Zabawy tylko dla dorosłych
Każda pora jest dobra na Kinga – zwłaszcza, gdy za oknem jest niezbyt ciekawie, pada deszcz, a czasem nawet śnieży. Dlatego postanowiłam sięgnąć po zalegającą na półce od niepamiętnych czasów Grę Geralda, usiąść wygodnie w fotelu z zapasem ciepłej herbatki i rozkoszować się lekturą. Niestety nie wyszło tak rozkosznie, jak się spodziewałam.
Małżeństwa z długim stażem muszą jakoś
urozmaicać sobie życie seksualne, by nie dać się zjeść rutynie. Jednak Jessie
nie jest zbyt zadowolona z zabaw, które tak bardzo podniecają jej męża.
Przykuta do łóżka w domku letniskowym myśli tylko o tym, by jej grubawy, głupio
uśmiechnięty mąż wreszcie ją uwolnił. Cała ochota na figlowanie odeszła w zapomnienie.
Jednak Gerald wcale nie ma zamiaru jej wypuścić. Myśli, że to gra. A może
doskonale wie, że Jessie wcale nie ma ochoty na seks? Zbliża się do niej i wiemy, że nie ma dobrych zamiarów. Jest panem sytuacji. Co może mu zrobić
unieruchomiona kobieta? Chwilę później Gerald leży na podłodze. Martwy.
Jedna kobieta, wiele samotnych godzin,
panika i próba uwolnienia się – czy w takiej powieści coś może się dziać?
Wychodzi na to, że tak, choć niestety King odrobinę przesadził z typowym dla
siebie wodolejstwem i popsuł książkę, która mogła być znacznie lepsza. Bo ile
możemy czytać o wyginaniu się tak, by dosięgnąć szklanki wody? Autor uważał, że
jego czytelnik wytrzyma wszystko i trochę się jednak pomylił. Choć ja
spodziewałam się przydługich opisów i raczej powolnej akcji, to dla kogoś, kto
dopiero zaczyna znajomość z twórczością Króla, Gra Geralda może być wręcz nieznośnym doświadczeniem.
Jednak jedno trzeba Kingowi przyznać – Pomysłowy
to jego drugie imię. Prawdopodobnie każde z nas może wyobrazić sobie krótkie
opowiadanie, w którym na podłodze leży trup, a kobieta przykuta do łóżka
zastanawia się, jak wykręcić się z tej kabały. Tekst na góra pięćdziesiąt
stron. Otóż nie, mówi nam autor, i rozwleka swój pomysł na ponad trzysta
pięćdziesiąt. Gdyby odjąć od tego dłużyzny i tak mielibyśmy przyzwoitą powieść,
która wcale by nas nie wynudziła. King stworzył bowiem całkiem wciągającą
fabułę, która nie opiera się tylko na wydarzeniach w domku letniskowym. Wraz z
Jessie cofamy się w czasie do lat jej młodości, do dnia, w którym zgasło
słońce. Traumatyczne wydarzenie z przeszłości determinuje zachowania bohaterki,
jej życiowe wybory, a także niejako rozdziela jej jaźń na kilka części. Dlatego
śledząc poczynania Jess jesteśmy świadkami rozmów z kilkoma aspektami jej
osobowości, które przybierają głosy różnych osób: przyjaciółki z czasów
studenckich, małej Jess czy Dobrej Żony, tchórzliwego głosu rozsądku. W ten oto
sposób King poradził sobie z problemem samotności głównej bohaterki, a zrobił
to w sposób mistrzowski, pozwalając czytelnikowi kibicować nie tylko przykutej
do łóżka Jess, ale także jej wewnętrznym głosom.
Nie mogę powiedzieć, by do końca
przekonało mnie psychologiczne umotywowanie działań bohaterki i znaczenie
traumy nie tyle na jej życie, co na przykrą sytuację, w której się znalazła.
Jednak muszę oddać Kingowi sprawiedliwość – potrafi przekonująco opowiadać o
tym, co straszne. Czytając o dniu w którym zgasło słońce czułam ciarki
obrzydzenia, choć przecież spodziewałam się takiego rozwiązania. Nic jednak nie
jest w stanie przygotować na tak plastyczny opis tragedii dziecka. Autor oczywiście
na tym nie kończy. Widzimy Jess powoli popadającą w obłęd, zastanawiamy się, co
jest prawdą a co tylko przywidzeniem, a od czasu do czasu słyszymy mokre
mlaskanie i kłapanie – tak, zgadliście, to pies zajada ciało Geralda. Brawo panie King, znowu udało się panu mnie
przerazić.
Chociaż Gra Geralda ma sporo mankamentów, a wiele z nich dałoby się
wyeliminować zdecydowaną pracą redaktorską, po raz kolejny dałam się porwać
Kingowi i jego chorej wyobraźni. I jednego jestem teraz pewna – żadnych kajdanek
w mojej sypialni!
PS zwykle nie zamieszczam w recenzji oceny wydania czy pracy edytora i korektora, ale tym razem nie jestem w stanie się powstrzymać. Skoro już pierwszym zdaniu widzimy błąd, to wiemy, że coś jest nie tak. I przykro mi to stwierdzić, ale korektor najwyraźniej nie wie, że nie piszemy razem z imiesłowami przymiotnikowymi - w całej powieści aż roi się od błędów tego typu. Jednak nie to powaliło mnie na kolana. Sądziłam, że tylko dzieci mylą krokiety z krykietem, ale wychodzi na to, że jednak nie.
Edit: Jak poinformował mnie pewien przemiły Anonim, krokiet jest grą. I kiedy zostało mi to wypomniane, uświadomiłam sobie, iż rzeczywiście - a w co niby grano w Alicji w Krainie Czarów? Tak więc bardzo dziękuję za upomnienie. Zapamiętam sobie, żeby w kwestii gier dla klasy wyższej, zawsze zaczerpnąć wiedzy z zewnątrz, zamiast polegać na swoim biednym wykształceniu.
Edit: Jak poinformował mnie pewien przemiły Anonim, krokiet jest grą. I kiedy zostało mi to wypomniane, uświadomiłam sobie, iż rzeczywiście - a w co niby grano w Alicji w Krainie Czarów? Tak więc bardzo dziękuję za upomnienie. Zapamiętam sobie, żeby w kwestii gier dla klasy wyższej, zawsze zaczerpnąć wiedzy z zewnątrz, zamiast polegać na swoim biednym wykształceniu.
Moja ocena: 5,5/10
Autor: Stephen King
Tytuł: Gra Geralda
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Albatros