piątek, 12 stycznia 2018

"Legenda o samobójstwie" David Vann - recenzja przedpremierowa




 Ojciec zaklęty w granicie



Dla jednych to ostateczne rozwiązanie, dla innych konieczność – samobójstwo nigdy nie jest łatwym wyborem, nigdy nie jest najprostszą drogą. Zwłaszcza gdy z tyłu głowy pozostaje myśl o rodzinie, która pozostaje ze stratą, dziurą wypaloną strzelbą lub szramą jaką zostawił sznur. Legenda o samobójstwie Davida Vanna przerabia temat samobójstwa ojca, prawdziwego ojca, któremu dedykowana jest ta książka. To fikcja zabarwiona rzeczywistością, swojego rodzaju próba wyegzorcyzmowania przeszłości, w której śmierć staje się cezurą. Czy życie po traumie na zawsze pozostaje naznaczone?



Legenda o samobójstwie nie jest powieścią. To zbiór pięciu krótkich opowiadań i jedna dłuższa nowela. Jednak nie można rozpatrywać ich w izolacji, nie da się ich rozłączyć, gdyż każdy tekst mówi o stracie, miłości, próbie zrozumienia zależności między ojcem i synem. Bohaterem wszystkich utworów jest Roy – najpierw dziecko, później dorosły mężczyzna, który szuka śladów swojego ojca w miejscu, w którym życie jego rodziny się rozpadło.

Vann niespiesznie wprowadza nas w historię rozbitego małżeństwa, skomplikowanego dzieciństwa i relacji z ojcem – niestałym, pełnym niesprecyzowanych pragnień i dokonującym niezbyt trafnych życiowych wyborów. Zdrady, rozwód, relacje z matką, jej nowymi mężczyznami i macochą, wszystko to składa się na bardzo skąpy, ledwo rysujący się obraz rodziny, która rozleciała się pod naporem błędnych decyzji, różnic charakterów. Jednak to tylko pierwsze trzy historie, krótkie i jakby szczątkowe, choć niepozbawione surowego piękna, umiejętności budowania narracji skupionej na jednostce, w tym przypadku na dziecku. Już tutaj na uwagę zasługuje konsekwencja autora, jego sposób prowadzenia opowieści, a także subtelna choć sugestywna metaforyka, próba ukazania odczuć chłopca, którego życie powoli się rozpada. Nie ma w tym wszystkim taniej emocjonalności, nie ma ckliwości. Są za to proste, oszczędne zdania, wśród których nietrudno o znalezienie prawdziwej perły


Być może na moment się zatrzymał, by pomyśleć, ale wątpię. Jego rozpęd składał się wyłącznie z powietrza, nie rozpraszała go ziemia. Rozbryznął się wśród resztek łososi, a mewy podbierały jego szczątki jeszcze przez kilka godzin, zanim mój wuj wyszedł na górę z maszynowni i go znalazł.


Pierwsze trzy opowiadania są jednak jedynie przystawką do dłuższej noweli, stanowczo najlepszego tekstu w całym zbiorze. Wyspa Sukkwan, podzielona na dwie części, to przejmująca opowieść o relacji między ojcem i synem, utrzymana w tej samej stylistyce, którą mogliśmy poznać w poprzednich utworach. Po raz kolejny to prostota najsilniej wybija się na pierwszy plan. Historia oscyluje wokół wyjazdu Roya i jego ojca na wyspę Sukkwan, na której mają mieszkać z dala od wygód, sklepów, ludzi. Pozostaje im jedynie siła rąk, spryt i umiejętności. Sytuacja, która mogłaby doskonale sprawdzić się podczas biwaku, staje się nie do wytrzymania w surowym klimacie Alaski. Zwłaszcza gdy ojciec, który ma być dla dorastającego syna przewodnikiem, siłą zapewniającą byt swojemu potomkowi, zaczyna załamywać się na jego oczach. Nocny płacz, a wreszcie gorzkie wyznania, swojego rodzaju spowiedź, ukazują Jima jako człowieka słabego, egoistycznego, ale przede wszystkim zbłąkanego. To przedziwna relacja, sportretowana niesamowicie oszczędnie, ale i błyskotliwie. Vann po raz pierwszy pozwala czytelnikowi zagłębić się nie tylko w umysł Roya, ale także jego ojca – skonfliktowanego z samym sobą, rozdartego między rzeczywistością a marzeniami. W tym prostym języku, dialogach czasami ograniczającymi się jedynie do kilku sylab, tkwi szorstka miłość, ale i silne pragnienie autodestrukcji, ogromny ból, który rozwija się wraz z narracją. Jednak Wyspa Sukkwan jest nie tylko doskonałym utworem, ale także sprytną grą z czytelnikiem, swojego rodzaju literaturą w literaturze – to zupełnie inny świat, inny chłopiec i inny ojciec niż Ci, których poznaliśmy wcześniej. Cudowne egzorcyzmy, doskonały sposób na przepracowanie ogromnej straty, ale przede wszystkim kawał solidnej literatury.


W tej chwili ojciec jest małym kawałkiem granitu stojącym niedaleko domu mojej matki, na polu dzikich traw i przypołudników niedaleko morza. Matka lubi mieć go blisko i twierdzi, że ich rozmowy się rozwijają. 


