sobota, 14 lipca 2018

Okiem na film "Thelma"



Choroba zwana patriarchatem

Dla kobiety patriarchat jest jak kalectwo – utrudnia możliwość swobodnego poruszania się. Istota, szczelnie zawinięta w ochronny kokon, dusi się i zapomina o jakimkolwiek świecie na zewnątrz. Właśnie o tym traktuje Thelma, najnowszy film Joachima Triera. Całe szczęście nie tylko o tym.


Thelma wyjeżdża na studia do Oslo, jednak tego, czego nauczyła się w domu, nie da się tak łatwo wyplenić. Dziewczyna nie ma znajomych, nie pije i nie pali, a ze wszystkiego zwierza się ojcu – domowemu lekarzowi i jej powiernikowi. Twierdzi, że nie ma przed nim tajemnic, jednak gdy zaprzyjaźnia się z Anją, nie spowiada się z tego rodzicom.


Już pierwsze sekundy Thelmy szokują, ale i skłaniają do zastanowienia się nad symbolicznym wymiarem dzieła. Bo ojciec, mierzący z broni do bezbronnego dziecka, od razu przywodzi na myśl ofiarę Abrahama. Jak się później okazuje, biblijne konotacje są jak najbardziej uzasadnione. Jednak Trier operuje nie tylko religijnymi symbolami – skupia się przede wszystkim na ukazaniu walki między wychowaniem a pragnieniem, wnętrzem i opresyjnym zewnętrzem. Korzystając z zabiegów kina gatunkowego, reżyser daje swojej bohaterce możliwość wpływania na rzeczywistość, kontrolowania jej poprzez tłumione popędy i wyrywającą się z więzi podświadomość. Thelma ma wizje, napady padaczkowe, ale także pewne mroczne umiejętności, z których nie zdaje sobie sprawy. Aż do czasu, gdy zaczyna czegoś bardzo pożądać. Kwestia ukrytych pragnień jest w dziele Triera niezwykle istotna. To właśnie one doprowadzają do konfliktu między prawdziwą Thelmą, a jej wyobrażeniem żyjącym w umyśle zaborczego ojca. Tu w opowieść wkrada się także religia, jednak jest ona tylko jednym z wielu możliwych źródeł przymusu. To wiara daje pretekst do prześladowania własnego dziecka, odbierania mu możliwości samostanowienia o sobie. Dlatego należy uśmiercić jej źródło – boga w postaci ojca. Tak, to film o przemianie, o zdobywaniu własnego głosu i budowaniu swojego ja. Jednak zanim to nastąpi, należy zburzyć wszystko, co już powstało, ale przede wszystkim zniszczyć fundamenty.


Thelma to także opowieść o dorastaniu do seksualności. Tego można było spodziewać się po pełnym napięć trailerze, czy samym opisie, w którym nacisk kładzie się na bliską znajomość z Anją. Całe szczęście Trier nie spłyca relacji między dwiema młodymi kobietami, nie robi z tego wyłącznie historii o kochaniu na własnych warunkach. Łączy się to ściśle ze wspomnianą wcześniej ucieczką od patriarchatu, ale także z symbolizmem, który ukazuje nie tylko walkę między bohaterką a jej oprawcą lecz również nieprzewidywalność, gwałtowność a także magiczność pragnień seksualnych. Wąż, przewijający się przez wiele scen, jest oczywistą zapowiedzią grzechu. Jednak Thelma, pomimo że boi się wiecznego potępienia, chętnie otwiera się przed nim. To dziwne uczucie najpierw dusi, później podnieca. Przyjemność w świecie Thelmy nie jest jednak mile widziana. 


Ukazany przez Triera świat ma jeszcze jedno zadanie – uświadomienie nam, że rzeczywistość zaskakuje, gdyż pełno w niej magii, niemożliwych do wyjaśnienia zajść, zbiegów okoliczności, jak chociażby telefon dzwoniący w chwili, gdy właśnie o nim pomyśleliśmy. Reżyser przypisuje swojej bohaterce umiejętność panowania nad tymi małymi, ale także wielkimi wydarzeniami. Thelma płaci za to wielką cenę, jak każda kobieta, która posiadła wiedzę trudną do wyobrażenia dla reszty społeczeństwa. Czy jest wiedźmą? To pytanie warto zostawić bez odpowiedzi. I dobrze się składa, że Trier nie domyka tej historii – życie po uwolnieniu się z klatki roztacza nieograniczone możliwości. 

Moja ocena: 7,5/10



Tytuł: Thelma
Reżyseria: Joachim Trier
Premiera: 8.06.2018 (Polska)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zostaw po sobie ślad, za każdy jestem niezmiernie wdzięczna :)
Pamiętaj jednak o netykiecie. Wiadomości niecenzuralne, obelżywe i niezwiązane z tematem będą kasowane bez mrugnięcia okiem. Jeśli chcesz, żebym do Ciebie zajrzała, zostaw swój adres pod komentarzem :)