poniedziałek, 18 czerwca 2018

"Ulga" Natalia Fiedorczuk - recenzja

  

W poszukiwaniu ukojenia


Ulga Fiedorczuk nie jest powieścią wygodną – mówi o piekiełku codzienności i ambicjach przykrytych stosami czekających na wypranie brudów. Zarówno tych namacalnych, jak i tych niewidocznych gołym okiem. Jednak chociaż autorka za brudy zabiera się bardzo solidnie, nie przerabia traum a jedynie je dokumentuje. Z uporem maniaka wyłącznie w czerni i bieli.


Może i jest to krzywdząca opinia, zwłaszcza że powieść porusza naprawdę istotne kwestie, jednak trudno mi pozbyć się wrażenia, że autorkę trochę przerósł ten wielki zamysł opowiedzenia o licznych rodzajach przemocy. Chociaż początkowo sądziłam, iż Ulga mówi przede wszystkim o porażkach pokolenia współczesnych trzydziestolatków, szybko przekonałam się, że Fiedorczuk bierze na warsztat nie tylko  wielkie przegrane osób urodzonych po roku 80., ale także ich rodziców i dziadków. To wielkie koło zinstytucjonalizowanego ucisku – bo i kościół, i małżeństwo i opieka medyczna dostają tu po łapach. Każda instytucja dostaje swoje pięć minut, jednak w Uldze chodzi  przede wszystkim o domowe tragedie: bijących i znęcających się psychicznie mężów, nieszczęśliwe relacje z rodzicami i oczywiście nieumiejętność radzenia sobie w roli rodzica. 

I tu dochodzimy do meritum. Ulga miała być wiwisekcją pewnego wycinka społeczeństwa, dokładnym zbadaniem żywego organizmu, który buntuje się, jest niewygodny i trudny do skategoryzowania. Jednak Fiedorczuk poszła na łatwiznę i zamiast choćby spróbować oddać szarość codzienności, z łatwością dopina swoim bohaterom odpowiednie łatki. Dlatego też mężczyźni w Uldze są albo denerwującymi balastami (Marcin), albo przemocowymi dupkami (Jacek i ojciec Karoliny). Kobiety z kolei sprowadzone zostają do roli ofiar – albo biernych, jak Karolina, albo biorących sprawy w swoje ręce, jak jej matka, która jednak całe życie mierzy się z piętnem bitej i skrzywdzonej. Aż chciałoby się spytać: gdzie podziały się światłocienie? gdzie niejednoznaczności? Zwłaszcza jednowymiarowe potraktowanie Jacka, sąsiada głównej bohaterki, może doprowadzić do szewskiej pasji. Stereotypowemu korpoludkowi, z upodobaniem wciągającemu kreski i zaliczającemu sekretarki na akord, bliżej jest raczej do figury z przaśnego dowcipu, niż powieści obyczajowej. 

Jedyną bohaterką, która wybija się na tym banalnym tle, jest Karolina. Trzeba jednak przy tym zastrzec, że nie od początku ta postać ma wiele do zaoferowania. Poznajemy ją, gdy wspomina czasy studiów w Niemczech i, nie ukrywam, te sekwencje bardziej przypominają początek taniego romansu niż dobrej powieści. Stracona miłość, która nawet nie zdążyła zakiełkować, mąż, który kocha choć denerwuje, dziecko (syn!) i dom na kredyt. Po marzeniach zostały jedynie wspomnienia. Brzmi sztampowo, prawda? To nie wszystko. Karolina przez całe życie marzy także o akceptacji i miłości ze strony niedostępnej, zimnej matki, która – co już wiemy – uciekła od swojego domowego kata. Fiedorczuk jednak przełamuje charakter postaci niezwykle interesującym zabiegiem, jakim jest poszukiwanie tytułowej ulgi. Zresztą motyw ten, nie tylko w przypadku głównej bohaterki, jest niezwykle istotny. Karolina, pogrążona nie tyle w marazmie, co ciągłej złości na własną niemoc, zwraca się w stronę kościoła. Co ciekawe, ulgi doznaje niedługo po traumatycznym zdarzeniu. Jest to punkt zwrotny w życiu kobiety i, całe szczęście, także w kreacji postaci. Z całkowicie pozbawionej ikry matki/żony, zmienia się w mistyczkę, która doświadcza bolesnej bliskości boga. Ten ciekawie poprowadzony wątek znajduje rozwiązanie w finale, równie interesującym, gdyż niebanalnym. Można więc powiedzieć, że Fiedorczuk udało się odrobinę przezwyciężyć przeciętność własnej powieści. 

Szkoda, że Ulga nie do końca udźwignęła ciężar poruszanych problemów. Szkoda, że Fiedorczuk korzysta z rozwiązań, które czasem trącą banałem i za bardzo trzyma się utartych schematów. Jednak lektury nie żałuję. Może nie dostąpiłam objawienia, ani nie poczułam ulgi, ale cieszę się, że ktoś o tych tematach mówi. Szkoda tylko – po raz trzeci, z biblijnym przytupem – że w taki sposób. 

Moja ocena: 5,5/10

Chociaż ulga nie nadeszła, dziękuję
 Autorka: Natalia Fiedorczuk
Tytuł: Ulga
Data wydania: 15.05.2018
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 272


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zostaw po sobie ślad, za każdy jestem niezmiernie wdzięczna :)
Pamiętaj jednak o netykiecie. Wiadomości niecenzuralne, obelżywe i niezwiązane z tematem będą kasowane bez mrugnięcia okiem. Jeśli chcesz, żebym do Ciebie zajrzała, zostaw swój adres pod komentarzem :)