Poziom nie spada do samego końca. Po emocjonalnej kolejce górskiej, jaką niewątpliwie jest Wyspa Sukkwan – kulminacja niepokojów, żalu i rozgoryczenia – mamy możliwość poznać dorosłego Roya w stanie przejściowym między próbą zrozumienia a akceptacją. Dwa ostatnie opowiadania, Ketchikan i Wyższy błękit, są doskonałym zamknięciem zbioru, wyraźnie pokazującym, że Legenda o samobójstwie jest konceptem przemyślanym i dopracowanym do ostatniej kropki. I chociaż Vann dalej snuje niespieszną opowieść o ciągle umierającym, ciągle tragicznie nieobecnym ojcu, to nie przejmujący smutek czy nawet chęć zamknięcia za sobą drzwi do przeszłości, lecz spokój, możliwość życia z myślą o stracie najsilniej dochodzi do głosu. Krótki spazm, chwila, w której czuć odchodzące łzy i w końcu uśmiech – trudno nie doświadczyć tego przy lekturze ostatnich słów tej książki. 

Nie da się czytać Legendy o samobójstwie w oderwaniu od biografii autora i przeżytej przez niego tragedii. To fikcja silnie zakorzeniona w rzeczywistości, co ani trochę nie odbiera jej mocy, a autorowi umiejętności. Można oczywiście zastanawiać się, na ile tabuizacja samobójstwa utrudni odbiór utworów Vanna, zepchnie je do kategorii wspomnień, mających na celu zaleczenie ran, których, w mniemaniu wielu, nie powinno się wystawiać na światło dzienne. To co osobiste przemienia się tu w to, co zmyślone, a granica ta zaciera się w umysłach czytelników. I Vann robi to pięknie, z wyczuciem i smakiem, nie zalewając nas ckliwą opowieścią o ojcu, dzięki czemu Legenda o samobójstwie staje się, nomen omen, legendą o ojcu – dawno pogrzebanym, zamienionym w kawałek granitu. 

Moja ocena: 7,5/10
 
Doskonałego wydawniczego debiutu gratuluję

Autor: David Vann
Tytuł: Legenda o samobójstwie
Data wydania: 17.01.2018
Tłumaczenie: Dobromiła Jankowska
Wydawnictwo: Pauza



13 komentarzy:

  1. Może się skuszę, ale dopiero za jakiś czas. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyżby jakieś nowe wydawnictwo na horyzoncie? W każdym razie publikacja przyciąga moją uwagę, a raczej Twoja jej recenzja :) O samobójstwie napisano już wiele, ale mam wrażenie, że to temat, który łatwo zbanalizować, o czym świadczy swoista "moda" na powieści dla młodzieży poświęcone samobójstwie koleżanki/kolegi lub nastoletniej sympatii. Książka Vanna to z pewnością inna literatura, chętnie jej posmakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie! Wydawnictwo Pauza zapowiada się naprawdę ciekawie - zobaczymy, jak zaprezentują się ich kolejne powieści ;).
      W tym przypadku o banale nie może być mowy - Vann jest bardzo oszczędny i raczej naokoło opowiada o samej relacji z ojcem i matką, o swoich odczuciach mówi raczej nie wprost. Przez to powieść staje się ciekawym głosem na temat samobójstwa: wszystkich szram, które ten czyn zostawia.

      Usuń
    2. W takim razie zaraz sprawdzę, co ma w ofercie. Fajnie, że wciąż powstają nowe wydawnictwa, że jeszcze rynek nie jest nasycony i zdominowany przez tych największych graczy w branży książkowej :) Bardzo dobrze, że tutaj banału nie ma, to mnie dodatkowo zachęca do książki, bo już się przestraszyłam, że o samobójstwie będzie teraz mowa głównie w powieściach dla młodzieży.

      Usuń
  3. Myślę, że lektura nie należy może do najłatwiejszych, ale z pewnością warta jest poświęcenia jej czasu i uwagi, więc ja zapisuję ją sobie do listy.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację - to nie jest prosta powieść. Czasem można utknąć, czasem zbyt mocno wczuć się w sytuację bohatera. Bolesna lektura, ale warta uwagi.

      Usuń
  4. Kiedy rodzic popełnia samobójstwo, dziecko zazwyczaj do końca życia musi zmagać się z wielkim poczuciem winy i żalem do zmarłego. Niesamowicie trudny temat, lecz z Twojej recenzji wynika, że autorowi udało się go nie spłycić. Chciałabym przeczytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się to zawrzeć w recenzji - Vann poradził sobie z tematem doskonale. O swoich odczuciach mówi często posługując się symbolem. Nie zapomina o ojcu i matce, o ich charakterach i uczuciach. Dzięki temu w powieści czuć rzeczywiste cierpienie, ale nie ma w tym melodramatyzmu. Mam nadzieję, że trafi w Twoje łapki :).

      Usuń
  5. Będzie czytane!. Gdyby nie fakt, że byłem przekonany już wcześniej, to właśnie bym został ;). I zupełnie mnie nie przeraża, że są to opowiadania, zarówno za sprawą tego, iż dotyczą tych samych bohaterów, jak i z powodu przemyślanej konstrukcji i niebycia antologią. I chyba też z powodu tematyki dotyczącej relacji ojciec - syn. Mam nadzieję, że rośnie nam na rynku dobre wydawnictwo, które będzie wydawać tylko takie wartościowe i ciekawe pozycje ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i świetnie! Tak właśnie sądziłam, że skusi Cię ta relacja ojciec/syn - bardzo zresztą skomplikowana, z wieloma problemami przemilczanymi i ze słowami, które może nie powinny nigdy paść. Myślę, że Ci się spodoba, choć jest bardzo niespieszna, surowa i początkowo trudno się w nią wgryźć (przynajmniej ja tak miałam). Jestem ciekawa Twoich odczuć po lekturze :).

      Usuń

Zostaw po sobie ślad, za każdy jestem niezmiernie wdzięczna :)
Pamiętaj jednak o netykiecie. Wiadomości niecenzuralne, obelżywe i niezwiązane z tematem będą kasowane bez mrugnięcia okiem. Jeśli chcesz, żebym do Ciebie zajrzała, zostaw swój adres pod komentarzem :)