Każdy szanujący się fan literatury grozy
zna jego nazwisko. Chociaż dopiero niedawno wyszedł z literackiego lamusa, od
wielu, wielu lat postrzegano go jako jednego z klasyków, którego po prostu
trzeba znać. Niestety nie szło za tym tłumaczenie jego twórczości, a
przynajmniej tłumaczenie poprawne, które zachęcałoby czytelnika do sięgnięcia
po kolejne, niesamowite wytwory wyobraźni Howarda Phillipsa Lovecrafta. I tu w
sukurs zrozpaczonym miłośnikom gatunku przybywa wydawnictwo Vesper z tłumaczem
Maciejem Płazą. Ten zgrany tandem pokazuje nie w jednym, ale dwóch zbiorach
opowiadań, że Lovecraft był autorem, z którym należy się liczyć i o którym, pod
żadnym pozorem, nie można zapomnieć.
Samotnik
z Providence
![]() |
Źródło |
Czy aby zrozumieć twórczość Lovecrafta,
trzeba poznać samego autora? Wychodzę z założenia, że nie – twórczość to jedno,
życie to drugie i choć przenikają się wzajemnie, dzieła literackiego nie należy
rozpatrywać przez pryzmat biografii. A jednak sama postać Samotnika z
Providence, jak pięknie się o nim mówi, przyciąga niczym magnes. Był
arystokratą, który jednak, na swoje nieszczęście, przez większą część życia nie
miał grosza przy duszy. Po śmierci ojca mieszkał w rodzinnym domu z matką,
dwiema ciotkami i dziadkiem, który zachęcał go do nauki i, co istotne, raczył
młodego Howarda opowieściami grozy. Jednak ten stan rzeczy nie trwał długo –
śmierć dziadka i złe zarządzanie jego spuścizną, doprowadziły rodzinę do
bankructwa. Choć finansowa sytuacja Lovecrafta nie przedstawiała się zbyt
ciekawie, do końca życia jego głównym źródłem utrzymania było poprawianie
tekstów innych pisarzy. Moglibyśmy spodziewać się, że klasyk gatunku, którego
znamy i cenimy, był choć odrobinę poważany za życia. Wychodzi jednak na to, że niezaprzeczalny
literacki talent, inteligencja i samokrytycyzm nie są zbyt udaną mieszanką,
jeśli dodać do niej straceńczą
nonszalancję (jak określił to w posłowiu Maciej Płaza). Dlatego też
Lovecraft wydawał opowiadania jedynie w szmatławych pisemkach (lub wcale), nie
licząc chyba na nic poza uznaniem niewielu czytelników. Czy ktoś pamiętałby o
tym dziwnym, aseksualnym mężczyźnie o skrajnie rasistowskich poglądach? Na
szczęście, dzięki oddanym przyjaciołom Lovecrafta, którzy dbali o jego
spuściznę, nie musimy się nad tym zastanawiać. Możemy cieszyć się rarytasami,
które podano nam w pięknej, odświeżonej formie.
Zgroza w Dunwich i inne przerażające
opowieści
![]() |
Źródło |
Piętnaście utworów, znanych nam doskonale
lub mniej, może tylko ze słyszenia, ale jednak. Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści to przysmak, po
którego przeczytaniu trudno jest powstrzymać się od oblizywania palców.
Dojrzała twórczość Lovecrafta (co istotne – ułożona w porządku chronologicznym)
stanowi prawdziwe kompendium makabry i grozy, która straszy nawet dzisiaj.
Owszem, autor wyjaśniał swoje opowiadania czytelnikom, nie wierząc w ich
inteligencję, co pozbawia ich pewnej magii, odziera je z nimbu tajemnicy.
Jednak po przeczytaniu takich perełek jak Szczury
w murach czy Przypadek Charlesa
Dextera Warda, po prostu nie sposób złościć się na autora, że odebrał nam
przyjemność samodzielnej interpretacji historii.
Nie umarło, co wiecznie może trwać uśpione,Z biegiem dziwnych eonów i śmierć może skona.
Mitologia Cthulhu na wskroś przenika ten
tom opowiadań, ukazując prawdziwą grozę rodzącą się w kosmicznej otchłani.
Obraz Wielkich Przedwiecznych, wyłaniający się z tekstów Lovecrafta, przeraża i
zarazem fascynuje. Przeraża obcością i innością, ale przede wszystkim istnieniem
niejako poza czasem. Bogowie byli i będą, pomimo śmierci i narodzin kolejnych
pokoleń ludzi. Ich obecność w naszym świecie jest czymś, z czego większość nie
zdaje sobie sprawy – tylko wrażliwi naznaczeni są snami pełnymi obrazów
tajemniczego miasta R’lyeh. Wśród nas są również wyznawcy, gromadzący się i
czekający na czas, w którym Wielcy Przedwieczni opanują Ziemię. W wizji
Lovecrafta ci ludzie zdają się być bardziej przerażający od Cthulhu czy
Dagona. Są namacalni, prawdziwi, a jednak ich wiedza i oczekiwania sięgają
daleko poza to, co jesteśmy w stanie pojąć naszym ograniczonym umysłem. Są również
morderczy, zawzięci i gotowi na każde poświęcenie w imię bogów, stanowiąc przy
tym realne zagrożenie dla bohaterów opowiadań, nieświadomie wplątujących się w
te kosmiczne spiski. Fanatyzm niejednokrotnie miesza się u Lovecrafta ze
zdrowym rozsądkiem, który musi przegrać, ugiąć się i przyjąć do wiadomości
istnienie czegoś niepojętego, lub pogodzić się z utratą zdrowia psychicznego.
