czwartek, 1 grudnia 2016

"Gra Geralda" Stephen King - recenzja





Zabawy tylko dla dorosłych 


Każda pora jest dobra na Kinga – zwłaszcza, gdy za oknem jest niezbyt ciekawie, pada deszcz, a czasem nawet śnieży. Dlatego postanowiłam sięgnąć po zalegającą na półce od niepamiętnych czasów Grę Geralda, usiąść wygodnie w fotelu z zapasem ciepłej herbatki i rozkoszować się lekturą. Niestety nie wyszło tak rozkosznie, jak się spodziewałam.




Małżeństwa z długim stażem muszą jakoś urozmaicać sobie życie seksualne, by nie dać się zjeść rutynie. Jednak Jessie nie jest zbyt zadowolona z zabaw, które tak bardzo podniecają jej męża. Przykuta do łóżka w domku letniskowym myśli tylko o tym, by jej grubawy, głupio uśmiechnięty mąż wreszcie ją uwolnił. Cała ochota na figlowanie odeszła w zapomnienie. Jednak Gerald wcale nie ma zamiaru jej wypuścić. Myśli, że to gra. A może doskonale wie, że Jessie wcale nie ma ochoty na seks? Zbliża się do niej i wiemy, że nie ma dobrych zamiarów. Jest panem sytuacji. Co może mu zrobić unieruchomiona kobieta? Chwilę później Gerald leży na podłodze. Martwy.



Jedna kobieta, wiele samotnych godzin, panika i próba uwolnienia się – czy w takiej powieści coś może się dziać? Wychodzi na to, że tak, choć niestety King odrobinę przesadził z typowym dla siebie wodolejstwem i popsuł książkę, która mogła być znacznie lepsza. Bo ile możemy czytać o wyginaniu się tak, by dosięgnąć szklanki wody? Autor uważał, że jego czytelnik wytrzyma wszystko i trochę się jednak pomylił. Choć ja spodziewałam się przydługich opisów i raczej powolnej akcji, to dla kogoś, kto dopiero zaczyna znajomość z twórczością Króla, Gra Geralda może być wręcz nieznośnym doświadczeniem.



Jednak jedno trzeba Kingowi przyznać – Pomysłowy to jego drugie imię. Prawdopodobnie każde z nas może wyobrazić sobie krótkie opowiadanie, w którym na podłodze leży trup, a kobieta przykuta do łóżka zastanawia się, jak wykręcić się z tej kabały. Tekst na góra pięćdziesiąt stron. Otóż nie, mówi nam autor, i rozwleka swój pomysł na ponad trzysta pięćdziesiąt. Gdyby odjąć od tego dłużyzny i tak mielibyśmy przyzwoitą powieść, która wcale by nas nie wynudziła. King stworzył bowiem całkiem wciągającą fabułę, która nie opiera się tylko na wydarzeniach w domku letniskowym. Wraz z Jessie cofamy się w czasie do lat jej młodości, do dnia, w którym zgasło słońce. Traumatyczne wydarzenie z przeszłości determinuje zachowania bohaterki, jej życiowe wybory, a także niejako rozdziela jej jaźń na kilka części. Dlatego śledząc poczynania Jess jesteśmy świadkami rozmów z kilkoma aspektami jej osobowości, które przybierają głosy różnych osób: przyjaciółki z czasów studenckich, małej Jess czy Dobrej Żony, tchórzliwego głosu rozsądku. W ten oto sposób King poradził sobie z problemem samotności głównej bohaterki, a zrobił to w sposób mistrzowski, pozwalając czytelnikowi kibicować nie tylko przykutej do łóżka Jess, ale także jej wewnętrznym głosom.



Nie mogę powiedzieć, by do końca przekonało mnie psychologiczne umotywowanie działań bohaterki i znaczenie traumy nie tyle na jej życie, co na przykrą sytuację, w której się znalazła. Jednak muszę oddać Kingowi sprawiedliwość – potrafi przekonująco opowiadać o tym, co straszne. Czytając o dniu w którym zgasło słońce czułam ciarki obrzydzenia, choć przecież spodziewałam się takiego rozwiązania. Nic jednak nie jest w stanie przygotować na tak plastyczny opis tragedii dziecka. Autor oczywiście na tym nie kończy. Widzimy Jess powoli popadającą w obłęd, zastanawiamy się, co jest prawdą a co tylko przywidzeniem, a od czasu do czasu słyszymy mokre mlaskanie i kłapanie – tak, zgadliście, to pies zajada ciało Geralda.  Brawo panie King, znowu udało się panu mnie przerazić.



Chociaż Gra Geralda ma sporo mankamentów, a wiele z nich dałoby się wyeliminować zdecydowaną pracą redaktorską, po raz kolejny dałam się porwać Kingowi i jego chorej wyobraźni. I jednego jestem teraz pewna – żadnych kajdanek w mojej sypialni!

PS zwykle nie zamieszczam w recenzji oceny wydania czy pracy edytora i korektora, ale tym razem nie jestem w stanie się powstrzymać. Skoro już pierwszym zdaniu widzimy błąd, to wiemy, że coś jest nie tak. I przykro mi to stwierdzić, ale korektor najwyraźniej nie wie, że nie piszemy razem z imiesłowami przymiotnikowymi - w całej powieści aż roi się od błędów tego typu. Jednak nie to powaliło mnie na kolana. Sądziłam, że tylko dzieci mylą krokiety z krykietem, ale wychodzi na to, że jednak nie.
Edit: Jak poinformował mnie pewien przemiły Anonim, krokiet jest grą. I kiedy zostało mi to wypomniane, uświadomiłam sobie, iż rzeczywiście - a w co niby grano w Alicji w Krainie Czarów? Tak więc bardzo dziękuję za upomnienie. Zapamiętam sobie, żeby w kwestii gier dla klasy wyższej, zawsze zaczerpnąć wiedzy z zewnątrz, zamiast polegać na swoim biednym wykształceniu.

Moja ocena: 5,5/10

Autor: Stephen King
Tytuł: Gra Geralda
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Albatros