Musimy porozmawiać o macierzyństwie
Czy powieść o feministce wegetariance, która rok temu urodziła dziecko i nadal nie może pozbierać się z poporodowej depresji, może być dobra? Czy historia dziewczyny opuszczonej przez matkę, poszukującej przyjaźni i wzorca, które mogą uratować ją przed autodestrukcją, może rozczulić, rozbawić, skłonić do refleksji? O tak, z całą pewnością.
Synek Ari przyszedł na świat już rok
temu, a jej nadal trudno jest myśleć o nim inaczej niż ‘dziecko’. Przecież to
dziecko ma imię. Walker, jej mały przystojniak, największa miłość i największe
utrapienie. Istota, za którą jest odpowiedzialna, którą karmi samą sobą – krew z
jej krwi. Jednak utrapienie nieprzespanych nocy, bólu i zapomnienia o własnych
potrzebach nie pozwala jej wyrwać się z depresji, którą podsyca jeszcze myśl o
niechcianej cesarce: rozerwaniu na pół jej własnego ciała, by wyciągnąć z niego
małe, ledwo ukształtowane życie. Być może znajomość z ciężarną artystką, która wprowadziła
się do domu przyjaciół Ari, pozwoli jej zaczerpnąć tchu i wrócić do
normalności...
To świetny chłopak, mały równiacha. Ale
jednak dziecko, a od dzieci lepsi są nawet opresyjni faszystowscy, łajdaccy,
narcystyczni dyktatorzy.
Po powieści Elisy Albert spodziewałam
się spojrzenia na skomplikowaną sztukę kochania własnego dziecka, na trudy
macierzyństwa, na depresję i próbę radzenia sobie z własną, skomplikowaną
psychiką. Podświadomie przyrównałam ją do Musimy porozmawiać o Kevinie jeszcze
zanim zaczęłam ją czytać. To była wielka pomyłka, bo Od urodzenia w
niczym nie przypomina subtelnej, symbolicznej i przerażającej książki Lionel
Shriver. Jest głośna, prowokacyjna, czasem wulgarna a czasem poetycka, zabawna
i jednocześnie śmiertelnie poważna, ale przede wszystkim mądra, nawet jeśli nie
zgodzicie się nawet z połową przekonań Ari. Znajdziecie w niej dużo więcej, niż
tylko depresję i macierzyństwo, choć to główne zagadnienia tej powieści. Albert
z powodzeniem łączy wątki, mówiąc o przeszłości bohaterki, jej problemach z
akceptacją siebie i odnalezieniem wzorca, który mógłby zastąpić jej matkę,
umierającą i wredną od kiedy Ari tylko sięga pamięcią. O przyjaźni, która
często nie ma nic wspólnego z prawdziwym uczuciem, a jedynie z próbą
poskładania własnego życia, rozpadającego się w samotności. Ale przede
wszystkim o kobiecie – jej ciele i naturze, jej prawach, obowiązkach,
skłonnościach i psychice. O medycynie, która za wszelką cenę pragnie zrobić z
niej żywy inkubator, wypleniając nie tylko naturalny poród, ale także naturalne
karmienie. O ludziach, którzy z niesmakiem spoglądają na nią, gdy wyciąga
pierś, choć z przyjemnością patrzą na inne obrzydlistwa każdego dnia.
Co za nawiedzona wariatka, zapewnia
swojemu dziecku normalne, zdrowe, ssacze dzieciństwo. Tryskająca zdrowiem
kobieta ośmiela się używać swojego ciała zgodnie z jego biologicznym
przeznaczeniem i naturalną funkcją? Ohyda! Podczas gdy powinna kupować od międzynarodowej
korporacji dużo gorszy produkt przeznaczony do tego samego celu. To po prostu
nieamerykańskie. I jeszcze robi to na oczach takiego intelektualisty jak ty?!
Zwiążcie ją i, KURWA, PODPALCIE.
Walka z systemem, z mężczyznami a także
z innymi kobietami, to feminizm o którym pisze Albert. Ari jest nie tylko
przeciwniczką modyfikowanej żywności, cesarskich cięć i medycyny, która powoli
wypiera to, co wpisane jest w ludzka naturę. Wyśmiewa kobiety, które, pod
przykrywką prawa do decydowania o własnym ciele, godzą się na rozwiązania podane odgórnie przez
lekarzy i koncerny. Krytykuje pruderyjną klasę średnią, która traktuje kobiecą
pierś i ssące niemowlę jak temat tabu, choć Internet jest dla nich wiecznie
eksplorowaną ziemią prawdziwego obrzydlistwa. Autorka się nie patyczkuje, klnie
i krzyczy tak głośno, aż będzie miała pewność, że została usłyszana. Kpi, a ta
kpina czasem tnie jak brzytwa, czasem zaś rozbawia jak dobry żart. Wyważa
drzwi, wybija okna i mówi głośno o depresji, miłości i jej braku. A robi to z
zadziwiającą błyskotliwością, wypunktowując ludzkie słabostki i wgryza się w
kobiecą psychikę. Powieść pełna jest soczystych kurw, myślenia o ćpaniu
i pieprzeniu, o fantazjach i dzikiej przeszłości, więc delikatniejsze jednostki
powinny dwa razy zastanowić się, zanim przeczytają Od urodzenia. To wyrazisty, ekspresywny, pełen wykrzyknień język, który jednych może przestraszyć,
dla inny zaś być prawdziwą gratką.
