niedziela, 16 października 2016

"Puste niebo" Radek Rak - recenzja

O jednym takim, co rozbił księżyc

Jest mrocznie, bywa słodko, ale tylko po to, by za chwilę przełamać tę słodycz porządną dawką goryczy. Jest czego się bać, jest z czego się śmiać (lub chociażby uśmiechnąć), a nawet przy czym się zaczerwienić. To nie zwykła powieść, nie realizm magiczny, ale baśń z krwi i kości, w której podział na dobrych i złych nie jest tak oczywisty, jak byśmy sobie tego życzyli.


Tołpi wyławia księżyc z Bugu i, jak przystało na wsiowego głupka, postanawia sprezentować go dziewczynie swoich marzeń. Pech, a może jakieś licho chciało jednak, by księżyc – przy współudziale zubożałego czarta – rozbił się na miliony kawałków. Tołpi musi opuścić dom i udać się na wyprawę do wielkiego miasta, by znaleźć kogoś, kto wykona nowy księżyc i umieści go wysoko na niebie. Na swojej drodze napotka jednak przeszkody trudne do ominięcia: komunistów, piękne kobiety i rozwścieczone zakonnice.

Radek Rak zaprasza nas w szaloną podróż do Lublina, którego nie ma. Po części dałam się w nią wciągnąć, jednak jedną nogą pozostałam w ciepłym łóżeczku, twardo trzymając się rzeczywistości. I może dlatego nie rozpływam się w zachwytach, a jedynie uśmiecham na myśl o przyjemnej i niegłupiej lekturze. Jednak pytanie brzmi: dlaczego nie dałam się porwać bez reszty?

Puste niebo to jazda bez trzymanki. I może właśnie ta brawura nie pozwoliła mi do końca wczuć się w historię chłopca, który zniszczył księżyc. Przeskakiwanie z dziwności w dziwność, z jednej przygody w drugą, gdzie nie wiadomo co za chwilę może się wydarzyć, potrzebuje silnego spoiwa, które połączy nie tylko akcję, ale przede wszystkim świat przedstawiony. W Pustym niebie spoiwem okazują się pragnienia Tołpiego rządzone hormonami i prawem przypadku, ale także gry, machlojki i konszachty, których chłopak nie jest w stanie zrozumieć. Każdy sobie rzepkę skrobie, a Lublin nagina się i dostosowuje do tego szaleństwa – otwiera tajemne przejścia, jest schronieniem dla starych duchów i dziwnych stworów, a w końcu pada łupem komunistów. Nie raz odniosłam wrażenie, że to ciut za dużo. Nużyły mnie kolejne niespodzianki, wydłużane jakby na siłę przygody bohaterów – na siłę nie tyle dla zwiększenia objętości, lecz dla frajdy samego autora, który dodawał i dodawał elementy, by spełnić szalony zamysł pomieszczenia w powieści wszystkiego. Szkoda tylko, że ten brawurowy sposób pisania przyćmił to, co Pustym niebie powinno wybrzmieć.

Mowa mianowicie o baśniowej konstrukcji, która narzuca czytelnikowi myśl, że być może Rak postanowił trochę odkurzyć ten gatunek, wyciągnąć go z lamusa i przedstawić nam w formie odrobinę zmienionej. I rzeczywiście, mamy tu bohatera wręcz ulepionego po to, by przemienić się w trakcie podróży, przeciwności losu mające na celu poddanie próbie jego prawość i dobroć serca, mędrców uczących go jak żyć i zachłanną królową, kuszącą i odciągającą go od celu. Wszystko to jest jednak tylko pozorne, sprytnie zagrane, by zmylić czytelnika, sprawić by uwierzył w historię o wielkiej przemianie ze szczęśliwym zakończeniem. Nic bardziej mylnego. Rak sprawnie wykorzystał znane motywy, by zwieść czytelnika, skonfrontować go z tym, co powtarzalne i bezpieczne, a w następnej chwili pozostawić go zdezorientowanego. Świetny zabieg, spektakularnie rozwiązany w naprawdę ciekawym i niespodziewanym zakończeniu.

Na uwagę zasługuje również niesamowicie mroczna atmosfera powieści rodem z baśni braci Grimm. Krew, robactwo, kruki panoszące się po całym Lublinie niczym hitchcockowskie ptaki, podziemia pełne stworów z piekła rodem i sierociniec, w którym żadne dziecko nie chciałoby się znaleźć. Raczej nie sposób się przerazić, choć nie da się ukryć, że takie przedstawienie świata porządnie działa na wyobraźnię. A i to nie wszystko, bo do wszechogarniającego brudu i mroku dołącza jeszcze erotyzm – raz dziki i niebezpieczny, innym razem wręcz liryczny. Nic dziwnego, że Tołpi, chłopiec dorastający, o rozbuchanej fantazji, nie ma zielonego pojęcia, co wybrać: dobro ogółu, czy chwilowe szczęście w objęciach dziewczyny o bujnych, białych piersiach.

Puste niebo, pomimo niedociągnięć, a raczej przegięć, uważam za lekturę wartą uwagi – pomysłową, inteligentną i sprawnie napisaną. Może następnym razem pan Rak powściągnie swoją fantazję i uraczy nas czymś bardziej wyważonym w swoim szaleństwie. 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość odwiedzenia Lublina, którego nie ma, dziękuję 
Autor: Radek Rak
Tytuł: Puste niebo
Data wydania: 16.09.2016
Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 448