poniedziałek, 7 sierpnia 2017

"Popiół i czerwień" Pyun Hye-Young - recenzja


Król szczurów


Literatura azjatycka nadal jest dla mnie nieodkrytym lądem – znani i poważani autorzy, jak Mo Yan czy Haruki Murakami, to przecież nie wszystko. Dlatego gdy trafiła do mnie powieść południowokoreańskiej autorki Pyun Hye-Young, wydana przez Kwiaty Orientu, byłam zachwycona możliwością dopisania nowego kraju do mojej literackiej mapy świata.




Mężczyzna ląduje w państwie bez nazwy – ma rozpocząć tu nowe życie, nową pracę, z dala od byłej żony i kolegów, którzy łatwo znienawidzili go, gdy tylko dowiedzieli się o jego awansie. Jednak sprawy komplikują się już na lotnisku, gdzie inspektorzy zauważają, że mężczyzna jest chory. Panuje zaraza, wirus rozprzestrzenia się w zawrotnym tempie, a lekarstwo jak do tej pory nie zostało znalezione. Wypuszczają go po wstępnych badaniach, lecz gdy tylko dociera do swojego nowego mieszkania, okazuje się, że pracę może podjąć dopiero za dwa tygodnie. Niedługo w jego budynku rozpoczyna się kwarantanna.



Kraj bez nazwy, mężczyzna bez imienia, zaraza, masa śmieci, brud, smród i szczury – wszystko to składa się na niezbyt skomplikowany choć potężny w swojej wymowie obraz rzeczywistości. Czy to świat, który znamy? Może nastąpił jakiś kataklizm lub wojna? Tego się nie dowiemy. Zresztą nie jest to istotne dla samej fabuły, która mogłaby z powodzeniem zostać przeniesiona w znane nam doskonale realia. W Popiele i czerwieni najistotniejszy jest bowiem sam bohater, jego postępowanie, wspomnienia i czekająca go przyszłość.



Kim jest ten tajemniczy mężczyzna? Nikim. Przeciętnym pracownikiem, przeciętnym mężem, człowiekiem wtapiającym się w tłum, choć lubianym. Można z nim wypić, można się pośmiać, jednak przyjaźń nie wchodzi w grę. Dlaczego więc nominowano go do awansu, do prestiżowego wyjazdu? Ponieważ na początku swojej kariery zabił szczura, nie bojąc się krwi ani brudu. Zabił go instynktownie, choć wstydził się tego czynu. Powód może zdawać się okrutnym żartem, jednak doskonale określa charakter naszego bohatera – to mężczyzna gotowy przeżyć za wszelką cenę. Autorka konsekwentnie buduje jego postać na podwalinach „szczurzego zabójstwa”, wciągając go w sytuacje stresowe, skrajne, zmuszając do działania. Z tego nijakiego, nieciekawego człowieka wyłuskuje zwierzę, które bardzo szybko dochodzi do głosu i przejmuje władzę nad delikatnym, skrzywdzonym człowiekiem. Ta dokładność i umiejętność stworzenia spójnej pod względem psychologicznym postaci pokazuje ogromną sprawność literacką autorki i z pewnością stanowi największą zaletą Popiołu i czerwieni.



Powieść ma jednak swoje wady. Prócz raczej przeciętnego, bezpłciowego języka (który w tym utworze miał swoje zastosowanie, przez co mogę go usprawiedliwić), największym mankamentem Popiołu i czerwieni okazuje się przewidywalność fabuły. Po utworze nazwanym literackim Escherem spodziewałam się czegoś więcej – być może nie absurdu na miarę Kafki, ale choćby cienia obiecanej zagadki, która spowodowałaby lekkie, leciuteńkie zagięcie umysłu. Cóż, po raz kolejny przekonałam się, by nie wierzyć okładkowym rekomendacjom. W powieści Pyun Hyue-Young brak misterności, brak nielinearności. Bo pomimo częstych reminiscencji, bohater przemieszcza się z punktu A do punktu B, najpierw jest pośrodku drabiny społecznej, później spada na sam jej dół. Tak prosty zabieg nie jest w stanie zagiąć wymagającego czytelnika, który potrafi znacznie wybiegać myślą do przodu. Nie było jazdy bez trzymanki, nie było zaskoczeń ani gonitwy myśli. Szkoda.