Od urodzenia jest
powieścią prowokacyjną, ale czy potrzeba nam spokojnych, łagodnych książek o depresji
i trudach macierzyństwa? Elisa Albert krzyczy, ale dzięki temu dużo łatwiej ją
usłyszeć, a może nawet zrozumieć. Robi to w sposób pełen gracji, humoru i
ironii, w duchu zrozumienia dla kobiecej natury. Z całą pewnością warto poznać
ten punkt widzenia.
Moja ocena:
Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Autorka: Elisa Albert
Tytuł: Od urodzenia
Data wydania: 15.03.2016
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 272
depresja poporodowa to trudny temat. Być moze ten prowokacyjny styl pisania przyciągnie wiekszą ilość czytelnikow i wywoła u nich refleksje nad tym tematem. Sama z checią przeczytam.
OdpowiedzUsuńTemat owszem trudny, ale pisarze powinni przecież mierzyć się z takimi problemami. Albert się udało - napisała powieść nietuzinkową, która z pewnością wielu się spodoba i skłoni do refleksji. Mam nadzieję, że Tobie również uda się po nią sięgnąć i, że nie będziesz żałować :)
UsuńPierwszy raz słyszę o tej książce, a wielka szkoda, bo wydaje się być całkiem ciekawa. Może kiedyś zdecyduję się na sięgnięcie po nią :)
OdpowiedzUsuńJa trafiłam na nią tylko dzięki własnej ciekawości - przeglądaniu zapowiedzi wydawnictw i czytaniu opisów :) Widocznie Wydawnictwo Kobiece zajęło się promocją innych tytułów, a szkoda, bo ten ma w sobie potencjał. Jeśli znajdziesz trochę wolnego czasu, polecam :)
UsuńWażny i bardzo trudny temat to coś co zawsze do mnie przemawia,więc z wielką chęcią,gdyby tylko jakoś udało mi się na nią trafić,przeczytałabym tę książkę :) Pozdrowienia :)
OdpowiedzUsuńZe mną jest tak samo. Często jest to straszna pułapka, bo trudny temat nie wystarczy, żeby książka była dobra. Ale w tym wypadku udało się dostać i jedno, i drugie :) Przeczytaj, przeczytaj - jestem ciekawa opinii innych blogerek na jej temat.
UsuńPozdrawiam:)
Temat jest dla mnie dość kontrowersyjny, ale dla tej mądrości, o której piszesz, z chęcią przeczytam. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńKontrowersyjny przez feminizm, ciążę, depresję poporodowa? Ja właściwie nie przejmuję się takimi rzeczami jak kontrowersje - o wszystkim trzeba pisać i mówić, nie ważne czy temat jest niewygodny. A książkę Ci polecam, może kontrowersje jednak okażą się nieistotne:)
UsuńLubię, kiedy pojawiają się różne głosy na temat kobiet i macierzyństwa. Bo przecież nie zawsze jest tak słodko, jak nam się wydawałoby na początku i dobrze, że są takie głosy, które przypominają o depresji poporodowej i innych komplikacjach.
OdpowiedzUsuńJa również bardzo to cenię w literaturze, dlatego. postanowiłam sięgnąć po "Od urodzenia". Była to może mniej wyszukana powieść niż wspomniane przeze mnie "Musimy porozmawiać o Kevinie", ale z całą pewnością warto się z nią zapoznać.
UsuńAbstrahując nieco od tematyki, zaintrygowałaś mnie ekspresyjnością tej książki - to mnie mocno zaintrygowało, pewnie dlatego, że zastanawiam się czy taka forma przekazu by do mnie trafiła i nie wydawałaby mi się przesadzona. Z tego jednak co piszesz, wynika, że autorka świetnie to rozegrała. Będę miała ten tytuł na uwadze.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci szczerze, że na samym początku bałam się tego strasznie. Lubię ekspresyjny język, ale w takim przypadku nie trudno przesadzić. Jednak autorka bardzo dobrze sobie z tym poradziła. Myślę, że zamieszczone przeze mnie cytaty oddają jej mocny, bezkompromisowy styl:)
UsuńZgadzam się z przedmówczyniami - głos w sprawie kobiet zawsze jest cenny! Mam wrażenie, że dużo łatwiej dotrzeć do potencjalnego odbiorcy z książką (przy okazji tak autentyczną i szczerą), niż z poważnymi artykułami w specjalistycznych poradnikach czy gazetach.
