środa, 22 maja 2019

"Artemizja" Nathalie Ferlut, Tamia Baudouin - recenzja


Niedawno wydawnictwo Marginesy zapowiedziało, że poszerza swoją ofertę o komiksy i powieści graficzne. I chwała im za to – tego typu publikacje cały czas są zbyt dużą rzadkością na naszym rynku wydawniczym. Inną kwestią jest to, że czytelnicy nadal patrzą na powieści graficzne z lekkim lękiem, jakby nie mogło być to dzieło pełnowartościowe. I może gdyby tacy czytelnicy trafili na Artemizję tylko utwierdziliby się w swoim przekonaniu. Bo niestety, chociaż Marginesom kibicuję z całego serca, nie jest to dobrze napisana historia. 

Artemisia Gentileschi urodziła się w czasach, gdy bycie kobietą uniemożliwiało zajmowanie się sztuką. Nawet kupowanie płócien czy farb było poza jej zasięgiem. Jednak na szczęście Artemizja była córką malarza, który uczył ją wszystkiego (gdyż synowie niezbyt nadawali się do malowania), a także kobietą niezależną, która doskonale znała swoją wartość. To jednak nie uchroniło jej przed wielokrotnym gwałtem, jakiego dopuścił się na niej Tassi, przyjaciel ojca i jej nauczyciel. 

Historia Artemizji to doskonały materiał zarówno na powieść graficzną jak i powieść w ogóle – pomimo znaczących zmian w sytuacji kobiet, w wielu aspektach możemy zauważyć podobieństwo do współczesności. Chociażby społeczny ostracyzm i wtórna wiktymizacja kobiety zgwałconej, traktowanej jak dziwka, nie jak ofiara. Lęk przed powiedzeniem o swojej traumie najbliższym. A także równie istotne postrzeganie kobiet jako gorszych artystek, wtórnych i niezasługujących na uznanie tylko przez wzgląd na płeć. Tak, niektóre rzeczy zmieniają się powoli. 

A jednak Artemizja to przede wszystkim opowieść o kobiecie, która na uwagę zasługuje nie ze względu na piekło, które przetrwała, ale talent, który potrafiła przekuć w pieniądze, niezależność i szacunek. Oczywiście krytycy mogą powiedzieć, że bez gwałtu, bez traumy, Artemizja nie byłaby tą artystką, którą się stała. Jednak przyznawanie jakichkolwiek zasług oprawcy nie może mieć tu, ani nigdzie indziej miejsca. 

Gdzie zatem kryje się problem powieści graficznej Ferlut i Baudouin? Trochę w pracy jednej z pań, trochę w pracy drugiej. Nie jestem ekspertką od sztuki, tym bardziej od sztuki komiksowej, więc nie będę mądrzyć się na temat kreski i stylistyki tego komiksu. Jestem jednak zwolenniczką czystości i schludności, chyba że koncepcja podpowiada coś zupełnie innego. Tu natomiast powieść o barokowej artystce narysowana została raczej nijako, bez dbałości o szczegóły. Można było pokusić się o odrobinę przepychu w nawiązaniu do sztuki epoki, ale być może po prostu za dużo wymagam. 

Mogę i będę czepiać się scenariusza, który – pomimo że pisał się po prostu sam – został potraktowany niezwykle infantylnie. Odniosłam wrażenie, że autorka tekstu nie wiedziała, kto ma być targetem jej historii. Młode kobiety, dzieci, wszyscy? Przez to Artemizja jest trochę dla nikogo. Bo ja, jako młoda kobieta, która lubi myśleć, że jest inteligentna, czułam się jakbym czytała marnie przygotowany szkic. Jak autorka chciała przekazać siłę i samozaparcie bohaterki, skoro nie była w stanie włożyć w jej usta słów ważkich, znaczących, być może inspirujących? Jedyną sceną, która rzeczywiście porusza, jest moment procesu. I to by było na tyle.  A przecież ta historia ma w sobie ogrom mocy, który można było wykorzystać znacznie lepiej. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że autorki w pewnym sensie ograniczała wybrana forma. Dodatkowo sama fabuła rozmywa się, gdyż Ferlut i Baudouin chcą opowiedzieć całą biografię artystki, zamiast skupić się na dwóch głównych aspektach. Trudno je za to winić - było to zadanie trudne do wykonania na tak niewielkiej przestrzeni - a jednak możliwe.

Te wszystkie elementy sprawiają, że Artemizja jest miłą ciekawostką, ale niestety raczej miałką powieścią graficzną. Jako biografia nie wyróżnia się właściwie niczym, jako komiks stanowi dość niechlujną całość, jako scenariusz nie inspiruje i nie porywa. A miało być tak pięknie. 

Moja ocena: 4,5/10

Jako grafikę do wpisu użyłam fragmentu obrazu Artemisii Gentileschi "Judyta zabijająca Holofernesa"

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zostaw po sobie ślad, za każdy jestem niezmiernie wdzięczna :)
Pamiętaj jednak o netykiecie. Wiadomości niecenzuralne, obelżywe i niezwiązane z tematem będą kasowane bez mrugnięcia okiem. Jeśli chcesz, żebym do Ciebie zajrzała, zostaw swój adres pod komentarzem :)