Nie
trzeba być Komnatą – aby w nas straszyło –
Lub nawiedzonym Domem –
Nie ma Wnętrz straszniejszych niż Mózgu
Korytarze kryjome*
Lub nawiedzonym Domem –
Nie ma Wnętrz straszniejszych niż Mózgu
Korytarze kryjome*
Niech ten fragment utworu Emily Dickinson przyświeca Wam podczas czytania poniższej recenzji. Jeśli zdecydujecie się na niedawno wznowioną powieść Sarah Waters, pamiętajcie słowa napisane przez wspaniałą poetkę, która doskonale zdawała sobie sprawę z zagrożeń kryjących się w krętym ludzkim umyśle. O tym właśnie jest Ktoś we mnie – o starym, skrzypiącym domostwie i strachach czyhających na człowieka w jego własnym wnętrzu.
Doktor Faraday zostaje wezwany do starej
posiadłości, Hundreds Hall, w którym wiele lat temu pracowała jego matka. Dom
już od dzieciństwa kojarzył mu się z przepychem i luksusowym życiem, którego
nigdy nie poznał. Jednak Hundreds od dawna trzeszczy ze starości, a mieszkająca
w nim rodzina Ayresów, bezskutecznie próbuje łatać coraz większe dziury w
budżecie. Faraday nie ma pojęcia, że ta pierwsza wizyta, po długich latach
nieobecności w posiadłości, będzie początkiem przyjaźni, ogromnego przywiązania
i, przede wszystkim, wielkiej tragedii.
Doskonale znamy historie o starym domu, w
którym dzieją się niewytłumaczalne, tajemnicze rzeczy. To temat typowy dla
literatury i filmu grozy, eksploatowany do granic możliwości. Waters
wykorzystuje ten oklepany motyw, sięgając do korzeni powieści gotyckiej, by wprowadzić
czytelnika na znajomy teren – skrzypiących podłóg, niedomykających się
okiennic, mrocznych korytarzy niemożliwych do ogrzania i oświetlenia. Hudnreds
Hall to posiadłość rodem z horroru, w którym tuż za rogiem czyha na nas byt nie
z tego świata, pragnący zemsty lub uwagi. Nietrudno wczuć się w atmosferę,
która budowana jest powolnie acz misternie, subtelnymi elementami, które,
zebrane w całościowy obraz, wywołują niesamowite wrażenie. Jednak stary dom, w
którym, według młodej, naiwnej służącej czai się zło, jest tylko fasadą, dekoracjami
dla dramatu rozgrywającego się w tych starych murach.
Tym, co zdaje się najbardziej interesować
Waters, jest obsesja. Przybiera ona przeróżne kształty, począwszy od usilnych
prób zatrzymania bądź nawet cofnięcia czasu, przez wyrzuty sumienia i ból po
stracie ukochanego dziecka, aż po rzeczywisty strach wobec obcej istoty, zawładniętej
chęcią zniszczenia rodziny Ayresów. Każde z tych odczuć, lęków, urasta do
horrendalnych rozmiarów, zdobywających władzę nad bohaterami. Stają się oni przez to
jedynie kukiełkami, manipulowanymi przez silne i zgubne emocje. Za przykład
niech posłuży sytuacja Rodericka Ayresa, młodego dziedzica, który znacząco
ucierpiał podczas wojny. Roderick, początkowo przytłoczony przez pochłaniający
wszelkie oszczędności dom, powoli popada w obsesję dotyczącą bytu czającej się
w mrokach Hundreds. Autorka nie skupia się jednak na odosobnionym przypadku,
wskazując przez to na klątwę bądź pandemię obłędu. Czym jest rzeczywiście?
Chociaż Kogoś we mnie czyta się wręcz wyśmienicie, a każdy opis domu czy
rozpaczliwej sytuacji rodziny Ayresów pobudza wyobraźnię czytelnika, nie mogę
oprzeć się wrażeniu, że gdyby powieść była odrobinę krótsza, mniej skupiona na
pomniejszych wydarzeniach w Hundreds czy lekarskiej „karierze” Faradaya,
zyskałaby znacząco na płynności, dynamice. Niektóre fragmenty nużyły mnie, choć
nigdy na tyle, by odłożyć książkę. Waters jest, bądź co bądź, niesamowitą
pisarką i trudno jest oderwać się od przygotowanej przez nią historii. Nie
zmienia to jednak faktu, że z chęcią zabawiłabym się w redaktora z nożyczkami,
który bezwzględnie skraca i wycina przydługawe akapity. Być może powieść
straciłaby na tym, stałaby się mniej klimatyczna i duszna. A może nie.
Kolejne spotkanie z twórczością Waters za
mną. Kolejne, które dało mi do myślenia, dojrzewało we mnie przez jakiś czas,
chowało się, by potem znów dać o sobie znać. Nie jest to proza, o której łatwo
zapomnieć, którą można ot tak zmarginalizować, przypisać do danego gatunku.
Autorka bawi się literaturą i to bawi się świetnie. Z korzyścią dla obu stron.
[*] Wiersz 670 w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka
Moja ocena: 7/10
Za możliwość odwiedzenia mrocznych komnat Hundreds Hall dziękuję
Autorka: Sarah Waters
Tytuł: Ktoś we mnie
Data wydania: 16.08.2016
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 600