Życie w kawałkach
Debiut Ismeta Prcicia właściwie trudno przypisać do jakiejkolwiek kategorii. Czy to autobiografia? Dziennik? Opowiadania? Wszystko po trochu i jeszcze coś na dokładkę. Ten literacki miszmasz zapewne niejednemu poważnie namiesza w głowie, bo Prcić z niesamowitą gracją i szczyptą szaleństwa pisze o losach nastolatka w państwie opanowanym przez wojnę. Nastolatka, który chce pić, czytać i umawiać się z dziewczynami. Jednocześnie jest to zapis z emigracji człowieka, który ledwie wkroczył w dorosłość i niezupełnie radzi sobie zarówno z teraźniejszością jak i przeszłością.
Opowieści Prcicia, wyjątki z jego
dziennika, przetykane są pełną brutalności i zezwierzęcenia historią Mustafy
Nalicia – młodego żołnierza, próbującego odnaleźć się w wojennej
rzeczywistości. Życie Mustafy niebezpiecznie przeplata się z życiem Ismeta, a
niektóre ich doświadczenia są do siebie łudząco podobne.
Odłamki są
utworem (postaram się omijać słowa powieść i autobiografia, choć oba zdają się
być bardzo na miejscu) niesamowicie silnie osadzonym w zupełnie nie znanej nam
rzeczywistości. Rzeczywistości, w której w nocy wychodzisz ze swojego
mieszkania i kierujesz się do piwnicy, trzęsąc się jak w gorączce, bo może tym
razem pocisk trafi właśnie w ten budynek. W której ludzie starają się żyć
normalnie, pracować i uczyć się, choć z ich oczu wyziera przerażenie, ich
twarze są nienaturalnie szare a ciała wychudzone. W rzeczywistości wojennej,
jednocześnie przyjmowanej i nieprzyjmowanej do wiadomości.
- Wojna będzie.(...)
Ojciec zaśmiał się, żując wędzoną
wołowinę, i powiedział, że to tylko takie gadanie, że ludzie nie są aż tak
głupi(...)
Ale nic nie było dobrze.
Ludzie naprawdę okazali się „aż tak
głupi”.
W debiucie Prcicia jest coś z
niedowierzania, z wiecznie rozszerzonych ze zdziwienia oczu. Jak to możliwe, by
emigrant, któremu udało się uciec, przeżyć, odczuwał każdym skrawkiem ciała,
każdą komórką swojego mózgu, wyniszczające skutki wojny? Ismet nie radzi sobie
na emigracji – zapija się, ćpa i rozkłada samego siebie na kawałki, choć nie ma
możliwości poskładać się na nowo. Jest skrzywdzony i samotny, bo nikt do końca
nie rozumie, ile bomb dziennie wybucha w jego umyśle. On sam również tego nie
rozumie. Czuje jednak, że krok w krok chodzi za nim jakiś cień, od którego nie
jest w stanie się uwolnić.
Odłamki nie
są pamiętnikiem emigranta. Nie są zapiskami wojennymi. To wynik terapii nie do
końca zrównoważonego człowieka, próbującego poradzić sobie z natłokiem myśli.
To chaos. „Wszyscy jesteśmy bohaterami naszego bajeru – tak to ujął. – Nie
przejmuj się tym, co prawdziwe, a co nie, bo zwariujesz. Po prostu pisz. Pisz o
wszystkim”. Prcić zastosował się do rady lekarze (prawdziwego lub też nie)
i pisze o każdej rzeczy, która zaprząta jego głowę – o kryzysie w małżeństwie
jego rodziców, pierwszej miłości, wyjeździe do Edynburga, piciu, próbach
samobójczych matki. Nierzadko jednak sam autor daje nam znać, że jego
wspomnienia nie są do końca prawdziwe, że coś zostało w nich zmienione, dodane
lub odjęte. Prcić nie ogranicza swojej wybujałej wyobraźni, pisze o wszystkim.
A my doskonale wiemy, że to wcale nie świadczy o nieprawdziwości opisywanych
wydarzeń. Że w jakichś zakamarkach jego umysłu to rzeczywiście się działo.
Debiut Prcicia posiada niesamowitą moc.
Wciąga i wzrusza, a bardzo często także bawi. Autor ma w sobie coś z
gawędziarza, można to odczuć zwłaszcza w początkowej fazie Odłamków.
Potrafi opowiadać nie tylko o wojnie, ale przede wszystkim o człowieku stojącym
w jej obliczu. O trudzie jaki trzeba włożyć w pogodzenie się z tym, że nie
można o niej zapomnieć.
Moja ocena: 7/10
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu
Autor: Ismet Prcić
Tytuł: Odłamki
Data wydania: 18.03.2015
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 432