piątek, 16 czerwca 2017

"Palinka. Prozy z Banatu" Matěj Hořava - recenzja


W zawieszeniu

 

Palinka to mocny alkohol produkowany z owoców. Jest jak brandy, pali w przełyku i rozlewa się przyjemnym ciepłem po całym ciele. Spożyta w zbyt dużych ilościach może powodować zawroty głowy, w zależności od humoru smutek lub głupawą radość. W najgorszym wypadku – powrót bolesnych wspomnień.



Kim jest Matěj Hořava? Uciekinierem. Człowiekiem, który ukrywa przed czytelnikiem swoje prawdziwe imię, lecz nie potrafi skryć gorzkich wspomnień, które wracają do niego pomimo dystansu mierzonego w kilometrach i latach, pomimo sielskiej atmosfery malutkiej rumuńskiej wioski. Pomimo zgliszczy spalonych mostów.


Palinkę trzeba smakować powoli, potrzymać chwilę na języku i dopiero wtedy przełknąć. Wyobraźcie sobie jednak smakowanie wódki, płonącej na podniebieniu, wgryzającej się w kubki smakowe. To bolesne, odpychające doświadczenie, które z czasem jednak upaja. A rano powoduje ból głowy i nudności. Proza Hořavy nie należy do najprzyjemniejszych – to utwory w których zaczytujemy się nie dla rozrywki, lecz dla bólu i smutku, który panoszy się niemalże w każdym zdaniu, każdym słowie. Chociaż nie brak w nich sielskości banackiej wioski, spokoju życia z dala od miejskiego szumu, niejako poza czasem, obrazy te są jedynie kilkoma beztroskimi nutami w melancholijnej piosence śpiewanej przez autora. Jednak czasem nawet one zdają się fałszywe, bo przecież w miejscu tak cichym i spokojnym, nie da się naprawdę uciec.

Bardzo trudno ukryć tu żal; bardzo trudno ukryć tu radość; wszystko trudno tu ukryć: w tym kwadracie otoczonym nieprzeniknioną barierą śniegu; w tym maleńkim kwadracie na pograniczu Rumunii i Serbii, na tych pagórkach;


To sama ucieczka zdaje się być życiowym celem mężczyzny. Znalezienie idealnej kryjówki jest bowiem równie niemożliwe, jak zapomnienie o życiu, które dawno już minęło. Minęło, ale jednak cały czas pojawia się w drobnych sygnałach, śladach, których nie sposób nie zauważyć. W zapachu rozkwitających robinii, w pojedynczym słowie, które samo, nachalnie rzuciło mu się w oczy, w dźwiękach melodyki. Ta przeszłość, zrośnięta z nim niczym syjamski bliźniak, wkrada się w jego teraźniejszość na własnych warunkach, wchłaniając wszystko to, co dobre, uspokajające, powodujące zapomnienie. W  słowach Hořavy  widoczny jest nie smutek, lecz czarna rozpacz. Rozpacz człowieka uwięzionego w czyśćcu, w przedsionku, w którym wspomnienia przeszłego życia są bardziej namacalne od dnia dzisiejszego, od istnienia w zawieszeniu, z którego ktoś musi go wreszcie pociągnąć w jedną lub drugą stronę. U Hořavy jednak nikt nie przybywa na ratunek.

Ale ja siedzę tu w samotnym, ciemnym pokoju (zamknąłem błękitne okiennice; odseparowałem się nimi jeszcze bardziej od świata); siedzę ze ścianami, na których nigdy nie spoczęły i nie spoczną Twoje oczy; siedzę i patrzę: patrzę na zdjęcia nieznajomych twarzy o znajomych rysach i czuję w ustach smak kwiatów koniczyny i jasnoty…


Palinka to skondensowany, odurzający zbiór opowieści wygnańca z własnej woli. I chociaż przemawia do mnie wydźwięk historii, jej bolesne, melancholijne nuty, nie zabrakło w nich także zgrzytów, dysonansów, które psuły mi przyjemność obcowania z literaturą naprawdę wysokich lotów. Fałszywą nutą okazał się styl autora, pełen powtórzeń, które w wielu sytuacjach destrukcyjnie wpływały na misternie utkany nastrój gorzkiej zadumy. Podobnie było zresztą z nachalnie pojawiającymi się nawiasami, wtrącającymi nowe tony do opowieści – czasem wprawnie, czasem chaotycznie. Trudno przejść obok nich, nie zwracając uwagi na zakłóconą harmonię zdania. A szkoda, bo Hořava pawie, prawie zdołał mnie upić swoją Palinką

Moja ocena: 7/10

Za lekki literacki haj, dziękuję
 
Autor: Matěj Hořava
Tytuł: Palinka. Prozy z Banatu
Data wydania: 15.05.2017
Tłumaczenie: Anna Radwan-Żbikowska
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Liczba stron: 188