OdpowiedzUsuńA dodatkowo, skoro rzecz ma, jak piszesz, również wartość literacką, to już prawie pełnia szczęścia ;-) Ciekawe, czy komuś naprawdę pomoże, czy będzie tylko (lub aż?) argumentem w dyskusji feministek.
Choć nie neguję potrzeby pisania artykułów o tej tematyce (wręcz przeciwnie), to również uważam, że powieść jest dużo silniejszym medium dla przeciętnego zjadacza chleba. Ta książka jest dość zróżnicowana, nie dotyka wyłącznie tematu depresji poporodowej, ale głównie relacji kobiety z dzieckiem, jej ciałem i innymi kobietami. Depresja, brak wzorców i problem z zaakceptowaniem samotności zajmują autorkę równie mocno, choć mam wrażenie, że odbywa się to trochę pod powierzchnią. Myślę, że ta pozycja mogłaby Cię zainteresować;)
UsuńMacierzyństwo to nie bułka z masłem, a wiele dylematów i trudu, okraszonych jednak momentami ogromnej radości. W tej książce widać, że Ari sama wpędza się w bezpodstawne poczucie winy, nieustannie babrząc się w niemiłych wspomnieniach, co niezwykle mocno oddziałuje na jej psychikę. Szkoda, że nie potrafi zrozumieć, że sposób porodu nie definiuje jej jako złej lub dobrej matki...
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, babrze się w nich niemiłosiernie - jednak, gdyby nie jej wspomnienia, nie byłoby książki:) przecież jej główną częścią są właśnie wspomnienia matki, starych przyjaźni i pierwszych miesięcy po urodzeniu. I chociaż w samej powieści nie jest to powiedziane, myślę że Ari w końcu pogodzi się ze swoją samotnością i nauczy kochać Walkera :)
UsuńBez wątpienia nie jest to łatwa książka i pewnie nie trafi do serc wszystkich czytelniczek, poza tym uważam, jest to publikacja, którą można interpretować na wiele sposobów, w zależności od stanu emocjonalnego czytelnika :) Widzę u Ciebie wiele trafnych spostrzeżeń, z pewnością jest to książka, która porusza wiele zagadnień, nie tylko trudny macierzyństwa i depresję. Podobają mi się Twoje refleksje po lekturze tej książki, chociaż ja chyba oceniałam, przez zupełnie inny pryzmat :). Często wprowadzała w moją głowę chaos, przez co moja ocena jest nieco niższa :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło Olgo, cieszę się, że czytałyśmy tę samą książkę i mogłyśmy porównać swoje refleksje :).
Agnieszko! Jak miło widzieć Cię u siebie po tak długiej przerwie :) Bardzo się cieszę, że zajrzałaś.
UsuńJest sporo racji w tym, co piszesz. Jako nie-matka, a w tym momencie także osoba nastawiona całkowicie na "nie" do macierzyństwa, wyłuskiwałam z niej zapewne inne informacje, niż chociażby Ty, zadowolona rodzicielka :) Chaos to mój żywioł, mnie zupełnie nie przeszkadza, jeśli jest kontrolowany. A w tym wypadku wydaje mi się, że tak jest. Przynajmniej czasami. Być może chaos wywołał nadmiar tematów, a może ekspresyjny sposób pisania - ja w każdym razie bardzo się ciszę, że doceniłaś tę powieść. I, że nareszcie mogłyśmy dzielić jakąś lekturę i wymienić się spostrzeżeniami ;)
Ślę pozdrowienia!
Olgo wiesz, że uwielbiam Twój blog i Twoje wspaniałe recenzje :). <3
UsuńJestem ostatnio rzadkim gościem w całej blogsferze bowiem miałam trudny okres, czas jakby się skurczył i zwyczajnie się nie wyrabiałam ;). Jednak powoli wychodzę na prostą i będę starała się zaglądać bardziej systematycznie :).
Właśnie to miałam na myśli, kończąc czytać tę książkę, pomyślałam sobie, że zupełnie inaczej odbiorą ją czytelniczki patrzące przez pryzmat bycia mamą, a zupełnie co innego znajdą w niej kobiety, które mają macierzyństwo przed sobą i rzeczywiście tak się stało, do tego jeszcze kwesta stanu emocjonalnego, ona też ma znaczenie. To taka książka, którą można interpretować na wiele sposobów, rozbierać na części pierwsze i to jest świetne. Jak widać wywołała już lawinę różnorodnych recenzji.
Ten chaos odrobinę mi przeszkadzał, chociaż zazwyczaj odnajduję się w takich książkach, ale być może tym razem zadziałał mój stan emocjonalny, pewne napięcie związane z nadmiarem obowiązków i dlatego ten tworzący się bałagan w mojej głowie podczas czytania tej książki trochę mnie drażnił ;).
Ostatecznie doceniłam książkę, bo jak już pisałam, to dobra i wartościowa publikacja, jak widać jednak budzi pewne kontrowersje ;). Również bardzo się ciszę, że wreszcie mogłyśmy wymienić swoje refleksje na temat przeczytanej lektury :).
Jeszcze raz pozdrawiam! :).