sobota, 1 lipca 2017

"Turcja: obłęd i melancholia" Ece Temelkuran - recenzja


Dwójmyślenie


W świecie post-prawdy, książki takie jak Turcja: obłęd i melancholia są czymś znacznie więcej, niż pojedynczymi, cennymi diamentami w kupie gnoju. Są możliwością spojrzenia na rzeczywistość po długich latach ślepoty. I choć brzmi to patetycznie, a być może nawet tandetnie w swojej romantycznej wizji metaforycznego otwarcia oczu, to uwierzcie mi – z romantyzmem nie ma to nic wspólnego. Bo Temelkuran oczy otwiera nam nie po to, byśmy przyjrzeli się atrakcjom turystycznym, lecz by przeprowadzić nas – świadomych otaczającej nas brzydoty – przez Turcję gołą, poszarpaną, wyczerpaną ciągłą walką z samą sobą.




Esej Temelkuran jest zaskakującą mieszanką lęku, głośnego sprzeciwu a nawet wyzwania rzuconego rządzącym, ale także miłości – głębokiej i nieprzerwanej. Patologicznej, można by rzec, bo przecież kraj nie odwzajemnia tego uczucia i dziennikarkę, która jest na tyle bezczelna, by wykrzyczeć prawdę, poddaje medialnemu linczowi. Kraj ten ma oczywiście twarz Recepa Tayyipa Erdoğana, byłego premiera i obecnego prezydenta, który nie widzi problemu w podzieleniu swoich obywateli na „nas” i „ich”. Ci „oni”, którymi straszy podczas swoich licznych przemówień, to terroryści i wichrzyciele pragnący zagrozić wielkości Turcji. Temelkuran jest w tym gronie, a mimo to z jej tekstu płynie troska o ojczyznę, miłość i rozpaczliwy krzyk: „Cóż się stanie z tą naszą krainą!”.



Turcja: obłęd i melancholia to utwór, który przywodzi na myśl album ze zdjęciami – zresztą nie bez przyczyny, sama autorka zachęca nas do oglądania fotografii z życia jej kraju. Chwil ukazanych "bez retuszu”. Możemy zatem poznać dzieje Turcji ze znakomitą przewodniczką, która jednak nie wyjaśnia nam wszystkiego. Nietrudno się zgubić w przeprowadzanych puczach, w zmianach władzy i innych przyprawiających o zawrót głowy wydarzeniach. Czy to zarzut? Nie, bo Temelkuran, choć nie pisze dla swoich rodaków lecz dla nas, pragnie byśmy sytuację Turcji najpierw odczuli, a dopiero potem zrozumieli. I zmusza nas do tego, byśmy chcieli zrozumieć – nie sądzę, by podczas lektury ktokolwiek, kto odczuwa braki wiedzy, nie skorzystał z mądrości wujka Google. Autorka na wielu płaszczyznach wciąga nas w opowieść o losach kraju będącym mostem (…)”pomiędzy Wschodem i Zachodem”. Przede wszystkim jednak rozbudza w nas uczucia. Niezbyt pozytywne.



Lecz wszystkie nasze złamane serca biją w czyjejś piersi – to pierś stojącego w otwartych drzwiach, odzianego w za duży płaszcz dziecka. Ile ma lat? Matka twierdzi, że szesnaście. Ale dokument, którego wydanie generał Kenan Evren wymusił na Instytucie Medycyny Sądowej, zaświadcza: jego wiek kostny to osiemnaście lat. Egzekucja Erdala Erena, którego sprawcy puczu „postarzyli”, aby można go było powiesić, była jedną z pięćdziesięciu podobnych.


To tylko jedna z milionów niesprawiedliwości. Kropla w morzu. Mówi się jednak, że kropla drąży skałę i tak też jest w Turcji, choć nadal stanowczo zbyt wielu tkwi w letargu uwielbienia dla wielkiego wodza. Temelkuran widzi jednak nadzieję: w protestujących w parku Gezi, w użytkownikach Twittera, którzy postanowili rozmawiać o polityce i przekazywać sobie informacje, których w mediach tureckich nie sposób znaleźć, w drobnych gestach, miłym słowie. Czytelnik jednak nie zrozumie tego do końca, nie pojmie zachwytu autorki, która zostaje potraktowana przez taksówkarza uprzejmie, z uśmiechem. Dla nas Turcja wydaje się horrorem, w którym wolność słowa nie ma racji bytu, więzienie może czekać każdego obywatela niezgadzającego się z jedyną, słuszną prawdą, a człowiek przestaje być człowiekiem i staje się żywym celem. Turcja: obłęd i melancholia jest bowiem studium tyranii, konserwatyzmu i religijnej obsesji – przenikliwym, opisanym z dbałością o każdy szczegół, przerażającym.



Książka Temelkuran nie traktuje jednak tylko o Turcji, choć mogłoby się wydawać, że akurat w tym eseju nie znajdziemy uniwersalizmu. A jednak – to książka o każdym kraju podgryzanym przez niesprawiedliwość, nierówność podsycaną populistycznymi hasłami. Ja nie potrafiłam czytać Turcji: obłędu i melancholii nie myśląc o sytuacji w Polsce. Przykład? „Przystawkami do Turcji” Erdoğan nazwał „ich”, tych którzy mają czelność sprzeciwić się władzy. U nas to „gorszy sort”. Polityka w meczetach, religijna retoryka? Przecież znamy to z autopsji, chociaż u nas oczywiście nie ma mowy o meczetach (a fe! pogańskie świątynie!). Media podporządkowane władzy, sądy, które już nie pamiętają co znaczy słowo „niezawisły” – to jest Turcja! To może być Polska.



W państwie, w którym władza jawnie naginała prawo, a sądy były jej całkowicie podporządkowane, ostatnim bastionem wolności stała się ulica. O ile tylko komuś nie przeszkadzał gaz łzawiący.


PS ten tekst pisałam ponad tydzień, podchodziłam do niego trzy razy i zawsze odchodziłam od komputera niezadowolona. Niech to świadczy o wszystkich emocjach, jakie obudziła we mnie Ece Temelkuran. 

Polecam Waszej uwadze bardzo ciekawe zestawienie cytatów "turecko-polskich":
Zalewski o książkach 
A także niesamowicie emocjonalną opinię Piotra Ibrahima Kalwasa
oraz recenzję na blogu Krytycznym Okiem



Moja ocena: 8/10

Za lekturę, która oczy otwiera przemocą, dziękuję
Autorka: Ece Temelkuran
Tytuł: Turcja: obłęd i melancholia
Tłumaczenie: Łukasz Buchalski
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Liczba stron: 272