buzującej w narratorze. Aż chciałoby się więcej, choć niepotrzebnie – ta skondensowana dawka Rotha wystarcza aż nadto.  

Moja ocena: 8/10

Za możliwość wzburzenia się z bohaterami powieści dziękuję
  
Autor: Philip Roth
Tytuł: Wzburzenie
Data wydania: wrzesień 2016
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 232