piątek, 15 czerwca 2018

"Siła" Naomi Alderman - recenzja


 Niewielka siła rażenia


Chyba każda kobieta choć raz zastanawiała się nad tym, jak wyglądałby świat, gdyby mężczyźni zajęli ich miejsce. Gdyby to oni rodzili, zarabiali mniej, byli traktowani protekcjonalnie, częściej bici w domu czy wykorzystywani seksualnie. W teorii odwrócenie ról wcale nie jest takie trudne. Z praktyką z pewnością byłoby znacznie gorzej.



Wszystko zaczyna się od nastolatek. To one pierwsze odkrywają, że z ich ciałem dzieje się coś dziwnego, coś niesamowitego. Mają moc rażenia prądem, która potrafi okaleczyć a nawet zabić. Budzą panikę, ale także fascynację. Zwłaszcza wśród starszych kobiet, które za pomocą impulsu elektrycznego również rozbudzają w sobie siłę. Ona musiała w nich być od zawsze, niczym dar od bóg – kolejnej wszechmocnej kobiety. Pierwszej, która potrafiła okiełznać błyskawicę.

Odwrócenie ról genderowych okazało się doskonałym sposobem na wykpienie ich. Chłopcy zamykani są w domach, gdy okazuje się, że gangi dziewcząt grasują po okolicy. Mężczyźni stymulowani są, by można było gwałcić ich „w kolejarza”. Z czasem także zabiera się im wszelkie prawa, w tym prawo do prowadzenia samochodu czy samostanowieniu o sobie. Początkowo ta zamiana miejsc bawi i zastanawia, gdyż nietrudno powieściowe sytuacje przenieść na rzeczywisty grunt, pomimo faktu, iż mężczyźni nie posiadają tak spektakularnej mocy jak kobiety w Sile. Z czasem jednak formuła wyczerpuje się, a czytelnik chciałby czegoś więcej, niż kolejne spektakle przemocy. 

I tu pojawia się problem. Bo o ile Alderman wyraźnie chciała poruszyć problem istotny i w czasach #metoo coraz bardziej widoczny, zagubiła się w nim na rzecz kolejnych przykładów mówiących o tym, jak skrzywdzić mężczyznę. Jak można się domyślić, fabuła nie szła przez to do przodu, a kwestie płciowe zostały zmarginalizowane i wepchnięte do wora z podpisem „władza”. Bo z wizji Alderman wynika przede wszystkim to, iż każda płeć dąży do władzy, ciągłej dominacji nad drugim człowiekiem. Owszem, można dopisać to do samego pomysłu odwrócenia ról, jednak nadal nie uważam, by było to wystarczająco pogłębione sportretowanie kobiet i nagle im podległych mężczyzn. Nie idzie za tym bowiem żadna odkrywcza myśl, a jedynie doskonale znane „człowiek człowiekowi wilkiem”, niezależnie od płci. Nie ma w tym niczego innowacyjnego, a właśnie tego mogłabym spodziewać się po powieści, którą pobłogosławiła Margaret Atwood.

Całość ratuje kilka elementów, między innymi wartka akcja. Tak, Siła to czytadło, książka do kotleta, którą przyjemnie się kartkuje, jeśli nie miało się wcześniej większych oczekiwań co do ambicji tej pozycji i jej autorki. Krzywdzącym byłoby jednak twierdzenie, że nie bawiłam się przy niej dobrze. Owszem, chciałam czegoś więcej, ale i tego typu pulpy bywają przydatne. Może feminizm w wersji pop dotrze do większego grona odbiorców, niż ten poważny, znany z debat publicznych i ciągle niesłusznie demonizowany? Byłby to miły produkt uboczny całkiem przyjemnej lektury. Drugą i chyba największą zaletą Siły jest jej klamrowa konstrukcja, koncept, który Alderman bardzo konsekwentnie prowadzi. Siła jest bowiem powieścią, napisaną przez niejakiego Neila Adama Armona, który prosi o błogosławieństwo poczytną i utalentowaną Naomi Alderman. Żadna to więc dystopia, a zwykła powieść historyczna, choć napisana przez mężczyznę – wiadomo więc, że więcej w niej histerii niż faktów. Protekcjonalne podejście powieściowej Alderman do świata rządzonego przez mężczyzn, który byłby milszy, bardziej przyjazny i – excusez moi – bardziej sexy, nie pozostawi nikogo obojętnym. Ja się uśmiechnęłam. Taki womansplaining to rozumiem.

Nadal jednak jest tego trochę za mało, bo powieści nie pociągnęły ani postaci (które w ogólnym rozrachunku wypadają dość płasko) ani filozoficzne czy socjologiczne przemyślenia, których stanowczo zabrakło, a może po prostu ja nie dostrzegłam ich pod zwałami banałów. Denerwują uproszczenia w rozumowaniu Alderman, jakoby kobietom wystarczyło dać do ręki broń, by w okamgnieniu skończyć dominację mężczyzn. Te ułatwienia tłumaczyć można oczywiście brakiem rozgarnięcia „prawdziwego” autora powieści, jednak nie zmienia to faktu, że brak realizmu nagłego wyzwolenia drażni, a przecież nie tak być powinno. 

Siła z pewnością skłania do przemyślenia jednej kwestii – dominacji. Alderman przewrotnie pokazuje, że nie do tego dąży feminizm, a jakakolwiek zwierzchność jednej płci nad drugą może skończyć się tragedią. Tkwiąca w nas agresja trudna jest do wyplenienia, tak samo jak ciągłe dążenie do władzy. Czy to wystarczy jednak, by Siłę uznać za istotny głos w dyskusji na temat równości? Wątpię. Chyba że w kategoriach, o których już wspomniałam – pulpowej opowiastki, która skłoni niezainteresowanych feminizmem do zadania fundamentalnego pytania, czym właściwie jest to straszne słowo na F. Jeśli skupią się na wartkiej akcji i nie zwrócą uwagi na łopatologię, może jednak coś z tego będzie. 

Moja ocena: 4,5/10

Za powieść o zabójczych kobietach, dziękuję
Autorka: Naomi Alderman
Tytuł: Siła
Data wydania: 9.05.2018
Tłumaczenie: Małgorzata Glasenapp
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 400

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zostaw po sobie ślad, za każdy jestem niezmiernie wdzięczna :)
Pamiętaj jednak o netykiecie. Wiadomości niecenzuralne, obelżywe i niezwiązane z tematem będą kasowane bez mrugnięcia okiem. Jeśli chcesz, żebym do Ciebie zajrzała, zostaw swój adres pod komentarzem :)