Lovecraft był ateistą i tacy są też zwykle
jego bohaterowie – mężczyźni oświeceni, naukowcy, którzy nie dają omamić się
zabobonom. A jednak autor raz za razem podważa wszystko to, co znane było
ówczesnej nauce (współczesnej także). Podwodne miasta, potwory z kosmosu,
nekromancja. O takich bluźnierczych sprawach mówi się tylko szeptem, wiedzą o
nich tylko wtajemniczeni, ludzie wielkiej wiary. Wiary w to, co nadprzyrodzone.
Niedowiarkowie u Lovecrafta również zaczynają wierzyć, a to zdaje się
hipnotyzować i przerażać czytelnika na równi z całą niesamowitością
wykreowanego świata. Jeśli coś jest w stanie nagiąć, a nawet złamać
niezachwianą wiarę w rozum, to co jeszcze może zrobić? Niewierzący,
zdroworozsądkowi mężczyźni zmuszeni są do przewartościowania swojego życia,
zrozumienia, że Zło nie jest zabobonem, lecz namacalną bytnością, silnie zakorzenioną w naszym
świecie od zarania dziejów, której odzwierciedlenie
widzimy w człowieku.
Przyszła na Sarnath zagłada.
Opowieści niesamowite i fantastyczne
Lovecraftomaniacy, rozochoceni
fantastyczną Zgrozą w Dunwich, z
oczywistych powodów chcieli więcej -
więcej grozy, więcej niesamowitości. Po czterech latach otrzymali
kolejny, odrobinę mniej obszerny zbiór opowiadań z wcześniejszego okresu
twórczości Lovecrafta.
Wspaniałym miastem było Sarnath, cudem świata i dumą całej ludzkości.
Czy po przeczytaniu tego tomu czuję zawód?
Chyba tak. Wyszło bowiem na to, że, jak na stereotypowego Polaka przystało,
podobają mi się tylko te teksty, które już znam. Pod piramidami, Reanimator
Herbert West, Zimno, Coś na progu – to najmocniejsze opowiadania
w zbiorze, zwłaszcza ostatnie, które właściwie powinno zostać umieszczone w Zgrozie w Dunwich. Owszem, znalazły się
tam także czarujące, symboliczne historie jak Wędrówka Iranona, czy Ku
nieznanemu Kadath śniąca się wędrówka (w której jednak autorowi zdarzało się
odrobinę przynudzać). Nie jest to jednak ten Lovecraft, którego czytałam z
zapartym tchem. Być może potrzebuję Cthulhu i innych bogów w literaturze
gatunku, by czuć ten dreszczyk kosmicznej grozy.
Daleka jednak jestem od krytykowania
zbioru. Choć niektóre teksty wyraźnie męczyłam (pomimo iż były one znacznie
krótsze niż opowiadania zamieszczone w pierwszym tomie), dla tych wymienionych
powyżej warto zaopatrzyć się w egzemplarz Przyszła
na Sarnath zagłada…. Wychodzi bowiem na to, że Lovecraft tworzył nie tylko
mitologie, ale także wdzierał się do snów, by wyciągnąć z nich to, co
najbardziej magiczne i najbardziej przerażające. Miasta i bogowie, za którymi
człowiek tęskni, czując podświadomie ich obecność, z nadejściem poranka
zastępowani są szarą rzeczywistością i brudnymi ulicami. Czy można dobrowolnie
opuścić ten świat, by śnić wiecznie?
Chapeau
bas
Choć ten tekst dotyczy Lovecrafta, gdyby
nie Wydawnictwo Vesper i Maciej Płaza, nie mielibyśmy genialnie wydanych i
genialnie przetłumaczonych opowiadań jednego z największych mistrzów grozy. Nie
mogę więc nie powiedzieć kilku słów na temat pięknej szaty graficznej, solidnej
budowy książki, która pozwoli fanom Lovecrafta cieszyć się swoimi nabytkami
przez długi czas i, oczywiście, tłumaczenia. Czytając opowiadania w tłumaczeniu
Macieja Płazy żałowałam, że nie znam ich w oryginale. Tak bardzo chciałam
porównać polską i oryginalną wersję. Znam jednak poprzednie tłumaczenia i mogę
z czystym sumieniem poprzeć słowa pana Płazy:
W zasadzie nieładnie jest kpić z dokonań poprzedników, ale dotychczasowych przekładów Lovecrafta nie mogę nie skomentować. Powiem więc krótko i po Lovecraftowsku: jest to bluźniercze plugastwo z najczarniejszej otchłani ignorancji i złego smaku; niechaj winni tej zbrodni skończą w szponach Wielkiego Cthulhu.
Całe szczęście czytelnicy nie muszą już
sięgać po stare, toporne wydania Lovecrafta. Mają bowiem możliwość zapoznania
się z prawdziwymi arcydziełami literatury grozy – w doskonałym tłumaczeniu i
pięknej szacie graficznej.
Moja ocena:
Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści - 8/10
Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne - 6,5/10
Oba zbiory zasłużyły sobie na certyfikat wystawiony przez samego Wielkiego Cthulhu
![]() |
Źródło |
Za kosmiczną grozę w cudownym wydaniu dziękuję
Autor: Howard Phillips Lovecraft
Tytuły: Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści; Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne
Wydawnictwo: Vesper
Tłumaczenie: Maciej Płaza