środa, 5 sierpnia 2015

Szacunek do poezji






Niewiele jest osób, które czytają i kupują poezję – to fakt. Ja, pomimo że studia usilnie próbowały zaszczepić we mnie miłość do niej, poezję wyłącznie znoszę. Kocham tylko trzech poetów: Różewicza, Poświatowską i Dickinson. Wielu lubię, wielu doceniam, choć liryka nie jest w stanie wzbudzić we mnie tak szaleńczych pasji jak proza. Poezję szanuję, bo jako sztuka na szacunek zasługuje.



Chociaż mało osób poezję czyta, to całe masy ją piszą. Można by powiedzieć, że Internet stał się patronem sztuki, dzięki któremu rzesze współczesnych artystów mogą dzielić się swoją pasją. Mecenas to niestety bardzo nieudolny, gdyż w materiale nie przebiera i przyjmuje wszystko jak leci: poezję, wierszyki i grafomanię. Dziś każdy ma szansę pokazać swoje umiejętności – wystarczy zarejestrować się na jednym z wielu for literackich lub założyć bloga i umieścić tam swoje dzieło. Kilka kliknięć na klawiaturze, jeden ruch myszki i wielka poezja, która niedawno chowała się w odmętach szuflad, dziś staje się dobrem ogólnym. W jednym momencie poeci stają naprzeciw krytyków: szyderców i speców, którzy nie szczędzą ostrych słów kształtującym się talentom. Jeden mówi, że ładne, na co artysta skromnie dziękuje, drugi twierdzi, że nieładne, co zwykle komentowane jest wysoce inteligentnie: skoro jesteś taki mądry, to sam napisz lepiej. I cóż tu myśleć o dzisiejszej poezji?

 

Kiedyś sama próbowałam wykrzesać z siebie talent poetycki, naczytawszy się zbyt wiele wierszy Haliny Poświatowskiej i Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Nie wiem, czy kiedykolwiek wybaczę sobie te kalekie próby, które każdy normalny człowiek z miejsca nazwałby nawet nie grafomanią, a po prostu pomyłką. Teraz, jako człowiek szanujący poezję, wywalam swoje potworki z pamięci komputera, drę zeszyty, w których były zapisane, a wszystko, co pozostało w mojej pamięci, palę bezlitośnie w wielkim piecu przemysłowym umysłu. I dobrze mi z tym, że nie próbuję na siłę wzbogacać poezji, co nie wyszłoby ani mnie, ani tym bardziej jej na dobre. Dobrze mi też z tym, że nie jestem artystką, a jeszcze lepiej z tym, że do bycia nią nie dążę.

Chyba właśnie tutaj pogrzebano tego lirycznego psa. Poezja jest od dawien dawna postrzegana jako swojego rodzaju wyznacznik artyzmu. To, że nikt jej nie czyta nie ma zupełnie żadnego znaczenia – każdy, kto ma chociażby mgliste pojęcie o sztuce i chwalebne, bądź nie, zamiłowanie do słowa wie, że poezja jest czymś z wyższej półki. Czymś nobilitującym, bo przecież nasz wieszcz narodowy Adam M. również wiersze pisał. Któżby nie chciał być wieszczem? Wieńce laurowe, szacunek i zrozumienie – chyba właśnie tak ci maluczcy, internetowi poeci widzą życie artystów. Zdawać by się jednak mogło, że żaden z nich nie pomyślał o tym, że aby być poetą, nie wystarczy beret (bądź inna, acz równie dekadencka część garderoby), kilka krzywych metafor i, o zgrozo, rymy. I piszą ci wielcy poeci, sztuką zarzucają swojego mecenasa i oczekują oklasków i padania na kolana. Kiedy ktoś nie lubi, zarzucają niezrozumialstwo i pustotę, kiedy lubi – zachwycają się gustem i inteligencją czytającego/fana. Od narcyzmu aż głowa boli, a im więcej przeszukuje się tak zwanych for literackich w poszukiwaniu świecącego kamyka w kupie gówna, tym bardziej ma się dosyć poezji i wszelkich form poezjo-podobnych.



Najczarniejsze myśli ogarniały mnie, gdy przeszukiwałam (z ciekawości i wrodzonego masochizmu) jeden z portali poetyckich. Pod większością tekstów miałam ochotę napisać wielkimi literami, aby na pewno do autora dotarło, że najpierw trzeba dobrze znać język, aby zacząć pisać. Ale po co? Wszystko i tak odbije się jak groch od ściany, ja napsuję sobie krwi, a artysta będzie się cieszył, że wzbudza kontrowersje. Jeśli chociaż trochę zna się na literaturze, to przyrówna się do Norwida, albo Witkacego (myląc dziedziny, ale wiedząc, że był niezrozumiany). Postanowiłam więc nie napędzać szanownych poetów i pokazać poezji, że ją szanuję – reagując tylko na to, co poezją mogę nazwać.

8 komentarzy:

  1. Ja też kiedyś nie czytałam poezji, ale się przemogłam i teraz od czasu do czasu lubię zajrzeć do zbioru Elizy Segiet czy chociażby Belli Grek. Dorosłam do tego po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poezja zajmuje u mnie specjalne miejsce - wiersze muszą przynieść silne odczucia, raczej nie tylko estetyczne, co po prostu duchowe. Niewiele jest takich utworów, ale, jak napisałam, mam swoich ulubieńców :)

      Usuń
  2. Ja też mam swoich ulubionych, to Jesienin, Tuwim, Szymborska i Barańczak, wielu innych znam i cenię - ale nie czytam. Ostatnio nawet w ramach poznawania nowych poetów nabyłam tomik Słomczyńskiego "Nadjeżdża" ....no i nic. Chyba ze mną jest tak jak pisał Karl Ove w "Mojej walce"- poezja się przede mną nie otwiera...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poezja, w przeciwieństwie do prozy, wydaje się sztuką nie na co dzień. Zupełnie inaczej się ją czyta i inaczej odbiera. Pięknie ujęte - przede mną chyba również nie :)

      Usuń
  3. Lubię czytać wiersze, nie stronię od nich. Ostatnio zaczytywałam się w poezji Poświatowskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Poświatowską cenię od lat. To niesamowita poetka:)

      Usuń
  4. Do poezji nigdy mnie nie ciągnęło, ale to nie znaczy, że jej nie szanuję. Szanuję i to ogromnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło widzieć, że nie jestem w tym osamotniona :)

      Usuń

Zostaw po sobie ślad, za każdy jestem niezmiernie wdzięczna :)
Pamiętaj jednak o netykiecie. Wiadomości niecenzuralne, obelżywe i niezwiązane z tematem będą kasowane bez mrugnięcia okiem. Jeśli chcesz, żebym do Ciebie zajrzała, zostaw swój adres pod komentarzem :)