Czy mogę powiedzieć, że Popiół i czerwień to arcydzieło? Z całą pewnością nie – nie nadużywam tego słowa. Jednak jest to powieść dobra, ciekawa i, pomimo nieskomplikowanej fabuły, zmuszająca do myślenia Warto, chociażby dla samej postaci tajemniczego mężczyzny, króla szczurów, cierpliwego łowcy zrodzonego ze spokojnego, wyalienowanego szeregowego pracownika. 

Moja ocena: 6/10

 Autorka: Pyun Hye-Young
Tytuł: Popiół i czerwień
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Data wydania: 02.11.2016
Liczba stron: 208

14 komentarzy:

  1. Kwiaty Orientu już od dłuższego czasu zajmują się promowaniem literatury koreańskiej na polskim rynku wydawniczym. Chwała za to tej oficynie, chociaż będąc obiektywnym, przyznaję, że spotkałem się z zarzutami dotyczącymi kiepskiej redakcji.

    A co do recenzowanego tytułu to początkowe założenia sprawiają b. dobre wrażenie - ten Jedermann mocno kojarzy się ze wspomnianym przez Ciebie Kafką. Szkoda, że autorka nie wykorzystała w pełni potencjału drzemiącego w sylwetce głównego bohatera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - chwała im za to, bo niestety potrzeba albo ogólnego rozgłosu (Murakami), albo Nobla (Mo Yan), albo niecodziennej sytuacji, którą łatwo sprzedać (Bandi), by w naszym kraju znaleźć na półkach księgarni literaturę Azjatycką. Niestety nie mam porównania, bo oryginału nie znam i nie poznam, ale wydaje mi się, że chociażby ubogi, momentami nieporadny język może być winą złego tłumaczenia, a nie samej autorki. Jednak po lekturze jednej książki Kwiatów Orientu nie będę wyrokować.

      Może mamy tu do czynienia z typowym zderzeniem oczekiwań z rzeczywistością - dlatego odebrałam tę powieść raczej chłodno. Jednak, jak napisałam, dla samej kreacji bohatera warto poznać "Popiół i czerwień". Bo chociaż mężczyzna nie jest Józefem K., to jednak spełnia założenia everymana: możemy przyrównać jego postać do ogółu. I nie jest to przyjemna diagnoza społeczeństwa.

      Usuń
  2. Rzadko kiedy zwracam uwagę na okładkę, a ta zainteresowała mnie do tego niebanalna i intrygująca treść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, jest ciekawa :). Choć bardziej skupia się na samej zarazie, niż na tym, co najważniejsze w książce.

      Usuń
  3. Literatura azjatycka to również dla mnie teren prawie nieznany. Na palcach jednej ręki mogę policzyć książki pisane przez autorów z Azji. W związku z tym czuję się zainteresowana tą powieścią, mimo że nie jest arcydziełem i brak jej skomplikowania oraz tego słynnego "czegoś" wyróżniającego na tle podobnych historii. Postaram się podejść do książki z odpowiednim nastawieniem, więc nie powinnam się rozczarować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stanowczo zbyt rzadko sięgamy po literaturę z kręgów nieanglojęzycznych - do tego doszłyśmy już dawno temu. I co z tym robimy?! Nic :P. Muszę wreszcie porządnie się zmobilizować i zacząć grzebać w tych tematach, żeby trochę poszerzyć sobie horyzonty, ale mam wrażenie, że czasu mi na to nie starczy;).
      Polecam, polecam - chociaż nie jest to powieść wybitna, stanowi dobrą rozrywkę. A przy okazji zmusza do zastanowienia nad ludzką naturą. Więc nie jest to głupi utwór, o którym zapomina się od razu po odłożeniu książki na półkę :).

      Usuń
    2. No nie powiedziałabym, że Ty nic nie robisz w kierunku zmiany przyzwyczajeń. To ja nic nie robię, bo na obietnicach się u mnie zawsze kończy. Wydaje mi się, że do nas dociera tak maleńki skrawek książek innych niż z USA i Wielkiej Brytanii, że nie mają szans się przebić. Z kolei rozumiem, że wydawnictwa nie kwapią się do publikowania takich książek, bo one się nie sprzedają. I koło się zamyka :( Dla mnie Twój blog jest bardzo pomocny i już złapałam się na myśli, że jak przychodzi mi do głowy publikacja np. z Książkowych Klimatów to najpierw sprawdzam czy już czytałaś :D
      I o to właśnie chodzi. Nie wszystkie powieści muszą odciskać piętno na umyśle czytelnika, ale ważne, żeby po przeczytaniu chciało się poświęcić chwilę na refleksję :)

      Usuń
    3. Serio, cały czas czuję, że robię za mało. Biegam po ciekawych blogach, widzę książki z różnych zakątków świata, które chciałabym przeczytać i nie mam czasu!
      Masz rację, dlatego bardzo się cieszę, że takie wydawnictwo jak Kwiaty Orientu działa, by chociaż trochę przybliżyć nam literaturę azjatycką. Z kolei Książkowe Klimaty pokazują nam tę bliższą, choć nadal nieznaną prozę.
      Bardzo mi miło, że tak mówisz :). Staram się, żeby tych książek było jak najwięcej, żeby może jedną lub dwie osoby zachęcić do czytania tego, co odbiega od mainstreamu :).

      Usuń
    4. Z perspektywy postronnego obserwatora wygląda na to, że jednak czytasz książki inne niż pisane w oryginale po angielsku, więc nie rób sobie wyrzutów :) Mam wielostronicową listę ciekawych powieści i reportaży do poznania, ale mam świadomość, że będę musiała dokonać selekcji, bo niestety wszystkiego nie da rady ogarnąć.

      Tak, Kwiaty Orientu są super, mam od nich kilka książek, głównie nieprzeczytanych jeszcze, ale z tych, które znam, polecam "Zaopiekuj się moją mamą". Czytałam też "Smak języka" wydany przez Łyński kamień i również polecam

      http://dosiakksiazkowo.blogspot.com/2011/05/smak-jezyka-historia-pewnej-zemsty-jo.html
      http://dosiakksiazkowo.blogspot.com/2011/07/zaopiekuj-sie-moja-mama-shin-kyung-sook.html

      Wrzuciłam linki do recenzji, ale nie sugeruj się oceną, 6 lat temu byłam mniej wymagająca, chociaż wiem, że to wciąż dobre książki :)

      Usuń
    5. Hmm, no to fajnie, że postronny obserwator może tak sobie pomyśleć :). Ale wolałabym mieć też spokój ducha ;). ech, domyślam się, że ta lista Cię uwiera jak kamień w bucie. Bo tyle tego, a czasu brak i są jeszcze inne obowiązki. Dlatego przestałam robić listy!

      O, to może w najbliższym czasie sięgniesz po jakąś? Skoro już masz coś w domu ;) Matko i córko! 6/6? :P No to dopiero rzadki widok na Twoim blogu. Oj widać, że to kupę czasu temu było oceniane. Jestem ciekawa, jak teraz odebrałabyś te książki :).

      Usuń
  4. Mimo wad z chęcią książkę przeczytam - everyman, z którego następnie wychodzi zwierzę to bardzo ciekawa konstrukcja postaci i dla niej samej po książkę sięgnę, choć raczej nie w najbliższej przyszłości. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - zwłaszcza, że autorka bardzo ładnie miesza nam przeszłość z teraźniejszością i pozwala na całościowe spojrzenie na tego bohatera. Chociaż powieść ma wady, ja nie żałuję lektury. A to już coś ;).

      Usuń
  5. Ja bym przeczytała, ale skoro kraj, w którym dzieje się akcja, nie został nawet nazwany, nie będę marnowała czasu. :) Przeciętny język to może wina tłumacza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kraj nienazwany tak samo jak mężczyzna, ale to naprawdę dobry zabieg ze strony autorki. Ani miejsca wyjścia, ani wejścia nie znamy. To może być obojętnie jaki zakątek na ziemi :).
      Masz rację, też nad tym myślałam, ale niestety tego nie zweryfikuję. Choć, jak pisał Ambrose wyżej, wydawnictwo zbiera negatywne opinie w kwestii redakcji.

      Usuń

Zostaw po sobie ślad, za każdy jestem niezmiernie wdzięczna :)
Pamiętaj jednak o netykiecie. Wiadomości niecenzuralne, obelżywe i niezwiązane z tematem będą kasowane bez mrugnięcia okiem. Jeśli chcesz, żebym do Ciebie zajrzała, zostaw swój adres pod komentarzem :)